„Watchmen”, czyli ludzie chorzy na duszy i widmo nuklearnej zagłady

#Serial

numer 2508 - 14.12.2019

„Strażnicy” pokazują gorzką dojrzałość współczesnej popkultury. To uniwersum, w którym widzimy najgorętsze współczesne konflikty.

Watchmen”, serial HBO, powstał na bazie komiksowej opowieści z drugiej połowy lat 80. Twórcą scenariusza był Anglik Alan Moore, a właścicielem praw stał się amerykański gigant popkultury DC Comics. Moore już wcześniej zasłynął jako autor, który nadaje komiksom treści daleko wykraczające poza dziecięcy/nastoletni obraz świata. Przynajmniej jeśli mowa o dzieciach i młodzieży z tamtych czasów.

Alternatywny świat „Strażników” przewartościował opowieści o superbohaterach. Wcześniej byli to niepozbawieni wad herosi, ludzie „jasnej strony mocy” – strażnicy okazali się postaciami mocno niejednoznacznymi, wręcz chorymi na duszy. W ich sercach jasność mocno się mroczyła – by nawiązać do wiersza Dylana Thomasa i słynnego tytułu George’a R.R. Martina. „Watchmeni” byli też śmiałą krytyką społeczną grającą na największym globalnym strachu tamtych czasów, czyli nuklearnej zagładzie.  

Jak wygląda serialowy świat? Nie jest prostą adaptacją komiksu, ale rozwinięciem jego uniwersum, także w stronę bardziej dla nas oczywistych wątków społecznych, kulturowych i obyczajowych. To nadal alternatywne dzieje Stanów Zjednoczonych. Po Richardzie Nixonie rządzi przez dekady prezydent Robert Redford (zniesiono limity kadencji), a redfordyzacja polega między innymi na znacznych rekompensatach finansowych dla kolorowych mieszkańców USA i rozbudowanej instytucjonalnie polityce historycznej



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Wołodźko


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się