reklama


​W walce z totalitarną władzą komunistyczną

numer 2508 - 14.12.2019

Ks. Franciszek Głód to bardzo dobry przykład na to, jak polski Kościół pomagał nie tylko represjonowanym w stanie wojennym, ale i całemu narodowi.

Gdy nadszedł mroczny czas stanu wojennego, kapłani, zakonnicy i siostry zakonne nie pozostali wobec nowej trudnej sytuacji obojętni. Mimo że ich także, a może przede wszystkim, spotykały szykany i prześladowania, starali się pomóc wiernym w walce z totalitarną władzą komunistyczną, która wyprowadziła czołgi na ulice przeciwko własnemu narodowi. Na wrocławskim podwórku nie brakowało kapłanów, którzy wspierali działaczy i członków Solidarności. Jednym z nich był ks. Franciszek Głód, wówczas proboszcz parafii pw. św. Elżbiety przy ul. Grabiszyńskiej. Jego kościół położony był blisko wrocławskiej twierdzy solidarnościowej – zajezdni autobusowej przy tej samej ulicy.

W okresie stanu wojennego fenomenem okazała się pierwsza we Wrocławiu jadłodajnia dla bezdomnych i bezrobotnych, prowadzona przez proboszcza ks. Głoda i jego parafian. Charytatywna kuchnia dla potrzebujących zaczęła funkcjonować po wybudowaniu nowej plebanii. W założeniu miała służyć studentom, jednak mimo reklamy nie przychodziło ich zbyt wielu. Od samego rana na plebanię zaglądali za to bezdomni, prosząc o wparcie. – Zamiast pieniędzy dostawali placki ziemniaczane, pierogi albo zupę z chlebem. I w ten sposób przy ul. Grabiszyńskiej powstała kuchnia dla bezdomnych i biednych. Wieść szybko rozeszła się po całym Wrocławiu. Zaglądali tam różni ludzie. Zarzucano mi, jako proboszczowi, że trwonię kościelne pieniądze na ludzi, którym się nie chce pracować. Zawsze radziłem, żeby poszukali tym bezdomnym pracy. A to nie było już takie proste – stwierdził po latach ks. Franciszek Głód.

Jak na pomysł jadłodajni zareagowały władze PRL? Oczywiście spotkało się to z wielką krytyką, bo dokarmiając biednych ośmieszano władzę ludową, według której wszyscy mieli co jeść. – Pułkownik SB, który złożył mi wizytę, stwierdził, że prowadzimy jakąś restaurację nie wiadomo po co. Zaczęto nam grozić konsekwencjami karnymi. Ale przecież takiego dzieła nie można zahamować tylko dlatego, że nie podoba się komunistom – wspominał z uśmiechem kapłan. Przez lata do jadłodajni przychodziło codziennie ok. 300 osób, a czasem jeszcze więcej



zawartość zablokowana

Autor: Nikodem Prokocimski


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




reklama








#DziękujeMyZaOdwagę
reklama