Primaaprilisowy Vega

Przed premierą „Polityki” Patryk Vega kreował się na męczennika, który w czasie kręcenia filmu był prześladowany, zagrożony, a jego wolność twórcza ograniczana. Pompował balon wielkiego dzieła, które wstrząśnie polską sceną polityczną. Gdy film okazał się kompletną klapą, wyznaje publiczny żal za grzechy, twierdząc, że w ogóle nie powinien był powstać, a jedyną motywacją wypuszczania filmowych zakalców była chęć przytulania kolejnych czeków. Gdyby rozmowa z twórcą „Pitbulla” ukazała się 1 kwietnia, można by ją racjonalnie wyjaśnić, a tak niedowierzanie miesza się z zażenowaniem. I tylko nasuwa się pytanie o to, w jaki sposób traktować cokolwiek, co w przyszłości powie lub wyprodukuje „król” kina sensacyjnego. Podobno doznał iluminacji
84%
pozostało do przeczytania: 16%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl

W tym numerze