Święta Korona czuwa z Niemiec

Niemcy \ Od Karola Wielkiego po pandemię koronawirusa

Relikwiarz św. Korony, dzieło wybitnego złotnika Bernharda Wittego, po ćwierćwieczu spędzonym w magazynach skarbca katedry akwizgrańskiej wychodzi do świata. Jest złoty, w formie nawiązujący do bizantyjskiego kościoła i tak ciężki, że wcześniej nie zdołano dla niego znaleźć odpowiedniej gabloty. Teraz relikwiarz zostanie poddany konserwacji, a latem pojawi się wśród eksponatów wystawy poświęconej akwizgrańskiej sztuce złotniczej historyzmu.

Święta Korona, patronka na czas zarazy. Zginęła za wiarę wraz ze swoim mężem, rzymskim żołnierzem Wiktorem, śmiercią męczeńską 14 maja 171 r. w Syrii. Jej imię nie ma oczywiście nic wspólnego z koronawirusem, pochodzi od słowa „ukoronowana”, ale imię tej świętej męczennicy i to, że już 14 maja przypada jej wspomnienie, zelektryzowało ludzi na całym świecie. Wielu wiernych Kościoła katolickiego w Niemczech modli się do św. Korony o jej wstawiennictwo w czasie zarazy i rychłe zakończenie epidemii, tęsknie patrząc na datę 14 maja. A muzeum skarbca katedry akwizgrańskiej w związku ze wzmożonym zainteresowaniem świętą postanowiło wcześniej niż planowano wydobyć relikwiarz z jej doczesnymi szczątkami i poddać gruntowej konserwacji.
Katedra to klucz
„Bardzo mało ludzi – pustkowia, które ku zachodowi, ku północy, ku wschodowi ogarniają coraz większe, niezmierzone przestrzenie i wreszcie pokrywają wszystko […] siedziby ludzkie z kamienia, lepianki, szałasy otoczone żywopłotem i pasem ogrodów – czasem za obronną palisadą domostwo wodza, spichrze, szopy dla niewolników, a na uboczu kuchnie – gdzieniegdzie jakieś osiedle czy raczej zagarnięty na powrót przez naturę zbielały szkielet rzymskiego miasta” – tak zdaniem francuskiego historyka Georgesa Duby wyglądał pejzaż Europy na północ od Alp jeszcze ok. roku 1000. Bo też był to świat przede wszystkim wciąż ubogi, nie tylko w porównaniu z bizantyńską „chwałą cesarstwa”, lecz także z bogactwem świata islamskiego Orientu przeżywającego wówczas swój rozkwit. Mimo restauracji zachodniego cesarstwa przez Karolingów i Ottonów, mimo cywilizacyjnego wysiłku kolejnych pokoleń irlandzkich, anglosaskich czy frankijskich mnichów – ówczesny Zachód jest wciąż na dorobku, to cywilizacja młoda, pełna obiecującej energii, ale na razie składająca się przede wszystkim z rozdzielonych pustkowiami i lasami wiejskich wspólnot. Trzeba pamiętać o tym, żeby zrozumieć, czym w tej epoce były opactwa i katedry. Potężne i majestatyczne przedromańskie i romańskie budowle onieśmielały swoim ogromem, przedstawiały zarówno obraz boskiej wszechmocy, jak i ziemskiej potęgi królewskich fundatorów.
Budowa kościoła w Akwizgranie sięga czasów Karola Wielkiego, ambitnego Franka, którego postać stała się wręcz archetypem władcy w kulturze europejskiej. W językach słowiańskich samo słowo „król” pochodzi od jego imienia. Dynastia Karolingów, która ponad chaosem zwalczających się barbarzyńskich królestw postawiła ideę restauracji cesarstwa, pozostawiła też po sobie koncepcję sakralnego charakteru władzy królewskiej. Karol Wielki był zaś ambitnym dziedzicem barbarzyńskich wojowników, wpatrzonym we wzory rzymsko-bizantyjskie, uznającym rolę Kościoła i powagę biskupów Rzymu. Mimo że sam był analfabetą powoływał szkoły i skryptoria, dlatego mówi się o „renesansie karolińskim”. A przede wszystkim wysiłkiem swoich rycerzy i mnichów rozszerzał granice chrześcijańskiego Zachodu. Nic więc dziwnego w tym, że miejsce jego śmierci i pochówku stało się jednym ze świętych punktów Europy.
Dzisiejsza katedra wywodzi się od pałacowej kaplicy Karola Wielkiego z końca VIII w. Zbudowana na planie ośmiokąta, nawiązywała do bizantyjskiego stylu kościoła San Vitale w Rawennie. W konstrukcji budowli wykorzystano też przywiezione z Italii fragmenty rzymskiej architektury. Przez następne 1000 lat do świątyni dobudowywano elementy romańskie, gotyckie i późniejsze. Cały kompleks jest bezcennym zabytkiem, warto jednak wymienić kilka elementów – karolińskie Wilcze Wrota, tron cesarski z epoki Ottonów, świadek koronacji królów niemieckich, starożytny posąg wilczycy, unikalną ambonę Henryka II – z dębowego drewna i złotej blachy, XII-wieczny świecznik Barbarossy (12 świec miało symbolizować 12 apostołów i 12 bram Jerozolimy), a przede wszystkim relikwiarz Karola Wielkiego i relikwiarz Najświętszej Marii Panny z bezcennymi relikwiami Marii, Chrystusa i św. Jana Chrzciciela. W tym ostatnim znajdowała się jeszcze tajemnicza szkatuła „Noli Me Tangere”, zniszczona niestety podczas ostatniej wojny.
Z ołowianej trumny
I pomyśleć, że w 2020 r. wyobraźnię rozpali jeden z teoretycznie mniej prominentnych obiektów akwizgrańskiej katedry. Przyjęło się nazywać go relikwiarzem św. Korony, ale bizantyjska świątynia mierząca 93 cm i ważąca całe 98 kg zawiera również relikwie rzymskiego męczennika św. Leopardusa. Szczątki obu świętych trafiły do Akwizgranu w 997 r. To cesarz Otton III przywiózł je ze swojej pierwszej wyprawy na Rzym, kiedy wracając do domu, mijał Umbrię. To tam znajdowały się katakumby ze szczątkami świętych.
Relikwie św. Korony miały być przeznaczone dla klasztoru na wzgórzu Lousberg. Otton III planował jego budowę, ale klasztor koniec końców nie powstał. Korona i Leopardus stali się więc patronami kościoła katedralnego pod wezwaniem św. Marii w Akwizgranie. Do dziś w katedrze akwizgrańskiej można zobaczyć ich płyty nagrobne. Przez setki lat św. Korona była patronką w czasach zarazy i modlono się za jej wstawiennictwem o oddalenie zarazy. Ale do świętej udawano się i w bardziej przyziemnych sprawach. Jak pisał w 1871 r. etnograf Ignaz Vinzenz Zingerle, mieszkańcy Tyrolu wierzyli na przykład, że jak przez trzy dni będą się modlić na kamieniach przywiezionych z Ziemi Świętej za wstawiennictwem św. Korony o pieniądze, to one naprawdę spadną z nieba.
Święci Korona i Leopardus czekali blisko 950 lat na odkrycie. W roku 1843 w trakcie prac wykopaliskowych w poszukiwaniu miejsca spoczynku Karola Wielkiego, w dwóch kryptach w dolnym obejściu katedry natrafiono na dwie ołowiane trumny z inskrypcjami. Na trumnie oznaczonej literą A wyryto tekst o pobożnych świętych, których szczątki dotarły do Akwizgranu za sprawą cesarza Ottona III. Po otwarciu i oględzinach zawartości trumny zamknięto. Tak było do roku 1910, kiedy trumny jeszcze raz wydobyto z krypt i pobrano z nich relikwie świętych. Następnie złożono je w kaplicy św. Michała, zaś relikwie umieszczono w złotym relikwiarzu, nad którego wykonaniem przez rok pracowało 45 złotników i czeladników ze słynnego warsztatu złotniczego Bernharda Wittego.
Nadzieja zaklęta w złoto
Bernhard Witte został w 1856 r. decyzją papieża Leona XIII mianowany na złotnika Stolicy Apostolskiej i pałaców papieskich. Jego zakład mieścił się pierwotnie na Klosterplatz tuż przy katedrze akwizgrańskiej. Z biegiem lat i dzięki coraz lepiej płatnym zleceniom złotnik przeniósł się do obszerniejszych pomieszczeń przy Aachener Karlsgraben 29. Poza pracą dla Stolicy Apostolskiej Witte tworzył m.in. dla abp. Chicago, patriarchy Jerozolimy, cesarza Brazylii, Pedro II, współzałożyciela Instytutu Louisa Pasteura w Paryżu. Przez warsztat Wittego przewinęło się wielu znamienitych złotników, m.in. Fritz Schwerdt, znany ze swojego nowatorskiego podejścia do projektowania naczyń liturgicznych.
A wracając do relikwiarza św. Korony i Leopardusa, podobno koszt materiału i roboty był tak wysoki, że złotnik o mały włos nie zbankrutował. Relikwiarz dostarczono do katedry w 1912 r., figurki przedstawione na złotym kościele wyszły spod ręki akwizgrańskiego rzeźbiarza Carla Essera. Teraz każdy milimetr relikwiarza będzie czyszczony i poddany konserwacji. Wierni już teraz chcieliby wystawienia tego małego kościoła na widok publiczny. Nie jako eksponat muzealny, ale coś, co daje nadzieję.

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl

W tym numerze