Pandemia w królestwie tulipanów

WYWIAD \ Z PAULINĄ FLORCZAK, Polką mieszkającą od 18 lat w Holandii, rozmawia WESPAZJAN WIELOHORSKI

Szacuje się, że z Holandii do Polski zdołało wrócić 200 tys. pracowników sezonowych, ale nie wiem, czy te dane są dokładne. W holenderskich mediach oglądałam reportaż o pracownikach, którzy przyjechali tu w najgorszym momencie i utknęli bez pracy, bez opieki zdrowotnej, chorzy, bez możliwości podróży do domu. Kilka organizacji robi, co może, by im pomóc.
Holandia należy do tych europejskich państw, które w najbliższych dniach mogą stanąć w obliczu dramatycznego wzrostu liczby zgonów z powodu COVID-19. W tym 17-milionowym kraju zmarło prawie dwukrotnie więcej osób zainfekowanych wirusem niż w liczących ponad 80 milionów mieszkańców Niemczech. Jakie są nastroje Holendrów, jakie były ich pierwsze reakcje na pojawienie się epidemii?
Na początku doniesienia o koronawirusie przyjmowano jak każdy inny news, centrum choroby było w końcu w Chinach, czyli daleko od Niderlandów. Ludzie nie czuli bliskości zagrożenia. W miarę przybliżania się koronawirusa do granic kraju zainteresowanie i obawy rosły. Obecnie jest to temat numer jeden, ale mimo ciężkiej sytuacji szczególnie na południu, w Brabancji, nie widzę paniki. Holendrzy to twardzi ludzie i bardzo racjonalni. Media podchodzą do sprawy z dystansem, żadnych czerwonych pasków o koronawirusie.
Czy komentowana jest występująca w Holandii stosunkowo wysoka śmiertelność chociażby w porównaniu z Niemcami?
Nie, nie jest. To ciekawe, bo Holendrzy podają statystyki, czyli liczbę osób zarażonych oraz zgonów, ale nie pada określenie „wysoka śmiertelność”. Nie odnoszą też tego do danych z innych krajów. Jak dotąd ponad 3,5 tys. osób hospitalizowano, a 771 zmarło.
Jednak krytyczne opinie na temat działań władz pojawiają się też wśród pracowników służby zdrowia…
Zapytałam o to znajomego lekarza. Jego zdaniem rząd Niderlandów od początku zlekceważył zagrożenie koronawirusem. Obywatelom i lekarzom mówiono o koronawirusie jak o normalnym wirusie grypy. Na łamach dziennika „Volkskrant” jeszcze trzy tygodnie temu był duży artykuł epidemiologa o tym, że noszenie masek i rękawiczek ochronnych nie ma sensu. Ten lekarz otrzymał maseczkę ochronną od… pacjentów, a na zamówione skafandry ochronne, maseczki i rękawiczki czeka już dwa tygodnie.
A jak sami Holendrzy podchodzą do zagrożenia?
Podam przykład. Koleżanka pracuje w domu opieki, więc ma kontakt z dużą liczbą starszych, schorowanych osób. Jej mąż wrócił niedawno z Kataru. Po powrocie nie było żadnej kwarantanny, nie pojawiła się refleksja, że ten człowiek mógł zostać gdzieś zainfekowany i mimo braku objawów stanowi potencjalne zagrożenie dla innych. W Polsce osoby wracające z zagranicy obowiązuje dwutygodniowa kwarantanna. Tutaj nie.
Czy sytuacja istotnie się różni w zależności od regionu?
Prowincje czy gminy, w których wirus pojawił się najpierw, zostały wcześniej objęte kwarantanną. Pozamykano szkoły, pracownicy przeszli na pracę zdalną, wydano zakazy opuszczania prowincji. Najgorzej jest w Brabancji. Co trzeci zarażony w Niderlandach to mieszkaniec tej części kraju. Mieszkam między Rotterdamem, Goudą a Hagą w Zevenhuizen, gdzie żyje 8 tys. ludzi. Z każdym tygodniem przepisy dotyczące poruszania się w przestrzeni publicznej są bardziej restrykcyjne. Hasło „Zostań w domu” jest tak samo popularne jak w Polsce. I faktycznie obserwuję mniejszy ruch na ulicach. W czwartek dotarła do mnie wiadomość, że w naszym domu opieki są seniorzy zarażeni wirusem. To oczywiście budzi niepokój. Co się tyczy restrykcji, wolno spacerować razem dwóm osobom, ale władze odradzają wszystkie wyjścia z domu, które nie są niezbędne. Osoby, które przebywają w grupie poza domem i nie utrzymują wymaganego dystansu 1,5 metra, mogą zostać ukarane grzywną w wysokości do 350 euro. Tydzień temu setki ludzi pojawiły się na plażach. Teraz policja zaczęła patrolować tego rodzaju miejsca przy pomocy dronów. Z głośników na dronach przypomina się o zakazie gromadzenia się.
Jak zmieniła się sytuacja w transporcie publicznym?
W związku z tym, że ludzie pracują i uczą się z domu, liczba kursów pociągów została znacznie zmniejszona. To logiczne. Autobusy i tramwaje kursują, lecz podróżnych obowiązują ustalone przepisy i wymóg zachowania odległości 1,5 m.
Czy Holendrzy pomagają sobie nawzajem w tym trudnym czasie?
Tak, tutejsze społeczeństwo ma to niejako we krwi. Działają pojedynczo i organizują się w grupy. Szczególną opieką obejmowani są seniorzy, ludzie przewlekle chorzy. Dostarczanie zakupów to oczywistość, ale wielu wolontariuszy poświęca też swój czas na rozmowę telefoniczną, by te osoby nie czuły się samotne. Są też świetne akcje dla dzieci. Studenci oferują za darmo korepetycje ­online. Jest też akcja pt. „Niedźwiadek w oknie”. Dzieci jeżdżą z rodzicami na rowerach i szukają wystawionych w oknach pluszaków. Ma ona mobilizować dzieci do aktywności na świeżym powietrzu oraz rozładowywać ich stres i lęk. Sporo dzieci źle znosi obecną sytuację.
Kto jest najbardziej poszkodowany przez ograniczenia związane z epidemią?
Bez wątpienia sektor ogrodniczy. Mowa przede wszystkim o szklarniach kilkuhektarowych z produkcją kwiatów ciętych czy doniczkowych. Tony kwiatów idą do utylizacji. Cierpi też gastronomia, ponieważ restauracje i bary są zamknięte. Nieczynne są również zakłady fryzjerskie, siłownie, małe przedsiębiorstwa i zakłady.
Czy rząd przygotował pomoc dla przedsiębiorców którzy ponieśli straty?
Tak, na samym początku wybuchu epidemii w Holandii rząd, korzystając z rezerw, przeznaczył 70 mld euro na pomoc małym i dużym firmom. Wsparcie jest obiecane każdemu przedsiębiorcy. Pierwsza transza pomocy, czyli pieniądze na opłacenie najpilniejszych rachunków, to kwota 4 tys. euro. Pieniądze te nie są opodatkowane. Procedura składania wniosków o przyznanie pomocy już ruszyła i nie jest skomplikowana.
W Polsce ograniczono liczbę wiernych, którzy mogą uczestniczyć w zgromadzeniach religijnych, do pięciu osób. Jak to wygląda w Holandii?
Władze kościelne i państwowe postanowiły, że do 31 maja obowiązuje zakaz odprawiania mszy św. i nabożeństw. Na stronie polskiej parafii w Hadze można przeczytać, że odwołane są też spowiedź, rekolekcje, wielkanocne święcenie pokarmów, nauki przedślubne i wszystkie grupowe zajęcia. Są parafie, które transmitują msze po polsku bez udziału wiernych. Holendrzy też organizują się i spotykają online. Dwa tygodnie temu o godz. 19 we wszystkich kościołach biły dzwony, by dać wyraz solidarności w tych trudnych dla wszystkich czasach.
Jaka jest sytuacja polskich robotników sezonowych w Holandii?
To temat rzeka. Szacuje się, że 200 tys. pracowników sezonowych zdołało wrócić do Polski, ale nie wiem, czy te dane są dokładne. W holenderskich mediach oglądałam reportaż o pracownikach, którzy przyjechali tu w najgorszym momencie i utknęli bez pracy, bez opieki zdrowotnej, chorzy, bez możliwości podróży do domu. Kilka organizacji robi, co może, by im pomóc. Ci, którzy pracują w ogromnych centrach dystrybucji, głównie w sektorze spożywczym i chemii gospodarczej, narzekają na dramatyczne warunki pracy i mieszkaniowe. Nie mają zapewnionych zasad bezpieczeństwa, stoją przy taśmie produkcyjnej obok siebie, chory pracownik pracuje, aż skończy się zmiana, bo wtedy odwożona jest cała grupa ludzi. Mieszkają stłoczeni w pokojowych domkach kempingowych, nawet do 12 osób na domek. Holandia już odczuwa brak polskich rąk do pracy. Istnieje plan przesunięcia pracowników holenderskich z gastronomii i oraz osób bezrobotnych do sektora ogrodniczego, np. zbioru szparagów, ale ja to zostawiam bez komentarza.
Jakie są opinie, jeśli chodzi o prognozy na przyszłość – ludzie przewidują krach gospodarki czy szybki powrót do normy?
Już teraz dużo mówi się o recesji, zaciskaniu pasa i trudnych miesiącach, a może i latach. Działania rządu premiera Marka Ruttego są oceniane raczej dobrze. W rozmowach z Holendrami nie wyczuwam paniki, raczej twardy realizm. Na razie cieszymy się małymi sprawami życia codziennego, a najbardziej słońcem, które od dwóch tygodni nie pozwala nam popaść w depresję.
     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze

  • fot. GRZEGORZ KRZYZEWSKI/FotoNews/Forum

    Senat zdecydował w sprawie szefa IPN

    Przez cały dzień trwały wczoraj dyskusje w Senacie nad kandydaturą Karola Nawrockiego na szefa IPN. Koalicja Obywatelska postanowiła zagłosować przeciw historykowi popieranemu z kolei przez...
    Autor: Jacek Liziniewicz
    Dział: Temat Dnia
  • fot. Andrzej Hulimka/Forum

    Ręce precz od dzieci!

    Często totalnej opozycji zarzuca się brak programu. To nieprawda. Oni mają precyzyjny program realizowany z dnia na dzień. Jego celem jest maksymalne osłabienie obozu rządzącego i przejęcie...
    Autor: Janusz Wolniak
    Dział: Polska
  • fot. Pixabay/d

    Pekin boi się kolejnego śledztwa

    Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaproponowała, by zespół jej ekspertów zbadał chińskie laboratoria pod kątem potencjalnego wycieku koronawirusa odpowiedzialnego za pandemię i zachorowanie...
    Autor: Wiktor Młynarz
    Dział: Świat
  • fot. Anna Krajkowska/Gazeta Polska

    Na tym się wychowałem

    Na jednej scenie zagrają SBB, Dżem, Krzak, Grzegorz Kapołka, Makaron i ja z big-bandem. Wykonawcy wychodzący od bluesa, których muzykę w latach 70. nazwałem śląskim brzmieniem (...
    Autor: Sylwia Krasnodębska
    Dział: Kultura
  • fot. Mikhail Klimentyev/TASS/Forum

    Pożegnalny prezent Merkel dla Putina

    „Treść porozumienia Niemiec i USA w sprawie gazociągu Nord Stream 2 wskazuje, że kanclerstwo Angeli Merkel kończy się pożegnalnym prezentem dla Władimira Putina” – ocenił „Die Welt”. Czy za ...
    Autor: Jan Kamieniecki
    Dział: Gospodarka
  • fot. Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

    Pech Justyny

    Dziś ceremonia otwarcia igrzysk olimpijskich. Tymczasem fatalne wieści napływają z obozu naszych lekkoatletów. Kontuzji nabawiła się Justyna Święty-Ersetic, multimedalistka mistrzostw Europy i świata...
    Autor: Krzysztof Oliwa
    Dział: Sport