Ramadan w czasie zarazy

fot. Ali Hashisho/Reuters
fot. Ali Hashisho/Reuters

Niemcy, Turcja, Liban \ Meczety zamknięte na cztery spusty

Ze względu na ryzyko zarażenia koronawirusem meczety w Stambule są zamknięte, ludzie podczas ramadanu będą się modlić wyłącznie w domach. Czegoś takiego Stambuł nie widział od jakichś 200 lat. W największych meczetach potrafiło się w normalnych warunkach zebrać nawet 2 tys. osób, teraz ludzie z niedowierzaniem patrzą na zamknięte drzwi – mówi nam mieszkający w Stambule Serkan Çavuşoğlu.
24 kwietnia przypada pierwszy dzień ramadanu, dziewiątego miesiąca kalendarza muzułmańskiego. Ramadan to dla muzułmanów „miesiąc postu i błogosławieństwa”, ponieważ to wtedy wedle tradycji islamu archanioł Gabriel ukazał się prorokowi Mahometowi i przekazał kilka wersów przyszłego Koranu. Podczas ramadanu muzułmanów obowiązują ścisłe reguły postu, z których wyłączeni są podróżni, kobiety oczekujące dziecka i karmiące, osoby chore fizycznie bądź psychicznie oraz dzieci, ale jest zalecenie, by od najmłodszych lat oswajać je z postem. Każdy zdrowy, ale z różnych przyczyn niemogący w ramadanie zachować postu muzułmanin ma obowiązek odbycia go w innym terminie. Osoby starsze i nieuleczalnie chore zobowiązane są natomiast do nakarmienia biednego za każdy dzień, w którym nie pościły. Podczas trwania ramadanu od świtu do zachodu słońca muzułmaninowi nie wolno spożywać żadnych pokarmów i pić napojów. I to się nie zmieni również w 2020 r. Zmieni się coś innego.
Meczety w czasie ramadanu i Ramadan Bajram pozostaną zamknięte w całym muzułmańskim świecie. „Codzienna” zajrzała w kilka miejsc, by sprawdzić, jak muzułmanie z różnych zakątków globu podchodzą do świętowania w czasie pandemii.
Stambuł: drożyzna, niepewność i samotne świętowanie
Kiedy rozmawiamy z Serkanem Çavuşoğlu, w słuchawce rozlega się nagle głos muezzina nawołującego do modlitwy. – Mieszkamy tuż przy meczecie, mamy więc blisko, ale i głośno – żartuje Serkan. Chociaż w tym roku o wspólnej modlitwie w meczecie może zapomnieć. – Na początku ludzie byli zdruzgotani, zbierali się pod meczetami, chcieli wejść do środka. Przyjeżdżała policja z interwencją, czasem setki osób tak stały, ludziom nie mieściło się w głowie, że można zamknąć meczet, nikt tu wcześniej nie miał takich doświadczeń. Co jednak można było innego zrobić? Ryzyko zarażenia jest zbyt wielkie, społeczeństwo to rozumie, tegoroczne świętowanie będzie się odbywało w czterech ścianach. Smutne, ale konieczne – mówi Serkan. On sam jest zaniepokojony sytuacją w Turcji, gdzie wedle najnowszych statystyk zarażonych koronawirusem jest już 95 591 osób, a 2255 zmarło. –  Pandemia dobija turecką gospodarkę. Nawet jak z tego wyjdziemy, ogromna część społeczeństwa może stanąć na krawędzi nędzy. Pomoc co prawda została uruchomiona, ale nie trafia do wszystkich, wciąż słyszę o ludziach, którym powoli głód zagląda w oczy. Cena dolara w stosunku do czasu sprzed pandemii wzrosła o 80 proc. Jak wychodzę na zwykłe zakupy, zostawiam w sklepie równowartość 100 euro. Jajka, masło, nabiał, warzywa, owoce, napoje, żadnych ekstrawagancji. Czasem oglądam to wszystko w domu i zastanawiam się, na co poszło tyle pieniędzy. Ceny tak poszybowały w górę, że zaczynam się bać o egzystencję mojej rodziny. A przecież będzie kontynuacja. Turcja żyje z turystyki, latem plaże są pełne zagranicznych turystów, w tym roku możemy zapomnieć o wpływach z tej branży. Pandemia zabrała nam chleb – kończy Serkan.
Daktyle i soczewica – tego w Berlinie nie zabraknie
Mohamed Chalabi od pięciu lat żyje w Berlinie. Tutaj od podstaw nauczył się języka, obecnie pracuje. Zdalnie, jak większość mieszkańców Niemiec, poza tym uczestniczy nadal w kursach niemieckiego dla zaawansowanych online. Zapytany o to, czy podziela decyzję Centralnej Rady Muzułmanów w Niemczech o zamknięciu meczetów, odpowiada twierdząco. – Po co ludzi narażać? Sytuacja jest trudna, ja ją rozumiem. Będę się modlił w domu, spożywał samotnie dozwolone posiłki. W Niemczech nie ma problemu z zakupem daktyli i soczewicy, podstawowych produktów spożywanych w czasie ramadanu. Obawiam się jednak, że w mojej ojczyźnie ludzie mogą mieć utrudniony dostęp do jedzenia, i bardzo mnie to martwi – mówi nam Mohamed.
W Niemczech żyje od 4,4 do 4,7 mln muzułmanów, z czego 63 proc. ma korzenie tureckie. Pozostali muzułmanie to głównie przybysze z Iraku, Maroka, Afganistanu, Libanu, Syrii, Bośni i Hercegowiny. W Berlinie ludność muzułmańska jest widoczna w sposób szczególny w skali całych Niemiec. Już w 2018 r. szacowało się, że tylko co czwarty mieszkaniec Berlina należy do Kościoła ewangelickiego lub katolickiego, a liczba muzułmanów zaczyna przewyższać liczbę zdeklarowanych chrześcijan. Wtedy społeczność muzułmańską w stolicy Niemiec szacowano na 250–300 tys. członków, którzy mieli dostęp do 98 meczetów i sal modlitewnych rozrzuconych po Berlinie. Na czas walki z pandemią koronawirusa meczety, sale i centra kultury muzułmańskiej pozamykano, a władze Centralnej Rady Muzułmanów w Niemczech zaapelowały do swoich braci o praktykowanie wiary w domach. Nie wszyscy od razu posłuchali. 5 kwietnia w dzielnicy Neukölln na wspólnej modlitwie przed meczetem as-Salam zebrało się 300 osób. Meczet as-Salam stanowi największą wspólnotę sunnicką w Berlinie i pozostaje pod obserwacją niemieckiego kontrwywiadu z uwagi na kontakty z Bractwem Muzułmańskim. Na piątkowych modlitwach gromadzi się w nim co tydzień ok. 1500 osób. Do wspólnoty należą głównie muzułmanie z państw arabskich. Władze Berlina szybko zareagowały na nielegalne zgromadzenie pod meczetem, od 7 kwietnia as-Salam ma zakaz zwoływania na wspólne modły.
Liban: Ograniczenia mogą muzułmanom paradoksalnie pomóc
Kazimierz Gajowy, prezes Fundacji Fenicja im. św. Charbela, organizator pielgrzymek i animator polskiego życia w Libanie, widzi w ograniczeniach również pewne dobre strony dla libańskich muzułmanów. –  Ramadan polega na tym, że od wschodu do zachodu słońca kraj jest zatrzymany, nie spożywa się żadnych posiłków ani napojów, niczego, co mogłoby wejść do ust. W związku z tym po nocy, która polega na jedzeniu, piciu – oczywiście bez alkoholu – i oglądaniu filmów przygotowanych na ramadan, to najczęściej jak ktoś przychodzi do pracy na jedenastą, żeby podpisać listę, to o dwunastej ma już prawo iść na południowe modlitwy i po tych modlitwach nie wracać już do pracy. Czyli te ograniczenia w związku z koronawirusem właściwie mogą muzułmanom jeszcze pomóc w przestrzeganiu ramadanu i przeniesieniu się do życia nocnego w gronie własnej rodziny, począwszy od iftaru, czyli uroczystej kolacji po zachodzie słońca – mówi „Codziennej”. I dodaje: – Jedyny problem będzie z grupami bardziej „wierzącymi” , czyli tymi, którzy mogą domagać się prawa do południowej modlitwy w meczetach i na placach. To wszystko zależy od decyzji rządowych, które mają być podjęte 26 kwietnia.

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl

W tym numerze