Plan na wypadek „śmierci Stalina”

Dodano: 05/05/2020 - numer 2624 - 05.05.2020
LONDYN \ Brytyjski premier Boris Johnson, który był hospitalizowany po wykryciu u niego koronawirusa, ujawnił, że gdy przebywał na oddziale intensywnej terapii, tworzono plany awaryjne na wypadek jego śmierci. „To była trudna chwila, nie zaprzeczę” – przyznał.
Brytyjski premier w wywiadzie dla „The Sun on Sunday” opowiadał, że w szpitalu podawano mu bardzo dużo tlenu, aby utrzymać go przy życiu. „Był etap, kiedy dawali mi naprawdę sporo tlenu. Założyli mi maskę na twarz i dopływ (tlenu) stał się naprawdę duży. Przez długi czas dostawałem litry i litry tlenu. Ale w poniedziałek wszystko zaczęło się pogarszać. Zdałem sobie sprawę, że robi się poważnie, kiedy przenieśli mnie na intensywną terapię” – wyznał Johnson.
Jak dodał, lekarze zaczęli się zastanawiać, co zrobić w wypadku jego śmierci, i przyznał, że była to dla niego bardzo trudna chwila. „Mieli strategię radzenia sobie ze scenariuszem typu »śmierć Stalina«. Nie byłem w szczególnie świetnej formie i wiedziałem, że istnieją plany awaryjne. Lekarze mieli różne ustalenia, co robić, jeśli sprawy pójdą źle” – relacjonował brytyjski premier.
Koronawirusa u Borisa Johnsona wykryto 26 marca, ale do szpitala trafił dopiero 10 dni później, gdy symptomy nie ustępowały. Następnego dnia został przeniesiony na intensywną terapię. Johnson przyznał, że trudno mu było uwierzyć, że w ciągu kilku dni jego stan zdrowia tak bardzo się pogorszył. „Pamiętam, że czułem się sfrustrowany. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego mi się nie poprawia. Zadawałem sobie pytania: jak z tego wyjdę?” – przyznał.
Brytyjski premier powiedział, że był hospitalizowany już wielokrotnie, głównie z powodu urazów podczas gry w rugby, ale nigdy nie czuł się tak źle, jak podczas zakażenia COVID-19. Johnson przyznał, że w rezultacie jest jeszcze bardziej zdeterminowany, by powstrzymać cierpienia innych.
„Tyle osób straciło bliskich, a więc jeśli pytacie mnie, czy kieruje mną chęć uchronienienia innych ludzi od cierpienia, to tak, absolutnie tak. Jednak kieruje mną również ogromne pragnienie, by postawić na nogi cały nasz kraj (…). I jestem pewny, że tak się stanie” – powiedział Boris Johnson.
Premier podziękował również po raz kolejny personelowi szpitala, który się nim opiekował. Wyrazem wdzięczności wobec lekarzy jest jedno z imion, które Johnson wraz z narzeczoną dali swojemu nowo narodzonemu synowi. Carrie Symonds ogłosiła w mediach społecznościowych, że dziecko zostało nazwane Wilfred Lawrie Nicholas Johnson.
 
     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze