Malarstwo poszukujące Boga

WYSTAWA \ Ekspozycja „Mit, kult, wiara” w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej jest już czynna

numer 2638 - 21.05.2020Kultura

Przedstawione na wystawie „Mit, kult, wiara” obrazy nie odnoszą się bezpośrednio do Boga czy do kościelnej liturgii, nie opowiadają też czytelnie o najważniejszych biblijnych wydarzeniach. Widzimy tu raczej interesujące malarskie przemyślenia artystów głęboko wierzących w Stwórcę, jego niezmierzoną moc i wielką tajemnicę.

Historia sztuki, głównie sztuki europejskiej, prezentuje dwa rodzaje spojrzeń na twórczość religijną: pierwsze stawia na dominację świętego tematu, drugie mówi o koniecznej integralności sacrum i kunsztu artystycznego dzieła. Trzeba bowiem przyznać, że podniosła tematyka religijna niekiedy przerasta talent artysty, którego twórczy warsztat nie jest w stanie sprostać znaczeniu sakralnych przedstawień.

Poważny ten problem znalazł humorystyczne podsumowanie w krążącej od lat wśród artystów anegdocie, kiedy to do modlącego się znanego malarza Jana Styki (1858–1925) przemówiła Matka Boska: „Ty Mnie nie maluj na kolanach, ty Mnie maluj dobrze”. Nie ma gotowych recept na sztukę religijną łączącą w sobie wszystkie teoretyczne założenia, nad tym od wieków pracują artyści i teologowie. Takie założenia nie są właściwie nigdy możliwe do zrealizowania. A przy zmieniającej się na przestrzeni wieków chrześcijańskiej ikonografii trudno nie zadać pytania: czy da się w ogóle ustalić jej trwałe, podstawowe zasady?

Myśli i obrazy

Zastanawiając się nad formalną ewolucją sztuki sakralnej, dostrzega się też dwa zagadnienia wyraźnie zauważalne i na obecnej wystawie w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej. Otóż widzimy tu twórcze postawy śmiało nawiązujące do wzorów zastanych oraz fascynację poszukiwaniem nowych form artystycznego wyrazu dla treści kanonicznych wyrażonych np. w tytułach pokazanych prac. Dziś twórcom niezwykle trudno stworzyć coś, co byłoby czymś absolutnie nowym zarówno w treści, jak i w formie. Wszystko już kiedyś było i dlatego pseudoawangardowe „odcinanie się od korzeni kultury” nie dowodzi zrozumienia dziejów sztuki. Zawsze więc interesujące jest spojrzenie na twórczość nawiązującą do wszelkiej tradycji i szukającej dla niej nowej, ciekawej artystycznej interpretacji.

Prezentowana w sali pierwszej muzeum praca Huberta Borysa, profesora warszawskiej ASP (dwoje pozostałych uczestników wystawy to też profesorowie tej uczelni), nosi tytuł „Melancholia” i wyraźnie nawiązuje do sławnego obrazu polskiego symbolisty Jacka Malczewskiego „Melancholia”, malowanego w latach 1890–1894. Kiedy jednak Malczewski symboliczną postać siedzącej za oknem pracowni kobiety (Melancholii) przedstawia na planie odległym, tak prof. Borys sytuację lekko odwraca: sylwetę artysty (człowieka przerażonego tym, co się dzieje za jego plecami, i wypatrującego boskiej wręcz interwencji) sytuuje na planie pierwszym. Również dynamiczna, diagonalnie skadrowana, zdecydowanie współczesna kompozycja prof. Borysa nadaje inny, mniej literacki sens obrazowi, tak ważny przecież w dziele Malczewskiego. W kontekście innych dzieł prof. Borysa symbolika jego „Melancholii” jawi się nam jako wizja bolesnego chaosu po odejściu ludzkości od Boga, od wiary.

Madonna i Całun Turyński

Geometryzujący „Witraż” Zdzisławy Ludwiniak, wykonany ołówkiem, węglem i kredką chce nam prostymi formami przypomnieć o początku dzieła Bożego, powołującego do życia świat. Artystka udowadnia, że prostokąty, półkola, kwadraty, wsparte subtelną, momentami wyrazistą kolorystyką, mogą przekazać moc wiary widzianej dość komunikatywnie, jak np. w poruszającej, ale prostej kompozycji artystki zatytułowanej „Kapliczka przy drodze”. Dwa cięcia na obliczu historycznej Czarnej Madonny z Jasnej Góry w pracy prof. Ludwiniak zamieniają się w dwa symboliczne promienie, być może przypominające o łaskawych cudach Pani Jasnogórskiej.

Rozedrgane, lekko pozacierane, ale sugestywne plamy barwne na płótnach trzeciego uczestnika wystawy, Piotra Siwczuka, tworzących cykl „Całuny”, budują jakby rentgenem prześwietlone ludzkie sylwety, niedwuznacznie przypominające zarys postaci Chrystusa widoczny na Całunie z Turynu. Powaga śmierci, którą przekazują kompozycje cyklu, wznosi prace prof. Siwczuka w metafizyczne obszary boskich tajemnic. Szorstkie płótna tworzące tło dla surowej malarskiej materii pozwalają artyście przemawiać wprost do wyobraźni zwiedzających wystawę, zwłaszcza teraz, w dramatycznym czasie zarazy.

Wystawa „Mit, kult, wiara” potwierdza, że nurt sztuki opowiadającej o Bogu, zawsze przecież dostrzegany wśród prac pedagogicznego grona profesorów warszawskiej ASP, jest wciąż żywy. Ekspozycję można oglądać tylko do 31 maja.



Autor: Jarosław Kossakowski












#DziękujeMyZaOdwagę
reklama