reklama


Chiński smok pokazał pazury

CHINY–AUSTRALIA \ Spór o źródło koronawirusa

numer 2638 - 21.05.2020ANTYCOVID-19

Władze ChRL robią, co mogą, by odsunąć od siebie choćby cień podejrzeń o celowe rozprzestrzenienie koronawirusa na cały świat, będące wynikiem zaniechań i tuszowania skali zakażeń. Stany Zjednoczone wprost oskarżyły Chiny o doprowadzenie do pandemii, zaś Australia domagała się międzynarodowego śledztwa ws. źródła koronawirusa. W ramach zemsty Pekin nałożył gigantyczne cło na australijski jęczmień i rozważa wprowadzenie kolejnych restrykcji. Tymczasem Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ochroniła Chiny, przyjmując rezolucję, w której zapowiada, że przyjrzy się nie chińskiej, lecz ogólnoświatowej reakcji na wybuch pandemii.

W momencie, gdy czytają Państwo ten tekst, liczba zdiagnozowanych przypadków koronawirusa na świecie przekroczyła pięć milionów. Liderem zachorowań wciąż pozostają Stany Zjednoczone, jednak na koronawirusowym podium może dojść do przetasowań między Hiszpanią a Brazylią, gdzie w ostatnich dniach obserwuje się drastyczny wzrost zakażeń.

Pandemia COVID-19 trwa od marca i zapewne będzie  jeszcze obecna przez kolejne miesiące. Nie wiadomo, jak w długofalowej perspektywie przełoży się to na międzynarodowe stosunki polityczne, gdyż już teraz widoczny jest regres dwustronnych relacji, szczególnie między szeroko pojętym Wschodem a Zachodem. Coraz więcej krajów na świecie jest bowiem przekonanych, że pośrednią lub bezpośrednią winę za pandemię koronawirusa ponoszą Chiny. Z tego powodu pojawił się pomysł wszczęcia międzynarodowego śledztwa w celu jednoznacznej identyfikacji źródła koronawirusa. Rozwiązanie to poparło ponad 110 krajów na świecie. Śledztwo miało przynieść m.in. odpowiedź na pytanie, czy Państwo Środka rzeczywiście robiło, co mogło, by zastopować rozwój koronawirusa, czy wręcz przeciwnie – zaniechało większości możliwych działań, tuszowało dowody na wzrost zakażeń i kneblowało usta tym, którzy chcieli ostrzec świat przed niebezpiecznym patogenem. Jak na razie wszystko wskazuje na tę drugą wersję. Dowody na niezbitą winę Chin mają posiadać Stany Zjednoczone. Także Australia zażądała jasnej odpowiedzi, skąd wziął się koronawirus.

I tak, i nie

Jeszcze pod koniec kwietnia australijskie władze twierdziły, że wszczęcie śledztwa wyjaśniającego faktyczne pochodzenie koronawirusa jest konieczne. Premier Scott Morrison uważał jednak, że nie powinno być ono ukierunkowane na ocenę działań chińskiego rządu. – Teraz wydawałoby się całkowicie rozsądne i zrozumiałe, że świat chciałby otrzymać niezależną ocenę tego, jak do tego doszło, abyśmy mogli wyciągnąć wnioski i zapobiec powtórzeniu się problemu – wskazał Morrison. Słowa padły w momencie, kiedy Pekin alergicznie reagował na każde użycie słowa „śledztwo”. W tym samym czasie Stany Zjednoczone ogłosiły rozpoczęcie własnego dochodzenia, a prezydent Donald Trump wraz z sekretarzem stanu Mikiem Pompeo przekonywali o syntetycznym pochodzeniu koronawirusa i o tym, że jego źrodłem może być laboratorium w Wuhanie w prowincji Hubei, a nie jeden z miejscowych targów.

Gdy Pekin zobaczył, że coraz więcej krajów nie tylko nie obala tezy Białego Domu, ale zaczyna ją przyjmować, postanowił wytoczyć cię?kie dzia?a. Tak by?o w?przypadku Australii, kt?rej s?u?by specjalne, we wsp??pracy z?innymi krajami, odkry?y, ?e Chiny celowo niszczy?y dowody zwi?zane z?epidemi? koronawirusa, ucisza?y alarmuj?cych o?niej naukowc?w oraz nie dzieli?y si? wiedz? z?żkie działa. Tak było w przypadku Australii, której służby specjalne, we współpracy z innymi krajami, odkryły, że Chiny celowo niszczyły dowody związane z epidemią koronawirusa, uciszały alarmujących o niej naukowców oraz nie dzieliły się wiedzą z innymi państwami. Chiny wykorzystały fakt, że są największym partnerem handlowym Australii i zaczęły wywierać naciski na tamtejsze władze. Chiński ambasador Cheng Jingye „ostrzegł” przed bojkotem towarów i uniwersytetów, za co został wezwany przez australijskie władze na dywanik. Wyszło z tego więcej szkody niż pożytku, gdyż później obie strony zaczęły się spierać o przebieg wspomnianego spotkania. Równocześnie w chińskich gazetach pojawiły się artykuły o wrogiej postawie Australii, która dołączyła do „międzynarodowej nagonki” na Państwo Środka. W jednej z gazet Australia została nawet porównana do zużytej gumy do żucia, która „przylepiła się do chińskiego buta i nie chce się odlepić”. Co ciekawe, nie minęło kilka dni, a w jednym z wystąpień premier Scott Morrison stwierdził, że jego kraj nie przyjmuje retoryki Stanów Zjednoczonych o istnieniu mocnych dowodów na winę Chin ws. pandemii. Powtórzył to, o czym ChRL wspólnie ze Światową Organizacją Zdrowia (WHO) przekonują od dawna – źródłem patogenu jest targ z dzikimi zwierzętami w Wuhanie.

Jęczmień w chińskim oku

Chińskie władze bardzo szybko przeszły od słów do czynów i wprowadziły znaczące restrykcje w handlu z Australią. Przed kilkoma dniami wszczęto śledztwo ws. rzekomych praktyk dumpingowych stosowanych przez australijskich eksporterów jęczmienia. W jego efekcie we wtorek Pekin nałożył cła na ten rodzaj zboża z Australii w wysokości aż 80 proc. Oznacza to niemal całkowite wstrzymanie eksportu jęczmienia do Chin, którego wartość oscylowała wokół miliarda dolarów rocznie. Wcześniej wstrzymano import wołowiny od czterech największych australijskich producentów. Oficjalnie wskazywano na błędy proceduralne i certyfikacyjne. Wczoraj australijskie media spekulowały, że Chiny mogą posunąć się jeszcze dalej i znacząco rozszerzyć restrykcje na inne towary. Trudno wyrokować, ile czasu potrwa impas na linii Canberra–Pekin, gdyż jak podkreślają australijskie władze, Chińczycy nie są skłonni do negocjacji.

Sojusznicy trzymają się mocno

Tymczasem na zakończonym we wtorek zdalnym posiedzeniu Światowego Zgromadzenia Zdrowia, najważniejszego organu decyzyjnego Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), przyjęto rezolucję dotyczącą rozpoczęcia dochodzenia, które pozwoli zrozumieć przyczyny pandemii koronawirusa i ocenić międzynarodową reakcję na nią. Kierownictwo WHO z aprobatą przyjęło także pomysł, by przyjrzeć się działaniom samej organizacji w początkowej fazie wybuchu pandemii. Oznacza to, że pod lupę zostaną wzięte działania wszystkich krajów, a nie tylko Chin. O tym, że dochodzenie może nie przynieść jednoznacznej odpowiedzi nt. źródła koronawirusa, świadczy także fakt, że za przyjęciem rezolucji opowiedział się sam Pekin. Trudno przypuszczać, by Chiny dołączyły do światowego uwijania bata na własne plecy, tym bardziej że WHO dała się poznać jako powiernik chińskiej retoryki ws. koronawirusa. Wątpliwe więc, by teraz organizacja zmieniła front i zaczęła szukać dowodów na niewłaściwe praktyki Pekinu.

Rezolucja nie oznacza, że któryś z krajów lub ich grupa nie mogą dalej forsować pomysłu odrębnego postępowania. Obecnie Australia ma co najmniej dwa powody, by kontynuować tę sprawę. Po pierwsze, wyłamując się z pomysłu, stanęłaby po stronie Chin i WHO, które delikatnie mówiąc, nie cieszą się w ostatnich tygodniach dobrą opinią. Po drugie, mogłaby to być odpowiedź na działania Pekinu związane z wprowadzeniem ceł i groźbą dalszych restrykcji. Równocześnie Stany Zjednoczone zapowiadają rychłą publikację raportu o działaniach Chin ws. koronawirusa. Już teraz można być jednak pewnym, że Pekin odrzuci wszystkie zawarte w dokumencie tezy, które będą mówiły o bezpośredniej winie ich kraju za wybuch pandemii.
Autor: Konrad Wysocki



reklama








#DziękujeMyZaOdwagę
reklama