Podczas pandemii nauczyłem się żonglować

WYWIAD \ Z Kubą Przygońskim rozmawia Krzysztof Oliwa

numer 2638 - 21.05.2020Sport

Chciałem udowodnić sobie, że uda się zdobyć zupełnie nowe umiejętności. Zacząłem trenować w momencie, gdy po ogłoszeniu epidemii wszyscy siedzieliśmy w domach. Żonglerka przyda mi się także w treningu sportowym. To świetna rozgrzewka, która poprawia koordynację – mówi w rozmowie z „Codzienną” kierowca Orlen Teamu.

Od początku maja sport zaczyna powoli wracać do normalności. Czy dotyczy to też Ciebie?

Trochę luzuje się sytuacja, jestem w stanie przynajmniej potrenować samochodem. To niezbędne, aby wracać do formy kierowcy rajdowego. Na torze jestem sam z jednym lub dwoma mechanikami. Najgorsze jednak jest to, że nie wiadomo, kiedy odbędą się jakiekolwiek zawody. To komplikuje sprawę, bo nikt nie wie, na jakich elementach treningu trzeba się skupić.

Jak wygląda trening kierowcy, gdy nie może wsiąść do samochodu?

Dla kierowcy rajdowego najważniejsza jest jazda samochodem i starty w zawodach. Przez ostatnie dwa miesiące nie bardzo miałem ku temu możliwości, więc głównie trenowałem fizycznie i jeździłem na symulatorze. Więcej w domu nie dało się wypracować. I tak jestem w trochę lepszej sytuacji niż np. pływacy, którzy przecież nie mogą korzystać z basenów.

Społeczna kwarantanna trwa od połowy marca. Jak Ty odnalazłeś się w takich warunkach?

To był bardzo rodzinny okres. Ucieszyło mnie to, bo miałem wreszcie okazję, żeby spędzić dużo czasu z moimi malutkimi córeczkami. Łatwo nie było, ale mam miłe wspomnienia. Uświadomiłem sobie, że od 23 lat ścigam się co weekend, więc w domu jestem praktycznie gościem. Teraz nadrabiałem zaległości.

Wiele osób narzeka w domu na nudę, ale w przypadku dwójki małych dzieci chyba nie ma co o niej mówić.

Na pewno nie zaliczę minionych tygodni do nudnych okresów. Musiałem pogodzić mnóstwo obowiązków. Razem z żoną pracujemy, więc dzieliliśmy sobie dzień na pół, aby każdy mógł zrealizować to, co sobie zaplanował. Zajmowanie się dziećmi też nie należało do łatwych, bo gdy ktoś za ścianą krzyczy i wariuje, to trudniej się skoncentrować. Ostatni okres był dla mnie stresogenny, ale liczę na to, że zaczniemy już wracać do normalności. A co do zajęć z dziećmi, to sporo wskazówek dostawaliśmy z przedszkola, to wyznaczało nam kierunek zadań i sposób na spędzanie czasu. Mamy teraz całą stertę różnego rodzaju prac plastycznych i rysunków, które wykonaliśmy razem z rodziną.

Mieszkasz w domu z trzema kobietami. Czy masz w ogóle coś do powiedzenia, czy jesteś z miejsca przegłosowany?

To zależy od sytuacji. Na szczęście córki są bardzo małe i głównie zajmują się hałasowaniem. Ale jeszcze kilka lat i pewnie będę miał coraz mniej do powiedzenia. Stanowimy jednak zgraną paczkę, więc może tak źle nie będzie.

Sportowo, a właściwie e-sportowo mogłeś sprawdzić się w Orlen e-Tour de Pologne Amatorów. Jak wrażenia?

Próbując zaadaptować się do sytuacji, zakupiłem sporo sprzętu do domowej siłowni. Zacząłem też bardzo dużo jeździć na rowerach stacjonarnych – spinningowym i trenażerze. Rower okazał się moją pasją. W tej chwili spędzam na nim dużo czasu. Ściganie się online jest bardzo fajne. Niby nie masz kontaktu z przeciwnikiem, ale wszyscy pedałujecie na tych samych obciążeniach. Taka rywalizacja motywuje do wysiłku.

Świat sportowców ma podzielone zdanie na temat e-sportu. Jedni uważają go za pełnoprawną dyscyplinę, inni za wypaczenie idei sportu. Jakie jest Twoje zdanie?

W czasie pandemii e-sport bardzo rozkwita, bo stwarza całe mnóstwo możliwości do rywalizacji. Co chwilę a to ścigam się na rowerze, a to na symulatorze samochodowym. Czuję przesyt internetowej rywalizacji, ale ogólnie idea mi się podoba.

Jako jeden z niewielu sportowców miałeś okazję wziąć udział w najważniejszej imprezie roku. Rajd Dakar tradycyjnie odbywał się w styczniu. Tym razem w nowej lokalizacji. Lepiej było jeździć po bezdrożach Ameryki Południowej czy Azji?

Tak naprawdę to zaliczyłem bardzo dużą część sezonu. Podczas Dakaru zrobiłem mnóstwo kilometrów. Po dziesięciu latach obecności rajdu w Ameryce Południowej jazda po pustyniach w Arabii Saudyjskiej była nowym epizodem Rajdu Dakar. Kraj jest przepiękny, teren jest niesamowity, ale jest też bardzo zimno. O poranku temperatura wahała się w granicach zera stopni Celsjusza. A to zdecydowanie wpływa na komfort jazdy.

Dla Ciebie Dakar zakończył się najsłabszą pozycją, odkąd przesiadłeś się z motocykla

do samochodu. Jak to przyjąłeś?

W tym roku na Dakarze mieliśmy problem techniczny. Przez ostatnie pięć lat robiliśmy stałe postępy, jeśli chodzi o czas przejazdu. Stawaliśmy się z każdą edycją coraz szybsi. W tej edycji nastawialiśmy się na walkę o podium. Plany pokrzyżowała nam awaria techniczna już na pierwszym odcinku, gdy uszkodziliśmy skrzynię biegów. Najgorsze jest to, że problem nie wynikał z naszego błędu, nie mieliśmy na niego wpływu. Wiadomo było, że nie będziemy w stanie włączyć się do walki o miejsce w czołówce, bo straty były zbyt duże. Pomimo tego walczyliśmy do końca, chcieliśmy ukończyć rajd.

Od 18 maja, choć z ograniczeniami, możemy już chodzić do fryzjera czy restauracji. Jak wyobrażasz sobie powrót do normalności motorsportu?

Wszyscy stoimy w blokach startowych. Rozwój technologiczny na pewno będzie mniejszy, ale zawodnicy są gotowi do jazdy. Być może pierwsze rajdy powinny się odbywać bez udziału publiczności.

Uda się w ogóle wystartować w tym roku?

Wydaje mi się, że tak. Być może w lipcu lub sierpniu, choć trudno to przewidzieć. Przede wszystkim musi być możliwość przemieszczania się samolotami, a na razie, jak wiemy, to nie wchodzi w grę. Na lipiec zaplanowany jest Rajd Jedwabnego Szlaku. Na ten moment ryzyko odwołania tego rajdu jest spore, choć oficjalnej decyzji jeszcze nie ma. Bardzo chciałbym w nim wystartować, bo jeszcze nie miałem ku temu okazji. Pierwotne plany były takie, że mieliśmy jechać przez Rosję i Kazachstan do Chin. Ale nie wydaje mi się, żeby tak rozbudowana trasa była realna do przejechania.

Wiele dużych firm wycofuje się ze sponsorowania sportu. Czy Twoim zdaniem przyszłość Orlen Teamu jest niezagrożona? Jak układa się współpraca ze sponsorem podczas tych trudnych czasów?

Nie mogę narzekać. Jestem zawodnikiem

Orlen Team od lat i to w dużej mierze zaangażowanie sponsora pomogło mi w realizacji marzeń i rozwoju jako sportowca. Wiem, że czasy są trudne, ale głęboko wierzę w to, że Orlen Team nadal pozostanie jednym z najsilniejszych w świecie motorsportu.

 

Artykuł powstał we współpracy z PKN Orlen



Autor: Krzysztof Oliwa












#DziękujeMyZaOdwagę
reklama