Zachowaj odstęp! Nie muszę, jestem z Turyngii

NIEMCY \ Goethe i Schiller zdejmują maseczki

Turyngia jako pierwszy niemiecki land zapowiada całkowite odstąpienie od obostrzeń związanych z pandemią. Już od 6 czerwca ma obowiązywać nowy-stary porządek, czyli: żadnego dystansu społecznego ani żadnych maseczek, biznes wraca na dawne tory, wszystkie dzieci stawiają się w szkołach. Szczegóły planu całkowitego odmrożenia życia społecznego w landzie zostaną omówione jutro podczas posiedzenia rządu premiera Bodona Ramelowa (Die Linke). Decyzja Ramelowa budzi spore zainteresowanie, ale i kontrowersje. Zwłaszcza wśród zwolenników ostrożnego powrotu do tzw. nowej normalności.
Przyjęło się, że Turyngia to historyczne Niemcy w pigułce. Najmniejszy z nowych landów zjednoczonych Niemiec, kraina Lutra, który tłumaczył Biblię na zamku Wartburg, i Jana Sebastiana Bacha, który urodził się w cieniu tego zamku w Eisenach, a przede wszystkim ziemia Goethego i Schillera.
Mimo prowincjonalnego położenia nieraz bywała w centrum dziejowych przełomów. Tu pod Jeną-Auerstadt (1806) Napoleon i najzdolniejszy z jego marszałków, Davout, ośmieszyli rzekomo niezwyciężoną armię pruską. Także tutaj w roku 1919 w literackim Weimarze próbowano stworzyć podstawy pierwszej niemieckiej demokracji. Ze skutkiem wiadomym.
Turyngeńska miotła
W ostatnim czasie Turyngia zasłynęła jako rozsadnik porządku politycznego, a raczej jako arena, na której doszło do potyczki władz centralnych z lokalnymi, lokalnych między sobą, a nad wszystkim zawisł ponury cień Alternatywy dla Niemiec. Tak bowiem można w skrócie opowiedzieć historię z lutego br., kiedy przy wsparciu AfD chadecy i liberałowie wybrali na nowego premiera landu Thomasa Kemmericha (FDP).
Polityczna burza, która wtedy się rozpętała, zmiotła błyskawicznie ze stanowiska nie tylko samego Kemmericha, który został zmuszony do złożenia rezygnacji, lecz także przewodniczącą CDU. Sytuacja, w której lokalne struktury chadecji wbrew zakazom centrali w Berlinie zawierają cichy sojusz z AfD, doprowadziła do poważnego kryzysu w CDU. Rezygnacja Annegret Kramp-Karrenbauer i plebiscyt na jej następcę w fotelu przewodniczącego CDU to pokłosie skandalu w Turyngii.
A teraz nowy-stary premier landu Bodo Ramelow zapowiada całkowite odejście od zasad lockdownu, wprawiając w osłupienie premierów innych krajów związkowych, którzy dopiero co kroczek po kroczku zaczęli wdrażać odmrażanie lokali gastronomicznych, a ich myśli krążyły wokół spodziewanego wzrostu zakażeń po Dniu Ojca, który w Niemczech jest świętowany 21 maja. Obawiano się, że spotkania w gronie rodzinnym doprowadzą do kolejnego kryzysu.
Ramelow gra va banque
Według danych Instytutu Roberta Kocha w całych Niemczech od początku pandemii koronawirusem zakaziło się 180 tys. osób, 160 tys. wyzdrowiało, 8366 zmarło. W Turyngii te statystyki kształtują się następująco: 2857 zakażonych, 2400 ozdrowieńców i 152 przypadki zgonów na COVID-19. Na tle większości landów Turyngia wypada całkiem dobrze.
Premier Ramelow już zapowiada, że sytuacja dojrzała do podjęcia dalszych kroków ku wyjściu z pandemicznego zamknięcia. Na razie wiadomo tylko tyle, że uchylenie lockdownu ma nastąpić 6 czerwca i w miejsce obowiązujących do tej pory we wszystkich landach obostrzeń wejdzie specjalny pakiet skrojony na miarę potrzeb i sytuacji epidemicznej w Turyngii. Zamiast twardych nakazów i zakazów zostaną wprowadzone zalecenia. Jeżeli w danym tygodniu liczba nowych przypadków infekcji koronawirusem przekroczy 35 na 100 tys. mieszkańców, lokalnie, w dotkniętych wzrostem zakażeń okręgach, zostaną zastosowane dodatkowe środki ostrożności. Na razie jedynym okręgiem, w którym odnotowuje się więcej przypadków zakażenia powyżej tej granicy, jest położony na południu landu Sonneberg.
Jak zapewniła rzeczniczka rządu, szczegóły planu zostaną ustalone na wtorkowym posiedzeniu ministrów. Ciekawość budzi plan zastąpienia dotychczasowo odpowiedzialnych za monitorowanie sytuacji epidemicznej w okręgach sztabów specjalnym systemem alarmowym, którym ma dowodzić landowe ministerstwo zdrowia.
Rozwiązania przyjęte we wtorek zostaną z pewnością dobrze przeanalizowane w kancelariach pozostałych 15 niemieckich landów. Sytuacja sama w sobie jest ciekawa. O ile w pierwszej fazie pandemii najgłośniej było o premierach Bawarii i Nadrenii Północnej-Westfalii, Markusie Söderze i Arminie Laschercie, którzy mieli różne wizje lockdownu, a potem wychodzenia z niego, o tyle Bodo Ramelow trzymał się z boku i nie wchodził w spory. Teraz to on jest buntownikiem, który nie oglądając się na kolegów, gra va banque. W rankingu bad boyów Ramelow ma teraz szansę wyprzedzić nawet Szwecję.
Hey: Nie możemy stać się niemiecką Szwecją
Decyzja o uchyleniu lockdownu w Turyngii ma podłoże ekonomiczne. Wystarczy spojrzeć na statystyki, a także na inicjatywy podejmowane przez inne partie, które ze środowiskiem premiera Ramelowa są na quasi-wojennej ścieżce. Teraz one wszystkie decyzję o zniesieniu obostrzeń jak najbardziej popierają. Jak chociażby FDP, które w niedzielę zapowiedziało przedstawienie 10-punktowego programu dla „odbudowy turyngeńskiej gospodarki”.
Frakcja FDP w landtagu już wcześniej, na plenarnym posiedzeniu, informowała o swoim pomyśle, ale szczegóły zostaną ujawnione dopiero w najbliższy czwartek podczas konferencji prasowej przewodniczącego frakcji Thomasa Kemmericha. Polityk FDP przestrzegał jednocześnie rząd landu przed stworzeniem „patchworku” z zasad, które jednych miałyby obowiązywać, a innych nie. Zdaniem Kemmericha ważny jest spójny przekaz skierowany do przedsiębiorców.
W kontrze do samego pomysłu uchylenia lockdownu stoi frakcja socjaldemokratów. Matthias Hey, przewodniczący klubu SPD w turyngeńskim landtagu, jeszcze w sobotę studził entuzjazm zwolenników całkowitego odmrożenia. – Nie możemy przecież stać się taką niemiecką Szwecją – skomentował plany Ramelowa polityk.
Sceptycznie do planu premiera odniósł się też turyngeński minister gospodarki Wolfgang Tiefensee (SPD). Jego zdaniem należy odstąpić od niejasnych reguł na rzecz ogólnych standardów sanitarnych i ochronnych, ale z zachowaniem dużej ostrożności. Tiefensee zwraca uwagę na niebezpieczeństwo wykreowania pewnego rodzaju wyścigu na luzowanie obostrzeń między szczeblem federalnym a landowym.
Strapiony minister finansów
Tymczasem Heike Taubert (SPD), turyngeński minister finansów, nie pozostawia złudzeń co do nadszarpniętej koronakryzysem sytuacji finansowej landu. W tym roku wpływy do kasy landu będą mniejsze o 427 mln euro. Trzeba więc będzie skorygować plany dotyczące wydatków budżetowych sprzed pandemii.
Taubert co prawda zapowiada, że ostateczny obraz stanu finansów landu będzie można oszacować dopiero we wrześniu, kiedy spłynie więcej danych, ale obawia się, że land nie uniknie zaciągnięcia pożyczek. Minister uznaje to jednak za ostateczność z uwagi na to, że kredyty trzeba będzie spłacić w ciągu pięciu lat, co odbije się negatywnie na planach budżetowych na następne lata.
Wtorkowe posiedzenie rządu Bodona Ramelowa zapowiada się interesująco – niczym pojedynek „patchworku” z „Dywanem Zachodu i Wschodu” (od tytułu zbioru liryków Goethego). Już jutro będzie wiadomo, który pierwiastek przeważył. Tak czy inaczej, Turyngia znowu sprawia Berlinowi kłopoty.
Współpraca Antoni Opaliński

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl