By słońce nie oślepiło czujności

EUROPA \ Plaże przyciągają tłumy

Im lepsza pogoda, tym trudniej zatrzymać ludzi w domach – wiadomo było o tym na długo przed pandemią, wiadomo i teraz, kiedy słońce i wysoka temperatura kuszą wyjściem do parku, na plażę czy na spotkanie ze znajomymi. Jednak instynkt samozachowawczy, wyćwiczony blisko trzymiesięczną izolacją, podpowiada nam, żebyśmy pozostali ostrożni. Tego samego oczekują od swoich obywateli władze krajów południa Europy. Luzowanie restrykcji, właśnie m.in. dotyczących przebywania na świeżym powietrzu, to powolny powrót do normalności.
Trudno zliczyć wszystkie teorie, które w ostatnich miesiącach pojawiły się wokół pandemii koronawirusa, światowej izolacji czy zachowań społeczeństwa. Jedne z nich wzbudzały zaciekawienie, inne kwitowano wyłącznie lekkim uśmiechem pod nosem. Znalezienie normalności w nienormalnych warunkach to duża sztuka, jednak większości się udała. Po początkowym łapaniu w sieci wszystkiego, co związane było z koronawirusem, w pewnym momencie ludzie odsunęli od siebie całą stertę dezinformacyjnych głupot, bazując wyłącznie na sprawdzonych doniesieniach, czekając na powrót do normalności. Jednak muszę się przyznać, że jedna z teorii szczególnie zapadła mi w pamięć. Na forach internetowych i serwisach społecznościowych, a także w trakcie zwykłych rozmów osób czekających w kolejce na wejście do sklepu czy apteki wielokrotnie usłyszałem, że gdyby pandemia wybuchła nie w marcu, lecz w listopadzie, to trwałaby maksymalnie miesiąc, a liczba zarażeń i zgonów byłaby ułamkiem obecnej. Jako argument podawano to, że jesienią jest zimno i szybciej robi się ciemno, a ryzyko zarażenia się czymkolwiek podobnym do grypy lub po prostu złapania przeziębienia jest znacznie bardziej prawdopodobne niż wiosną czy latem, więc społeczeństwo chętniej zostałoby w domach i nie narzekało na wszystkie wprowadzone obostrzenia. Trzeba przyznać, że argumenty są trafione, a niewykluczone, że na własnej skórze przekonamy się o takiej sytuacji, gdyż epidemiolodzy ostrzegają przed drugą falą zakażeń, która ma nastąpić właśnie jesienią.
Warunkowe kawa i ciastko
Na razie jednak trzeba cieszyć się z tego, że w coraz większej liczbie państw luzowane są restrykcje, a wyjście z domu nie ogranicza się jedynie do zrobienia szybkich zakupów, pójścia do apteki czy do pracy, tam gdzie nie można było wykonywać jej zdalnie. Wreszcie można pójść na spacer, zjeść posiłek w ulubionej restauracji czy napić się kawy poza domem. Oczywiście z zachowaniem podstawowych środków ostrożności. Płyny dezynfekcyjne i jednorazowe rękawiczki jeszcze przez długi czas nie znikną nam z oczu, lecz trzeba pamiętać, że to dla naszego dobra. Wracając jednak do sedna sprawy, już od jutra we Francji zostaną otwarte lokale gastronomiczne. Jak przekazały władze, ogólna sytuacja w kraju związana z koronawirusem uległa znacznej poprawie, w związku z czym poluzowanie niektórych zasad jest możliwe. W większości regionów otwarte zostaną bary i restauracje, jednak konieczne będzie zachowanie dystansu społecznego, zaś pracownicy i klienci będą musieli nosić maseczki ochronne. Ci drudzy będą mogli je zdjąć dopiero wtedy, gdy usiądą do stołu i otrzymają posiłek. Kilka dni dłużej na ulubioną kawę czy ciastko w kawiarni będą musieli poczekać mieszkańcy sąsiedniej Belgii. Tam otwarcie lokali zaplanowano na 8 czerwca. W Niderlandach usługi gastronomiczne wróciły do życia wczoraj, jednak także w tym przypadku nałożono kilka zasad bezpiecznego korzystania z tego typu miejsc.
Nowa rzeczywistość plażowania
Najwięcej emocji wzbudziły w ostatnim czasie kwestie związane z korzystaniem z plaż i ze spędzaniem czasu na umownym kocyku i pod parasolem. Wszakże na południu Europy temperatury mocno zachęcają do spędzania wolnego czasu w takiej formie. Dlatego też nie czekając zbyt długo, rząd Hiszpanii przedstawił w ostatnich dniach zalecenia co do korzystania z plaż. Zgodnie z wytycznymi między wczasowiczami musi obowiązywać co najmniej dwumetrowy odstęp. Żeby wiedzieć, ile osób może pomieścić dana plaża, trzeba było ją zmierzyć. I tu pojawił się problem – czy do jej wielkości wliczać przybrzeżny pas, a skoro tak, to jaką wielkość przyjąć, gdyż jednego dnia fale są mniejsze, a drugiego zabierają więcej powierzchni? Ostatecznie porzucono pomysł wliczania tego kawałka plaży do ogólnej powierzchni, jednak wiadomo, że będzie on szturmowany przez plażowiczów – przecież jakoś do wody trzeba wejść. W mediach pojawiły się również sugestie, czy sami wczasowicze będą stosować się do restrykcji. W internecie można znaleźć nawet śmieszne obrazki, na których funkcjonariusze policji chodzą z metrówką i mierzą odległość od jednego koca do drugiego. We Włoszech, gdzie plaże otwarto w poprzedni weekend, zainteresowanie było tak duże, że w niektórych miejscach trzeba było rezerwować miejsce niczym stolik w lokalu. Widać było, że Włosi z utęsknieniem czekali na moment, by po prostu poopalać się na słońcu. Nie wszystkim podoba się jednak taki obrazek. W sieci pojawiło się mnóstwo wpisów o tym, że większość Włochów z dnia na dzień zapomniała, że jeszcze niedawno wojskowymi ciężarówkami wywożono ciała zmarłych na koronawirusa, bo nie było miejsca na ich pochówek, a kraj był światowym epicentrum COVID-19. W odpowiedzi ich adwersarze przekonywali, że nie można na całe życie zamknąć się w domu, a restrykcje luzowane są stopniowo i na podstawie aktualnych statystyk zarażeń. Podobna sytuacja panuje w Portugalii. Ograniczenia w korzystaniu z plaż obowiązują tam do 6 czerwca. Fala upałów sprawiła jednak, że obywatele masowo ruszyli nad wodę, gdzie, delikatnie mówiąc, nie zważali na restrykcje. Oliwy do ognia dodało zachowanie premiera i prezydenta Portugalii. António Costa i Marcelo Rebelo de Sousa sami udali się na plaże wraz z tłumem. Ponadto szef rządu w trakcie pobytu na plaży nie miał na twarzy maseczki ochronnej, co nadal jest wymogiem. Trudno w tym przypadku powiedzieć więc, że przykład idzie z góry. Samych Portugalczyków też trudno jednoznacznie winić, skoro ich władze nie przestrzegają nałożonych przez siebie obostrzeń.
Pamiętać o bezpieczeństwie
Tymczasem Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ponownie zaapelowała o rozwagę i rozsądek przy korzystaniu z plaż. – Idąc na plażę, ludzie powinni być świadomi, że każde miejsce, gdzie przebywa obok siebie mnóstwo osób dzielących się jedzeniem i napojami, jest podatne na rozprzestrzenianie się koronawirusa. Trzeba nauczyć się żyć z wirusem i nie zapominać, że nie jesteśmy jeszcze w rzeczywistości postpandemicznej. Od tego, jak się zachowamy, będzie zależeć nasza przyszłość – wskazał podczas ostatniej wideokonferencji w Kopenhadze dr Hans Kluge, dyrektor regionalny WHO w Europie.
Świat się otwiera, normalność powoli wraca do naszego codziennego życia. Z niektórymi restrykcjami będziemy żyć jeszcze przez wiele dni, jednak najważniejsze jest to, że możemy spokojnie iść do ulubionych miejsc. Pamiętajmy jednak, że koronawirus nie zniknął i jest tak samo groźny jak tydzień czy miesiąc temu. Tylko od nas i naszego zachowania zależy, czy łagodzenie restrykcji nadal będzie kontynuowane. Zachowajmy rozsądek, cieszmy się słońcem i coraz lepszą pogodą, pamiętajmy o dezynfekcji i dystansie społecznym. Najbliższe miesiące naprawdę mogą być normalne. Wystarczy tylko trochę chęci.
     

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze