Jak trudno być demosem!

FELIETON \ O co w tych wyborach chodzi

numer 2648 - 02.06.2020Publicystyka

Zwykłego człowieka ostatnio coraz częściej dręczy kwestia zrozumienia działań tzw. opozycji totalnej, która wykazuje wszelkie syndromy obłędu z nienawiści. Nienawiści do własnego państwa i własnego narodu. Własnego? Czy partie jawnie już antypolskie mają prawo do tak chętnego wypowiadania się „w imieniu Polek i Polaków”?

Ale czego można oczekiwać od wysługujących się bezwstydnie zagranicznym mocarstwom środowisk totalniackich, które niedawno ustami swojej niesławnej pamięci kandydatki na prezydenta zwracały się do wyborców per „wy, Polacy”? Na łamach „Codziennej” odpowiedziałem im wszystkim krótko: My Polacy, a wy kto?

Pokolenie ‘68 i kruszejące filary Europy

Kiedyś było prosto, jak według słów Chrystusowych – „Niech wasza mowa będzie: tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi”. Było jasno zdefiniowane przez wielkiego Reagana światowe imperium zła Sowietów, jego „młodszy brat” – nieco śmieszne chińskie imperium, potem lokalne, północnokoreańskie, zdegenerowane przez pseudofilozofię zachodnią jak u Conrada w „Jądrze ciemności”. Każdy w miarę rozsądnie myślący człowiek, zwłaszcza w naszym regionie Europy, był w stanie rozpoznać sączoną z tych imperiów zła propagandę jako oczywisty przejaw tego, co od Złego pochodzi.

Tyle że wtedy owa wymarzona przez nas zjednoczona Europa mimo rewolty w 1968 r., sprowokowanej przez zmarksizowanych pożytecznych idiotów Kremla, jeszcze przynajmniej formalnie opierała się na prawdziwych filarach swojego dziedzictwa – chrześcijaństwie, filozofii greckiej i prawie rzymskim. W chwili, gdy po rzekomym upadku komunizmu łaskawie dopuszczono „polskich Irokezów” (według wyrażenia Bismarcka) do UE, rządziło tam już na całego właśnie pokolenie ‘68, neomarksistów, którzy znaleźli sobie zastępczy „proletariat” do wyzwalania, tzw. mniejszości seksualne, czyli wszelkiej maści dewiantów. Wskutek przymusowo fundowanej także nam ideologii „społeczeństwa otwartego” (na zboczenia) i jej masowej propagandy pod fałszywym hasłem „równości i tolerancji” znaczenie niewielkich procentowo środowisk degeneratów wzrosło niewspółmiernie, w istocie podmywając podstawy najlepszego ponoć ustroju wymyślonego przez człowieka.

Dyktatura mniejszości

Albowiem narzucanie dyktatu mniejszości jest całkowicie sprzeczne z całą historią i podstawowymi zasadami demokracji! Doświadczenie starożytnej Grecji, ojczyzny demokracji, wprost pokazuje, że to większość uprawnionych do głosu obywateli decyduje, co jest zgodne z prawem, a co nie, i to ona dyktuje bieg spraw państwowych. Nawiasem mówiąc, tego prawa głosu nie mieli nie tylko niewolnicy i kobiety, lecz także metojkowie, zamieszkali tu cudzoziemcy, którzy wszakże mieli obywatelskie obowiązki, np. służbę wojskową w obronie państwa! Według historyków pełnię praw miało zatem ok. 30 proc. ludności polis, co pozwala z kolei mówić o polskiej „demokracji szlacheckiej”, bo warstwa dysponująca prawami obywatelskimi, czyli wyborów (także króla!), stanowiła w I Rzeczypospolitej od 10 do 15 proc. mieszkańców.

Historia zresztą pokazuje i to, że ów idealny ponoć ustrój często się obywatelom nudził – w Grecji trwała może ze trzy stulecia przemiennie z nawrotami monarchii lub przekształcała się w rządy oligarchów, a w republikańskim Rzymie na czasy kryzysów obierano dyktatora, który autorytarnymi metodami miał zaprowadzić porządek i obronić państwo przed niebezpieczeństwami zewnętrznymi. I tam mimo zachowania zewnętrznych form jak Senat, republika przekształciła się w imperium, gdzie władający nim cezarowie wkrótce zyskali status boski.

Na marginesie warto przypomnieć pomijany przez postępaków fakt, że jedynymi państwami, które w XX w



zawartość zablokowana

Autor: Jerzy Lubach


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




reklama










#DziękujeMyZaOdwagę
reklama