Wileńska katedra

Numer 455 - 07.03.2013Kresy

WILNO PIERWSZA ŚWIĄTYNIA CHRZEŚCIJAŃSKA
„Wilno dosyć jest piękne i tak jak Kraków obszerne. Między budowlami szczególniej celuje katedra z dawnego kościoła fundacji Jagiełły przerobiona. Wspaniała jej wystawa spoczywa na sześciu kolumnach murowanych, więcej sążnia przemiaru mających. Kościół wewnątrz nowszym gustem urządzony szczyci się kilku obrazami pędzla Smuglewicza i ciałem św. Kazimierza w kosztownej trumnie srebrnej leżącem”.
Dominik Szczęsny-Kostanecki
Słowa te pochodzą
z dzienników Konstantyna Janty, oficera saperów armii Księstwa Warszawskiego, który miał możliwość podziwiać katedrę wileńską w czasie wyprawy Napoleona na Moskwę
w roku 1812. Zwiedzającemu ją podówczas żołnierzowi nie umknął fakt, że przybytek ten miał bardzo nowoczesną formę architektoniczną.
Klasycystyczna świątynia
Owa nowoczesność przez 200 lat ulegała pewnemu przedawnieniu, ale ze swojej pierwszej podróży do stolicy Wielkiego Księstwa Litewskiego w roku 2003 dość dobrze pamiętam ulotne, choć wyraźne zdziwienie tym, że katedra tego starego i z dawien dawna czcigodnego grodu zbudowana została w tak późnym, klasycystycznym stylu. Dla porównania katedra na Wawelu ma romańskie jeszcze sklepienia krypt, ta w Płocku może się poszczycić oryginalnym gotykiem. Z kolei siedziba biskupa drohiczyńskiego, zbudowana w miejscu pamiętającej Jagiełłę fary, ma charakter barokowy, chociaż jest to barok wyjątkowo późny, rzec by można spóźniony nawet, jak na warunki polskie. I chyba tylko katedra rzeszowska jest od wileńskiej nowocześniejsza w formie, chociaż słowo to – w niczym nie ujmując kościołowi na Podkarpaciu – wypadałoby chyba w tym wypadku wykreślić jako obraźliwe.
Dlaczego jednak upieram się, że klasycyzm najważniejszej świątyni katolickiej na Litwie – owego „Ołtarza Ojczyzny” – pozostawia wrażenie dysonansu? Ostatecznie nie chodzi przecież o to, by licytować się na grubość patynowej powłoki i ulegać zasadzie: im starsze, tym lepsze. W grę wchodzą jednak przesłanki natury ideologicznej. Architektura nie funkcjonuje bowiem w semiotycznej pustce, lecz jest nośnikiem treści nadanych jej przez epokę.
I właśnie nadejście klasycyzmu i odrzucenie baroku pod koniec XVIII w. stanowi w moim odczuciu jedną z cezur między zachowaniem zasady decorum a jej brakiem w kontekście architektury sakralnej.
Bo i czymże jest klasycyzm?! Oczywiście jego mistrzowie czerpali z najlepszych tradycji architektonicznych antyku, opanowując do perfekcji zasady symetrii, harmonii, elegancji i umiaru. Czy jednak są to pojęcia dobrze współgrające z naturą katolicyzmu? Czyż katolik – czy szerzej – chrześcijanin nie powinien być gorący lub ostatecznie zimny, nigdy zaś letni i umiarkowany? Umiar to pojęcie, z którego łatwo wypreparować włókna owej arcymodnej dziś quasi-wartości – tolerancji. Błogosławiony Jan Paweł II nie na darmo mówił, że w czasach negacji podstawowych prawd potrzeba nam właśnie takich bożych szaleńców, bez reszty oddanych sprawie.
W przeciwieństwie do klasycyzmu barok silnie odwołuje się do tego, co tkwi w ludzkiej podświadomości, do pragnień, przeżyć i lęków – w tym również lęków metafizycznych, jak chociażby horror vacui, ale nade wszystko jego odbiorcą w założeniu jest człowiek przeżywający wiarę, nie zaś jej statystujący. Można więc z powodzeniem bronić tezy, że kościoły barokowe funkcjonują głównie dla wiernych, klasycystyczne
– dla zwiedzających.
W naszej retrogradalnej podróży przez najważniejsze style architektoniczne dochodzimy do renesansu



zawartość zablokowana

Autor: Dominik Szczęsny-Kostanecki


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się