Historia „Krysi”

Numer 491 - 19.04.2013Publicystyka

ZAPOMNIANI BOHATEROWIE POLACY RATUJĄCY ŻYDÓW

Sodoma spłonęła, gdyż zabrakło w niej jednego sprawiedliwego. Wedle tego biblijnego rachunku, ponad 6 tys. polskich Sprawiedliwych wśród Narodów Świata chyba jednak uratowałoby nasz kraj?!

Ponad pięć lat temu prezydent Lech Kaczyński objął patronatem prowadzony przez Muzeum Historii Żydów Polskich program „Polscy Sprawiedliwi – Przywracanie pamięci”, w którego ramach są gromadzone i prezentowane publicznie relacje, zdjęcia i dokumenty dotyczące Sprawiedliwych.
„Jestem przekonany, że wszystkie te działania przyczynią się do zachowania na zawsze ich postaci i czynów jako wzoru międzyludzkiego braterstwa w zbiorowej pamięci obu naszych narodów: polskiego i żydowskiego, a także w świadomości Europy i świata” – pisał Lech Kaczyński we wstępie do albumu „Przywracanie pamięci”, opublikowanego w 2007 r. przez Kancelarię Prezydenta RP. Potrzebę takich działań uzasadniał także Władysław Bartoszewski, zauważając: „W filmie »Pianista«, opowiadającym o losach Władysława Szpilmana, bohater uratowany z komanda roboczego przez polskich kolegów z radia musiał być przenoszony z miejsca na miejsce, gdyż kolejno byli zagrożeni ludzie, którzy mu pomagali. Akcja pomocy Żydom była podwójnie utajniona wobec okupanta, ale także wobec ewentualnych zdrajców – rodaków. To była podwójna konspiracja. Dziś słychać w Europie głosy, że uratował go Niemiec, z pominięciem tych Polaków, którzy ratowali go wcześniej. A przecież ów Niemiec, Wilhelm Hosenfeld, wykazał jedynie ważny gest litości, podczas gdy Polacy, miesiącami przechowując Szpilmana, narażali życie swoje i swoich rodzin”.
Wizja Sprawiedliwego
Historia schronu „Krysia” na warszawskiej Ochocie, w którym od 1942 do 1944 r. ukrywało się ok. 40 Żydów, wciąż pozostaje praktycznie nieznana. Nazwa była zdrobnieniem słowa: kryjówka. Schron pod szklarnią w ogrodzie Mieczysława Wolskiego przy Grójeckiej 81 (obecnie 77) wyposażony był w piętrowe prycze, stoły, kuchenkę, doprowadzona była do niego woda. Potrzeby fizjologiczne załatwiano do wiader, które każdego wieczora opróżniali Janusz Wysocki – siostrzeniec Wolskiego i Szymon – jeden z ukrywających się. Żeby uzasadnić duże zakupy żywności potrzebnej dla ukrywających się Żydów, Wolski otworzył sklep spożywczy.
W „Krysi” ukrywał się z rodziną Emanuel Ringelblum, historyk i dokumentator getta warszawskiego. Tu właśnie napisał esej „Stosunki polsko-żydowskie w czasie drugiej wojny światowej”. Życie w schronie toczyło się nocą, gdy w ogrodzie nikt nie pracował. W dzień musiała być cisza – niełatwa do utrzymania przez prawie 40 stłoczonych osób. Gdy dzieci zapominały się i zaczynały hałasować, straszono je nie Babą Jagą, tylko Niemcami, którzy przyjdą i wszystkich zabiją. Wskutek tych upomnień dzieciaki najchętniej bawiły się w „Napad Niemców na schron”. Orna Jagur (Irena Grodzińska), która spędziła w schronie 8 miesięcy, opisała to w wydanej w 1997 r. książce pt. „Bunkier Krysia”. Niestety książki nie ma w żadnej bibliotece na Ochocie. Napad rzeczywiście nastąpił. 7 marca 1944 r. Niemcy, poinformowani przez niejakiego Jana Łakińskiego, wpadli prosto do szklarni. 38 Żydów i dwóch Polaków zabrano na Pawiak, zostali tam rozstrzelani



zawartość zablokowana

Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się





















-->