Elity dawniej i dziś

Numer 554 - 06.07.2013Publicystyka

DEPRAWACJA UMYSŁÓW KRÓLESTWO OPORTUNIZMU

„Dałem się uwieść”, powiada Zygmunt Bauman w rozmowie opublikowanej przed tygodniem w „Gazecie Wyborczej”. Blisko 90-letni profesor, uczony światowej sławy, tłumaczy swój udział w stalinowskim aparacie terroru w sposób godny pensjonarki, która wpadła w kłopoty. Oto przykład, jak moralna deprawacja skutkuje umysłową porażką.
Wanda Zwinogrodzka

Bauman serwuje czytelnikom stereotypowy zestaw wyjaśnień żałośnie już wyświechtanych od nadmiernego zużycia: uwierzył, że „komuniści mają najlepszy program”, ponieważ przed wojną widział wokół siebie wiele niesprawiedliwości.
Tak samo – twierdzi Bauman – rozumował wybitny polski socjolog Stanisław Ossowski, który przed śmiercią miał mu się zwierzyć, że „jak w 1939 roku zmobilizowano go do twierdzy Modlin i gruchnęła tam plotka, że się Beck z Ribbentropem dogadali: wojny nie będzie, to wpadł w straszliwą rozpacz. To dalej ma być tak samo? Dalej tak okropnie? Miałem nadzieję, że ta wojna coś zmieni, rozbije, strzaska, wyzwoli”. To zwierzenie Ossowskiego Bauman przytacza w charakterze alibi: „Ja się na niego powołuję, żeby powiedzieć, że to nie było jakieś dziwactwo z mojej strony, że takie stanowisko zająłem. Były tysiące i setki tysięcy takich jak ja. Różnica między nimi polegała tylko na tym, jak szybko dojrzewali do tego, by zrozumieć, że się pomylili”.
Argument przeczy tezie, bo akurat Ossowski się nie pomylił i na służbę komunizmu nie zaciągnął.
30 straconych roczników
Należał do autentycznej polskiej elity naukowej, odważnej, niepokornej i – przy całym krytycyzmie wobec porządków w II RP – głęboko patriotycznej. Brał udział nie tylko w kampanii wrześniowej, przedtem także w wojnie z bolszewikami w 1920 r., podczas okupacji prowadził tajne wykłady.
Tę niepodległościową elitę wojna zdziesiątkowała. Jak dramatyczne były to straty, wspominał Jakub Karpiński, który podjął studia już po Październiku i tak opisywał Uniwersytet Warszawski: „Kotarbiński, Tatarkiewicz, Ajdukiewicz, Ingarden, Maria i Stanisław Ossowscy urodzili się pod koniec XIX wieku. […] Po nich otwierała się luka pokoleniowa (a więc biologiczno-historyczna), brakowało około trzydziestu roczników, co było wyraźnym skutkiem okupacji niemieckiej i Powstania Warszawskiego. Po autentycznych profesorach, kształcących się przed lub tuż po pierwszej wojnie światowej, ludzi wartościowych można było dostrzec w pokoleniu studiującym bezpośrednio po II wojnie światowej. Pod koniec lat pięćdziesiątych ci bezpośrednio powojenni uczniowie Ajdukiewicza, Kotarbińskiego, Ossowskiego mieli po trzydzieści lat”.
Było ich jednak niewielu. A to dlatego, że proces odtwarzania elity pod kierunkiem ocalałych z wojennej pożogi profesorów został przerwany przez stalinizm. Pozbawiono ich katedr, ponieważ nie ulegli marksizmowi, bronili niezależności nauki. O Ossowskim Karpiński pisał: „Był z wiersza Mickiewicza: jeśli uważał, że strzyżono, to gdyby go miano topić, starałby się jeszcze wystawić palce nad wodę i pokazać, że strzyżono. Tak było w stalinizmie. Ossowski tłumaczył marksistom, że może autorzy mogą być burżuazyjni (na przykład z pochodzenia – jak Marks i Engels), ale nie ma odrębnego rodzaju nauki, która miałaby burżuazyjną treść



zawartość zablokowana

Autor: Wanda Zwinogrodzka


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się