Dajcie nam wybór

SEJM \ KOALICJA PO-PSL ODRZUCIŁA OBYWATELSKI PROJEKT USTAWY O WIEKU SZKOLNYM

Numer 1057 - 06.03.2015Publicystyka

Nie jesteśmy poddanymi królów i panów. Jesteśmy obywatelami tego kraju, jesteśmy suwerenem, i to Państwo tutaj mają rolę służebną wobec nas, obywateli. To my was wybraliśmy nie po to, byście nam rozkazywali, byście nami rządzili, tylko byście nam służyli. Taka jest rola demokracji.
Gdy 1,5 roku temu Sejm Rzeczypospolitej Polskiej odrzucił głos miliona obywateli, którzy podpisali się pod wnioskiem o referendum edukacyjne, w tym miejscu stał pan premier Tusk i przemawiał do Państwa, a przedstawicielom wnioskodawców nie udzielono wówczas głosu. Wtedy stanął tutaj jeden z nas z dużym niebieskim transparentem z napisem: „Dzieci i rodzice głosu nie mają”. Otóż dzisiaj jesteśmy tutaj znowu i dzisiaj mówimy Państwu: A właśnie, że mają. Mimo że odrzucono wniosek miliona obywateli, my, rodzice, nie poddajemy się i wracamy do Sejmu z wnioskiem obywatelskim o nazwie „Rodzice chcą mieć wybór”.
Państwo opresyjne
Jesteśmy w tym kraju jako rodzice dyskryminowani. Mówi się ostatnio wiele o 25 latach wolności. My tej wolności nie doświadczamy. Powiem szczerze: czujemy się czasami jak w państwie opresyjnym. Jako matki od samego początku, od chwili, gdy nasze dzieci są maleńkie jak końcówka szpileczki, kochamy je z całego serca. Za nasze dzieci jesteśmy gotowe pójść w ogień, oddać za nie życie, jeśli trzeba. Jeśli trzeba, wstajemy w nocy, jeśli trzeba, opiekujemy się nimi, gdy są chore, rezygnujemy z naszych pasji, oddamy wszystko w imię ich zdrowia, dobra i szczęścia. W imię dobra naszych dzieci jesteśmy gotowe zebrać chociażby 1,6 mln podpisów pod wnioskami obywatelskimi. Dzisiaj przychodzimy do Państwa z jednym tak naprawdę bardzo małym i prostym postulatem. Dajcie nam, rodzicom, wybór. Nie prosimy o przywileje, nie prosimy o pieniądze, nie prosimy o nic więcej, tylko o to, abyście uszanowali nasze konstytucyjne prawo do decydowania o edukacji naszych dzieci.
Historia lubi się powtarzać. Staliśmy w tym miejscu już trzy razy i były już trzy panie minister. Nigdy ani pani minister Hall, gdy był wniosek 350 tys. obywateli dotyczący ustawy „Sześciolatki do przedszkola”, ani pani minister Szumilas, gdy był wniosek miliona obywateli o referendum edukacyjne, ani dzisiaj pani minister Kluzik-Rostkowska, nie pofatygowały się do Sejmu, żeby wysłuchać tego, co mają do powiedzenia rodzice w Polsce. W tym roku szkolnym do klas I rząd chce wysłać dwa najliczniejsze od kilkunastu lat roczniki – 2008 i 2009. Nawet jeśli we wrześniu pójdzie do szkół tylko połowa rocznika 2008, to będzie prawie dwa razy więcej dzieci niż zwykle w klasach I, to będzie 650 tys. pierwszaków. Skutkiem tego będą takie sytuacje, jak na warszawskiej Białołęce, gdzie już dzisiaj są klasy oznaczone literami do „p”. Za chwilę zabraknie alfabetu, żeby oznaczyć wszystkie klasy w szkołach. Jaką edukację chce tym dzieciom zapewnić dzisiaj państwo polskie?
Kłamstwo „europejskie”
Zwolennicy reformy wielokrotnie odwoływali się do tego, że w Europie wszystkie sześciolatki chodzą do szkoły. Otóż to nie jest prawda, szanowni państwo. Tylko w 13 z 27 państw członkowskich Unii Europejskiej przewiduje obowiązek szkolny dla sześciolatków. Pozostałe kraje pozostawiają wybór rodzicom lub posyłają do szkół tylko część rocznika sześciolatków. Proszę bardzo, Szwecja – w pierwszych klasach są siedmiolatki, tylko 1,5 proc. dzieci wśród pierwszaków to sześciolatki; Bułgaria – sześciolatki uczęszczają do szkół tylko za zgodą rodziców, obowiązek taki mają siedmiolatki; Dania – obowiązek edukacji szkolnej jest od siódmego roku życia; Estonia – obowiązek obejmuje dzieci, które ukończyły siedem lat przed 1 października – i do tego jeszcze, co jest ciekawostką, w Estonii klasy mogą być maksymalnie 24-osobowe; Finlandia – najlepszy system edukacyjny świata, w pierwszej klasie są siedmiolatki; Łotwa, Litwa – do klas pierwszych posyła się siedmiolatki. Liechtenstein – do klas pierwszych posyła się tylko te sześciolatki, które do końca czerwca danego roku ukończyły sześć lat. W 2011 r. do klas pierwszych poszło tylko 58 proc. 6-letnich Austriaków, 50 proc. 6-letnich Czechów, 50 proc. 6-letnich Słowaków i tylko 62 proc. niemieckich sześciolatków. W Austrii dzieci urodzone po 31 sierpnia mają obowiązek szkolny jako siedmiolatki. W Czechach i na Słowacji do szkoły idą tylko te dzieci, które mają ukończone sześć lat w momencie rozpoczęcia roku szkolnego.
W Polsce od września tego roku do klas pierwszych ministerstwo edukacji wysyła już nie tylko sześciolatki, wysyła także dzieci 5-letnie. Różnica wieku między dzieckiem najstarszym w klasie a dzieckiem najmłodszym może wynosić nawet ponad dwa lata. Jeśli dziecko urodziło się w grudniu, będzie miało być może obok siebie w ławce dziecko nawet o dwie głowy wyższe. Natomiast za naszą granicą, w Niemczech, np. w Brandenburgii, dzieci, które urodziły się 1 października, mają taki obowiązek dopiero w kolejnym roku szkolnym. Dzieci z rocznika 2009 urodzone w Hamburgu obejmuje ten obowiązek tylko wtedy, jeśli się urodziły przed 1 lipca. Hesja – dzieci urodzone do 30 sierpnia mają taki obowiązek, dzieci urodzone w trzecim i w czwartym kwartale mają wolny wybór; Nadrenia-Palatynat – dzieci urodzone do 30 sierpnia mają taki obowiązek, dzieci urodzone po 1 września mają wolny wybór. A tu wielokrotnie powtarzano, że wszystkie dzieci w Europie idą do pierwszej klasy jako sześciolatki. Trzeba to odkłamać.
Fikcja odraczania
Dzisiaj słuchają nas rodzice dzieci z rocznika 2009. Oni też chcieliby, tak jak jest w przypadku dzieci niemieckich, mieć wolny wybór. Oni chcieliby mieć wolny wybór w sprawie edukacji swoich dzieci. Wiem, że niektórzy z Państwa będą mówili, że można odroczyć obowiązek szkolny sześciolatka. Otóż, Szanowni Państwo, w naszej fundacji już w zeszłym roku uruchomiliśmy infolinię w sprawach odraczania. Pracują przy obsłudze tej infolinii eksperci, którzy specjalizują się w prawie oświatowym i pomagają rodzicom poznać ich prawa. W zeszłym roku mieliśmy dyżury przez dwa–trzy dni w tygodniu, w tym roku koniecznością są dyżury codzienne, ponieważ telefony w sprawie odraczania po prostu przeszkadzały w pracy całej fundacji. Pod wszystkie numery telefonów, jakie mamy w fundacji, a mamy kilka infolinii, kilka numerów telefonów wsparcia, non stop dzwonią rodzice w sprawie odraczania obowiązku sześciolatków. Mówią, że czują się, jakby czas się cofnął, jakby znowu był PRL. Psycholodzy mówią rodzicom wprost: bardzo chcielibyśmy odroczyć obowiązek szkolny, widzimy, że Państwa dziecko ma deficyty, ale niestety nie możemy, dlatego że stracimy pracę. Naciski na psychologów, na pracowników poradni psychologiczno-pedagogicznych idą z samej góry i z samorządu. Z samej góry, bo wiceminister edukacji pan Sławecki w zeszłym roku w maju wysłał do wszystkich samorządów w Polsce okólnik, w którym stwierdził, że opinie o odroczeniu spełniania obowiązku szkolnego wydawane przed majem są niemiarodajne. Pan minister sam staje się instancją ustawodawczą – stwierdza, że nie można odraczać obowiązku szkolnego przed majem, a psycholodzy, bojąc się konsekwencji, rzeczywiście odsyłają rodziców, wyznaczając maj. Tyle tylko, że rekrutacje do przedszkoli trwają teraz, a nie w maju



zawartość zablokowana

Autor: Karolina Elbanowska


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się