Bałtowie wyznaczają wschodnią politykę UE

WYWIAD \ Z VYTISEM JURKONISEM, WYKŁADOWCĄ UNIWERSYTETU WILEŃSKIEGO, DYREKTOREM ODDZIAŁU FREEDOM HOUSE W WILNIE, ROZMAWIA OLGA ALEHNO W obecnej formie Partnerstwo Wschodnie jest programem współpracy organizacji pozarządowych oraz współpracy gospodarczej. Mimo to Kremlowi udało się wciągnąć kraje nim objęte do walki geopolitycznej. A w takiej grze UE nie jest ani zbyt mocna, ani doświadczona. W dniach 21–22 maja w Rydze odbywa się szczyt krajów objętych unijnym programem Partnerstwa Wschodniego (PW) z udziałem Ukrainy, Mołdawii, Gruzji, Białorusi, Azerbejdżanu, Armenii i przedstawicieli UE. Miesiąc temu publikowaliśmy w „Codziennej” obszerny materiał poświęcony PW. Wniosek był jeden – od momentu inauguracji w 2009 r. program nie przyniósł wymiernych korzyści żadnej ze stron w niego zaangażowanych. A jak Pan ocenia program? Projekt rozpoczynał się w bardzo trudnych warunkach, w momencie największego kryzysu gospodarczego w Unii Europejskiej. Wobec tego wiele krajów, niesąsiadujących z państwami objętymi Partnerstwem Wschodnim i niemających z nimi wspólnej posowieckiej przeszłości, nie wykazywało zbytniego entuzjazmu do realizacji programu. A więc za sukces można uznać już sam fakt rozpoczęcia PW. Jeszcze jednym krokiem do przodu było podpisanie w ubiegłym roku umów stowarzyszeniowych między Unią a Ukrainą, Mołdawią oraz Gruzją. Czyli krajami, które chciały ściślejszej integracji z UE. Oczywiście można rozważać – czy dałoby się zrobić coś więcej dla takich krajów jak Białoruś, Azerbejdżan, których władze w rzeczywistości są zainteresowane tylko zachodnimi inwestycjami. Czy Armenii, która znajduje się pod presją Kremla i nie daje wielkich nadziei na rozwój. Jednak Unia Europejska nigdy nie zamierzała nikogo zmuszać do wyboru europejskiej drogi rozwoju. Negatywny wpływ na realizację programu miała postawa Rosji. W obecnej formie Partnerstwo Wschodnie jest przede wszystkim programem współpracy między społeczeństwami, reprezentowanymi przez organizacje pozarządowe, oraz współpracy gospodarczej. Mimo to Kremlowi udało się wciągnąć kraje nim objęte do walki geopolitycznej. A w takiej grze UE nie jest ani zbyt mocna, ani doświadczona. Rosja rozgrywa kraje PW, wykorzystując naciski. I Bruksela musi bardziej zróżnicować formy współpracy z państwami PW, w zależności od ich postępu na drodze demokratyzacji. Jednak uważam, że nie należy zupełnie rezygnować z tego programu. W mojej ocenie drugie życie programowi dał szczyt Partnerstwa Wschodniego, który odbył się w Wilnie w grudniu 2013 r. Na nim podjęto ostatnią próbę namówienia ówczesnego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza do podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE. On odmówił, a kilka tygodni później został obalony. W pewnym sensie wileński szczyt faktycznie był kluczowym momentem, chociaż nadal nie wiemy, czym wszystko się skończy. Równocześnie trzeba zaznaczyć, że do ukraińskiego majdanu doprowadzili nie brukselscy urzędnicy lub oficjalni przedstawiciele krajów PW, lecz ukraińskie społeczeństwo obywatelskie. To ono sprzeciwiło się niesprawiedliwości, korupcji, imitacji demokracji. I to zwykli ludzie byli gotowi podjąć ogromne ryzyko. Litwa w ostatnich latach generalnie wiele się przykłada do polityki wschodniej. Tak przy współudziale organizacji Freedom House, w której Pan pełni funkcję szefa jej wileńskiego oddziału, w zeszłym tygodniu zainaugurowano kolejny rok programu „MEP4Freedom”. Powstał on w ubiegłym roku z inicjatywy litewskich parlamentarzystów. W jego ramach sześciu posłów europarlamentu wzięło pod swoją opiekę sześciu białoruskich więźniów politycznych. Tak, do współpracy z nami zgłosili się eurodeputowani z Belgii, Czech, Niemiec, Polski i Portugalii. Będą oni osobiście śledzili losy osób skazanych na Białorusi za działalność opozycyjną. Wśród nich były kandydat na stanowisko prezydenta Mikałaj Statkewicz, niezależny dziennikarz Jauhen Waśkowicz, anarchiści Arciom Prakapienka, Mikałaj Dziadok i Ihar Aliniewicz, działacz społeczny Jury Rubcou. Eurodeputowani, którzy zgodzili się na udział w programie „MEP4Freedom”, będą spotykali się z krewnymi tych więźniów politycznych, występowali publicznie w obronie podopiecznych, wysyłali listy do władz białoruskich i szefów ich więzień, którzy do tej pory niestety czują się bezkarni. Czego można się spodziewać po szczycie Partnerstwa Wschodniego w Rydze? Jestem w tych dniach w Rydze. Nikt tu nie ma wielkich oczekiwań od spotkania. Jasne jest, że aby podjąć na przykład decyzję ws. zniesienia wiz dla krajów Partnerstwa Wschodniego w Brukseli, nie wystarcza polityczna wola, każdą decyzję bowiem musi najpierw zaaprobować kilkadziesiąt krajów. Ale ja ze swojej strony chciałbym zobaczyć więcej aktywności ze strony przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego państw objętych PW. Żeby oni bardziej zdecydowanie określili swój stosunek do takiego zjawiska, jak organizacje pozarządowe zwane GONGO. Tworzą je często państwowi urzędnicy. I to do nich trafia wsparcie z Zachodu, zamiast do rzeczywistego społeczeństwa obywatelskiego. Ze wzrostem liczby takich organizacji mamy do czynienia szczególnie na Białorusi i w Azerbejdżanie. GONGO muszą być wykluczone także z programu PW. W przeciwnym razie będzie to jedynie imitacja dialogu między władzami a społeczeństwem obywatelskim. W zeszłym tygodniu wyszło na jaw, że były szef MSZ-etu Szwecji Calr Bildt, który przez lata był wraz z szefem MSZ-etu Polski Radosławem Sikorskim twarzą Partnerstwa Wschodniego, został doradcą rosyjskiego oligarchy. Tymczasem na początku maja Bildta mianowano członkiem działającej przy prezydencie Ukrainy Międzynarodowej Rady Konsultacyjnej ds. Reform. Nie wydaje się to Panu jawnym konfliktem interesów? Konflikt interesów to niestety nic nowego, i można go spotkać w każdym państwie Unii Europejskiej i Partnerstwa Wschodniego. W Europie podobne wypadki są bardziej widoczne, bo przejrzystość organów władzy jest większa. UE musi pamiętać, że kraje PW, decydując się na współpracę z nią, opowiadają się za wyborem takich wartości, jak prawa człowieka i rządy prawa. Opowiadają się za przejrzystością i przeciwko korupcji. Unia, która zachęca państwa Partnerstwa Wschodniego do przeprowadzenia realnych reform, musi sama dawać przykład i nie wciągać się w podejrzane gry z krajami, rządzonymi przez reżimy, czy skorumpowanymi politykami.
     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze