Strach przed Ekshumacją

Numer 108 - 17.01.2012Polska

Do zakończenia śledztwa IPN-u w sprawie katastrofy samolotu z gen. Władysławem Sikorskim na pokładzie brakowało około pół roku. Do przeprowadzenia ostatniej ekshumacji – kuriera Armii Krajowej kpr. Jana Gralewskiego – kilku dni. I nagle śledztwo utknęło w martwym punkcie.

Tego nikt się nie spodziewał. Z niejasnych powodów dyrektor Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, czyli szef pionu śledczego IPN-u Dariusz Gabrel, zdecydował o przeniesieniu śledztwa w sprawie katastrofy w Gibraltarze z Katowic do Warszawy. Dowiedzieliśmy się, że odpowiednie zarządzenie podpisał 2 września ub.r. Dwa tygodnie później trzech prokuratorów przyjechało do Katowic.

– Trzej faceci w garniturach przychodzą rano do naczelnik Koj i bez żadnego wstępu żądają wydania kilkudziesięciu tomów akt śledztwa w sprawie katastrofy w Gibraltarze. Informują, że sprawę przejmuje pion śledczy oddziału IPN-u w Warszawie, pokazując przy tym zarządzenie dyrektora Gabrela. Osłupieli, jak usłyszeli, że za kilka dni ma się odbyć ekshumacja Gralewskiego w Gibraltarze – taką zgodną wersję wydarzeń usłyszeliśmy od trzech osób z IPN-u w Katowicach i w Warszawie. Naczelnik pionu śledczego IPN-u w Katowicach prok. Ewa Koj odmawia rozmowy na temat śledztwa i decyzji przełożonego.

Na odpowiedź na przesłane do IPN-u pytania w sprawie tego nieoczekiwanego zwrotu w śledztwie czekaliśmy kilka tygodni. Pytaliśmy, dlaczego śledztwo zostało zabrane z Katowic do Warszawy. – Decyzja ta, podobnie jak inne tego typu decyzje o przekazaniu śledztw do oddziałowych komisji ścigania zbrodni przeciwko narodowi polskiemu na terenie kraju, nie wymaga uzasadnienia, brak jest zatem możliwości udzielenia odpowiedzi w zakresie przesłanek jej podjęcia – odpowiedział prok. Piotr Dąbrowski, naczelnik pionu śledczego Oddziału IPN w Warszawie, dokąd trafiło śledztwo.

Koniec śledztwa?

Ewa Koj rozpoczęła postępowanie w sprawie katastrofy w Gibraltarze we wrześniu 2008 r. Z naszych informacji wynika, że ponad dwa lata trwało uzyskanie zgody na ekshumację Gralewskiego. Otwarcie jego grobu na cmentarzu w Gibraltarze i przewiezienie do Polski było zaplanowane na 14 września ub.r. Dzień później trumna z ciałem Gralewskiego miała zostać przewieziona do Collegium Medicum w Krakowie, którego eksperci za darmo mieli dokonać autopsji. IPN za ekshumację zapłacił – nieco ponad 14,5 tys. zł. Pieniądze przepadły.

– Zaniechanie ekshumacji Gralewskiego to złamanie przepisów i sposobu prowadzenia śledztwa. To tak, jakby nie zbadać ciał wszystkich ofiar katastrofy w Smoleńsku. Być może nic by nie dało badanie szczątków Gralewskiego, ale należało je wykonać. W stosunku do tego, kto podjął taką decyzję, należy wszcząć postępowanie dyscyplinarne, a potem postawić mu zarzuty przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków – mówi zdenerwowany wysoki rangą urzędnik Ministerstwa Sprawiedliwości.

Już teraz wiadomo, że śledztwo zostanie umorzone, mimo że jego nowi gospodarze twierdzą co innego. To kwestia czasu.

Opowieści wyssane z palca

Śledztwo, przy całkowitym poparciu ówczesnego prezesa IPN-u Janusza Kurtyki (który, jak się potem okaże, był bardzo dużym wsparciem dla śledczych z Katowic), wszczęto, aby wyjaśnić, czy katastrofa samolotu z naczelnym wodzem na pokładzie była wypadkiem czy zamachem. To uzupełnienie poważnej luki w najnowszej historii Polski, bo do tej pory śledczy z Polski czy innego kraju nie próbowali tego w żaden sposób wyjaśnić.

Taka sytuacja dawała pole do popisu dla tworzenia różnych mniej lub bardziej absurdalnych wersji katastrofy (na przykład TVN, który dał wiarę spiskowej wersji Dariusza Baliszewskiego, i wydał setki tysięcy złotych na film „Generał. Zamach w Gibraltarze”)



zawartość zablokowana

Autor: Andrzej Borzym


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się