Siła rodzinnej tradycji

Numer 1314 - 11.01.2016Wywiad

WYWIAD Z PPOR. REZ. MACIEJEM MYCZKĄ, PREZESEM STOWARZYSZENIA MIŁOŚNIKÓW HISTORII WOJSKOWOŚCI I WICEPREZESEM ZARZĄDU GŁÓWNEGO ZWIĄZKU OFICERÓW REZERWY RP IM. MARSZAŁKA JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO, ROZMAWIA JAROSŁAW WRÓBLEWSKI

Stowarzyszenie Miłośników Historii Wojskowości, któremu przewodzę, służy podtrzymywaniu polskiej tradycji narodowej. Stale prowadzimy żywe lekcje historii dla dzieci i młodzieży z terenu całej Wielkopolski. Organizujemy inscenizacje i rekonstrukcje historyczne, zajmujemy się kolekcjonerstwem i dbamy o spuściznę historyczną.
Jakie znaczenie ma dla Pana Powstanie Wielkopolskie?
Dla mnie to przede wszystkim pamięć o kilku znanych mi osobiście uczestnikach Powstania, wśród nich o dziadku mojej żony Franciszku Lemańskim. W czasach, kiedy starałem się o rękę żony, przegadaliśmy z dziadkiem Lemańskim niejeden wieczór. Choć „przegadaliśmy” to określenie na wyrost, bo to ja słuchałem, a dziadek snuł opowieść, zadowolony, że ktoś interesuje się jego wspomnieniami. Tak więc płynęły opowieści o strajkach dzieci w roku szkolnym 1906/1907, w których dziadek brał czynny udział, broniąc nauczania religii w języku polskim. A srogie były konsekwencje tego oporu – dzieci były systematycznie poddawane karze chłosty. Z otwartymi ustami słuchałem o służbie wojskowej w armii pruskiej, do której wcielony został 11 listopada 1914 r., pierwszy przydział dostał do 11 pułku piechoty w Gorlicach. Po wielu latach miałem możliwość współorganizowania i udziału w inscenizacji historycznej z I wojny światowej właśnie w Gorlicach, w których podczas wielkiej bitwy rozegranej na tym terenie poległo wielu Polaków. Dziadek walczył także pod Verdun. W marcu 1918 r. odniósł poważne rany pod Boulogne i jako niezdolny do dalszych walk został przeniesiony do kompanii ozdrowieńców w Poznaniu. 6 grudnia 1918 r. zwolniono go z wojska, mógł więc wrócić do rodziny w Rakoniewicach. 5 stycznia 1919 r. jako ochotnik wstąpił jednak do oddziałów powstańczych dowodzonych przez ppor. Stanisława Siudę. Wraz z nim wyzwalał m.in. Wolsztyn – miasto, które później stało się jego domem. Z mundurem wojskowym dziadek rozstał się dopiero 6 grudnia 1920 r. To długi wstęp, ale musi być taki, bo Powstanie Wielkopolskie kojarzy mi się przede wszystkim z losami dziadka mojej żony i wielu jemu podobnych. Dumny jestem, że mieszkam w dzielnicy, której mieszkańcy umieli poprowadzić powstańczą walkę do zwycięstwa. Gdy zbliża się grudzień i kolejna rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego, wraz z kolegami wkładamy powstańcze mundury i za pomocą żywych lekcji historii, inscenizacji i udziału w licznych uroczystościach i apelach jasnogórskich przypominamy ten bohaterski zryw Wielkopolan. Robimy to także w Warszawie, gdzie od kilku lat marszałek wielkopolski jest gospodarzem uroczystości poświęconych kolejnej rocznicy Powstania Wielkopolskiego. Uroczystości te zaczynają się mszą św. w intencji powstańców, następnie odbywa się apel pamięci przed Grobem Nieznanego Żołnierza, złożenie wieńców i defilada – w tym roku przed prezydentem RP Andrzejem Dudą, który swoją obecnością i pięknymi słowami dziękował Wielkopolanom nie tylko za ich zwycięskie powstanie, ale także za uratowanie niepodległości Polski.
Jak jest upamiętniane Powstanie Wielkopolskie w Wolsztynie, w Wielkopolsce? To żywe wspomnienia czy raczej pojawiające się z okazji kolejnej rocznicy?
Myślę, że to jest tak, jak z pamięcią o Powstaniu Warszawskim, jest grupa ludzi, którzy tę pamięć pielęgnują stale, i są tacy, którzy robią to tylko od święta. Kiedy wracaliśmy do Poznania z uroczystości upamiętniających Powstanie Warszawskie, jeden z kolegów powiedział, że gdy prosił w pracy o urlop, by pojechać do Warszawy, usłyszał od swojego szefa: „Ja rozumiem, że rocznica, i że powstanie, ale żeby tak co roku”



zawartość zablokowana

Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się