Wiesz co, stareńki...

Dodano: 06/02/2016 - Numer 1337 - 06.02.2016
 Fot. Filip Blazejowski/Gazeta Polska
Fot. Filip Blazejowski/Gazeta Polska

WSPOMNIENIE \ IM BARDZIEJ JESTEM NIESZCZĘŚLIWY, TYM PIĘKNIEJ GRAM

Wczoraj na krakowskim cmentarzu Rakowickim rodzina i przyjaciele pożegnali Janusza Muniaka. To, że był gigantem jazzu, mentorem dla pokoleń, to nic przy tym, że był zwyczajnie wspaniałym człowiekiem. Już dawno żadne odejście kogoś z jazzowej braci nie przywołało tylu wspomnień, przywołania licznych anegdot, których sam Muniak był nie tylko mistrzem, ale i bohaterem. Jazzman, gdy założył w Krakowie klub nazwany jego własnym nazwiskiem, dzisiaj kultowe miejsce na mapie polskiego jazzu, nie gwiazdorzył. Pamiętam zdziwienie w oczach kolegów, gdy w jego podwojach przy ul. Floriańskiej, gdzie wpadliśmy po naszym koncercie, zastaliśmy Pana Janusza... stojącego za barem i nalewającego kolejne piwa. Ale czemu się dziwić, gdy on sam mówił, że barman i muzyk to bardzo podobne profesje, tyle że jak
     

10%
pozostało do przeczytania: 90%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze