Rating to nie wyrok

EKONOMIA \ MONOPOL TRIUMWIRATU Z NOWEGO JORKU

numer 1417 - 12.05.2016Publicystyka


Agencja Moody’s w piątek ogłosi, czy zmieni swój rating kredytowy dla Polski. Realne jest jego obniżenie, co będzie złą wiadomością dla naszej gospodarki. Dobrze jest jednak nie zapominać, że agencje to nie wyrocznie, a rating to nie wyrok.

Formalnie rating kredytowy wydawany przez agencje ratingowe jest transparentnym i praktycznym instrumentem ułatwiającym życie inwestorom, którzy dzięki niemu nie zaliczą wpadki, powierzając swoje środki mało wiarygodnemu dłużnikowi. Agencja, wydając ocenę ratingową, powinna więc kierować się czysto obiektywnymi przesłankami, które podpowiadają, czy i w jakim stopniu dany podmiot będzie w stanie regulować swoje zobowiązania. Jeśli jego długi stają się dla niego coraz bardziej przytłaczające, rating powinien zostać obniżony. Podobnie, gdy podmiot traci swoje źródła dochodów, które sprawią, że możliwości spłaty zobowiązań zostaną zawężone, nawet jeśli nominalnie sam dług nie wzrośnie albo nawet i spadnie. Z drugiej strony, gdy dany podmiot staje na nogi, prowadzi ekspansję, zdobywa nowe rynki, a więc także nowe źródła zarobków, jego rating powinien iść w górę, nawet jeśli sam dług też nominalnie rośnie (ale wolniej niż zdolność jego spłaty). Jak widać, w wydawaniu ratingów nie powinno być żadnej filozofii – szeroki zasób twardych danych gospodarczych, tabelki w Excelu oraz oczywiście praktyka danego podmiotu (w końcu także ktoś bogaty może się migać od regulowania swoich zobowiązań) powinny wystarczyć do wydawania rzetelnych ocen. Tyle w teorii, praktyka jest oczywiście zupełnie inna.
Tercet znad rzeki Hudson
Już sam fakt, że całość powyższej działalności zdominowały de facto zaledwie trzy wielkie agencje (Standard & Poor’s, Fitch, Moody), i to wszystkie z jednego kraju (USA), a nawet z jednego miasta (Nowy Jork), powinien budzić uzasadnione wątpliwości. Gdy w tak ważnym obszarze działalności gospodarczej jak ocena wiarygodności kredytowej powstaje oligopol (a faktycznie monopol), to w oczywisty sposób dominujące podmioty szybko przekują swoje wpływy ekonomiczne w polityczne. Szczególnie we współczesnej gospodarce opartej na długu, w której do zaciągania kredytu zmuszony jest niemal każdy aktor rynkowy – od gospodarstw domowych po państwa i wielkie korporacje. Tak też stało się w tym wypadku – agencje, poza wykonywaniem swoich statutowych działań, stały się reprezentantem interesów rynków finansowych i to przede wszystkim Wall Street, ewentualnie londyńskiego City. A to ma znaczenie niebagatelne, gdyż anglosaskie podmioty finansowe charakteryzują się agresywną grą i maksymalizacją zysku w jak najkrótszym terminie. Nie interesują ich więc długoterminowe podstawy gospodarki, które pozwolą na spokojne inwestowanie np. w działalność produkcyjną. Ważniejsze dla nich są wszelkie bariery i daniny, które zmniejszą ich zysk z inwestycji krótkoterminowych. Ratingi szybko więc stały się też swego rodzaju biczem, by kraje wprowadzały regulacje dogodne dla rynków finansowych, których interesy agencje nieformalnie reprezentują. Gdyby jakieś państwo pozwoliło sobie np. na ograniczenie przepływu kapitału, to zawsze można je ustawić do pionu odpowiednio obniżoną oceną. Doszło więc do paradoksu – kraj, który zdecydowałby się na dodatkowe opodatkowanie sektora finansowego, a więc zwiększyłby swoje dochody (czyli też zdolność kredytową), zamiast podwyżki ratingu mógłby narazić się na jego... obniżkę.
Reanimowanie trupów
Przykładów kompromitujących działań agencji ratingowych, które jednoznacznie pokazują, że reprezentują one partykularne interesy, możemy znaleźć bez liku. Niezwykle ważny bank z Wall Street, słynny Lehman Brothers, którego upadek został uznany za symboliczny początek kryzysu, z którego światowa gospodarka do dziś się nie wydźwignęła, był otoczony tak troskliwą opieką ze strony agencji, że z perspektywy czasu aż trudno w to uwierzyć. Zaledwie sześć dni przed bankructwem jego rating w Standard & Poor’s wciąż wynosił A, czyli był inwestycyjny. Tymczasem właśnie S&P w styczniu zmniejszył rating Polski z A- do BBB+, czyli niższego, niż miał Lehman Brothers sześć dni przed bankructwem, choć Polski o bankructwo obecnie nikt przy zdrowych zmysłach nie może posądzać



zawartość zablokowana

Autor: Piotr Wójcik


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się














#DziękujeMyZaOdwagę
reklama