Tu POlitycy nie zaglądają

Kamienice z oknami zabitymi deskami, gdzie już nikt nie mieszka. Zdewastowane podwórka, na których jedynym przejawem życia są rozbite butelki – ślad po weekendowych libacjach. Wreszcie mieszkania bez toalet. Nie, to nie rzeczywistość XIX-wiecznej Warszawy, znana z „Lalki” Bolesława Prusa, ale realny obraz niektórych miejsc prawobrzeżnej części stolicy. Rejonu miasta, o którym politycy tzw. salonu woleliby zapomnieć, a który dla obecnych władz Warszawy stanowi potężne obciążenie. Grochów, godziny przedpołudniowe. Na zapuszczonym podwórku ekipa telewizyjna próbuje realizować materiał. Nagle podchodzi lekko podchmielony mieszkaniec sąsiedniej kamienicy. Wyciąga 5 zł. – Panowie, to ostatnie pieniądze. Zapłacę, ale mnie sfilmujcie. Może ktoś dowie się, jak my tutaj żyjemy – powiedział
     

26%
pozostało do przeczytania: 74%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze