Tu POlitycy nie zaglądają

numer 1523 - 15.09.2016

Kamienice z oknami zabitymi deskami, gdzie już nikt nie mieszka. Zdewastowane podwórka, na których jedynym przejawem życia są rozbite butelki – ślad po weekendowych libacjach. Wreszcie mieszkania bez toalet. Nie, to nie rzeczywistość XIX-wiecznej Warszawy, znana z „Lalki” Bolesława Prusa, ale realny obraz niektórych miejsc prawobrzeżnej części stolicy. Rejonu miasta, o którym politycy tzw. salonu woleliby zapomnieć, a który dla obecnych władz Warszawy stanowi potężne obciążenie.

Grochów, godziny przedpołudniowe. Na zapuszczonym podwórku ekipa telewizyjna próbuje realizować materiał. Nagle podchodzi lekko podchmielony mieszkaniec sąsiedniej kamienicy. Wyciąga 5 zł. – Panowie, to ostatnie pieniądze. Zapłacę, ale mnie sfilmujcie. Może ktoś dowie się, jak my tutaj żyjemy – powiedział mężczyzna zaskoczonym reporterom. Sytuacja taka naprawdę miała miejsce kilka dni temu na warszawskim Grochowie. I świadczyć może najlepiej o tym, jak bardzo zdesperowani są mieszkańcy tej dzielnicy. Trudno im się dziwić. – Podwórko, na którym realizowano wspomniany materiał, nie było remontowane od kilkudziesięciu lat, a Zarząd Gospodarowania Nieruchomościami Pragi-Południe, nie robi z tym nic – mówi nam pan Roman, mieszkaniec Grochowa. – Ludzie chcieliby teren wyremontować, ale nie mogą, bo należy do miasta. Koło się zamyka – tłumaczy. – Jeszcze gorzej wygląda sytuacja nieremontowanych kamienic



zawartość zablokowana

Autor: Przemysław Harczuk


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się














#DziękujeMyZaOdwagę
reklama