fot. Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

Bunkier danych medycznych w prywatnych rękach

BEZPIECZEŃSTWO \ ABW na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu

numer 1614 - 03.01.2017 Polska

Dane medyczne wszystkich Polaków warte miliardy złotych mogą trafić na serwery należące do prywatnej firmy Data Techno Park, która za rządów PO-PSL otrzymała ok. 200 mln zł z publicznych pieniędzy na wybudowanie centrum przetwarzania danych. Kiedy spółce przyznawano na ten cel dotacje, wówczas jej głównym udziałowcem był jeszcze Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu. Jednak w niewyjaśnionych dotychczas okolicznościach pakiet udziałów trafił w prywatne ręce.

Dane obywateli Unii Europejskiej do 2020 r. będą warte 2 bln euro. Do tej puli ma dorzucić się także Polska, bo Ewa Kopacz i Bartosz Arłukowicz, byli ministrowie zdrowia w rządzie PO-PSL, powołując się na unijne normy, wprowadzili rozporządzenia dotyczące prowadzenia dokumentacji medycznej wyłącznie w formie elektronicznej. Termin jej wprowadzenia jest uzależniony od ukończenia prac nad rządową Elektroniczną Platformą Gromadzenia, Analizy i Udostępniania Zasobów Cyfrowych o Zdarzeniach Medycznych (P1).

Za ponad 200 mln zł z publicznych pieniędzy powstało także Medyczne Centrum Przetwarzania Danych, w którym miałyby się znajdować informacje dotyczące wszystkich Polaków – dane osobowe, wywiad lekarski, historie chorób i wizyt u lekarzy. A one, jak wiadomo, są sporo warte – chociażby dla koncernów farmaceutycznych czy firm ubezpieczeniowych.

Tzw. bunkier danych, który powstał we Wrocławiu, to najnowocześniejsza serwerownia w Europie Środkowo-Wschodniej do przechowywania, przetwarzania i udostępniania danych. Jej właścicielem jest spółka Data Techno Park (DTP), której większościowy pakiet udziałów miał wrocławski Uniwersytet Medyczny. Miał, bo rektor Marek Ziętek podjął decyzję o zbyciu udziałów należących do uczelni tuż po tym, jak podano informację o przyznaniu spółce dotacji na budowę serwerowni. Sprawą zajmuje się ABW pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Katowicach.

Tajemnicze przejęcie

Tylko w 2013 r. spółce DTP przyznano ok. 160 mln zł dotacji. Zawarła ona też intratną umowę podwykonawczą na 20 mln zł – w związku z realizacją platformy informacyjnej, która miała powstać na potrzeby Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego. Do grudnia 2013 r. udziały w spółce DTP, oprócz uczelni dysponującej jeszcze większościowym pakietem, miała także prywatna firma IT-med oraz gmina Wrocław. Jak pakiet udziałów trafił w ręce prywatnego przedsiębiorcy?

Prof. dr hab. Marek Jutel z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, który od początku jest zaangażowany w rozwiązanie tej zagadki, ocenia, że prawdziwy charakter transakcji próbowano ukryć. Rektor nie sprzedał bowiem pakietu udziałów bezpośrednio spółce IT-med. Nie wykonał również wyceny wartości rynkowej zbywanych udziałów, a to właśnie przed tą transakcją PARP poinformował o przyznaniu DTP milionów złotych. Nie było również zgody ministra skarbu państwa na dokonanie tej transakcji.

– W pierwszym etapie przeprowadzono tzw. umorzenie 30 proc.  udziałów w DTP należących do uczelni za wynagrodzeniem na jej rzecz, wypłacanym w ciągu pięciu lat przez spółkę DTP w kwocie łącznie 5,2 mln zł (płatne w nieoprocentowanych ratach). W czasie tego samego posiedzenia ponownie wyemitowano tę samą liczbę udziałów, które zostały następnie objęte za niecały milion złotych przez firmę

IT-med – zauważa prof. dr hab. Marek Jutel.

W wersji przedstawianej przez władze spółki DTP: Firma IT-med objęła udziały pięciokrotnie taniej, bo po wartości nominalnej – 50 zł za udział. Uniwersytetowi umorzono je po wartości księgowej – czyli płacąc za udział ponad 250 zł. Dodajmy, że rok później firma IT-med podpisała umowę inwestycyjną z notowaną na giełdzie Cube.ITG, dotyczącą przejęcia przedsiębiorstwa IT-med za 19,5 mln zł (jedynym aktywem IT-med były udziały w DTP). Rektor tymczasem twierdzi, że podjął decyzję o zbyciu udziałów, bo spółka DTP była w złej kondycji finansowej.

Uniwersytet Medyczny wniósł również aportem do spółki DTP willę w parku Południowym w najdroższej dzielnicy Wrocławia. To właśnie pod tym adresem rejestrowano podmioty powiązane kapitałowo i personalnie z DTP, które także pozyskiwały publiczne dotacje.

„Partnerstwo” publiczno-prywatne

Kiedy wspomniany pakiet udziałów przechodził w ręce prywatnego podmiotu, to zarówno prezesem DTP, jak i beneficjenta transakcji, czyli IT-med, był Marek Girek, asystent jednego z zakładów działających w Uniwersytecie Medycznym. Z kolei w radzie nadzorczej spółki DTP zasiadali wówczas m.in. Michał Kaczmarek, wieloletni dyrektor biura poselskiego należącego do Jacka Protasiewicza, i Jarosław Kurzawa, działacz PSL-u związany z samorządem województwa dolnośląskiego.

Jak czytamy na stronie posła Michała Jarosa (wówczas PO, teraz Nowoczesna), to właśnie Jaros wspólnie z Jackiem Protasiewiczem lobbowali za dofinansowaniem na budowę serwerowni. Już w 2010 r. mieli załatwić w ministerstwach 75 mln zł na ten cel.

Marek Girek to również nieprzypadkowa postać. W 2012 r. córa rektora Uniwersytetu Medycznego kupiła od niego za 1 zł spółkę ECTIiZ IT-med. Marek Girek stał się właścicielem ECTIiZ IT-med kilka tygodni wcześniej – skupił 100 proc. udziałów za ok. 300 tys. zł. W wersji oficjalnej: córka rektora odkupiła spółkę za 1 zł, bo była zadłużona, a z Markiem Girkiem znają się prywatnie. Dodajmy, że spółka ECTIiZ IT-med zarządzała dwoma etapami dolnośląskiego e-zdrowia wartego łącznie ponad 50 mln zł. Inżynierem kontraktu przy trzecim etapie również był podmiot związany bezpośrednio z córką rektora – firma IPCON.

Końca nie widać

Sprawa zbycia udziałów w spółce DTP trafiła do prokuratury dwa lata temu. Wystąpienie do służb specjalnych przekazał jeszcze za rządów PO-PSL prezes

PiS-u Jarosław Kaczyński. Wrocławska prokuratura nie miała jednak zamiaru zaangażować się w śledztwo. Sprawę przeniesiono do Katowic po kilku miesiącach bezczynności, kiedy związkowcy działający w uczelni nagłośnili, że rektora Marka Ziętka w radzie społecznej jednego ze szpitali klinicznych reprezentuje znany i wpływowy prokurator Andrzej Kaucz, oskarżający w PRL-u antykomunistycznych opozycjonistów, w tym Barbarę Labudę. Żona prokuratora była zatrudniona na uczelni. Nadzór zwierzchni na śledztwem prowadzonym teraz w sprawie DTP w Katowicach objęła Prokuratura Krajowa.

Wokół DTP pojawia się wiele kontrowersyjnych postaci. Wśród nich jest np. wątpliwej klasy autorytet w dziedzinie ekonomii prof. Marian Noga, ekspert ekonomiczny TVN-u, którego powołano do rady nadzorczej spółki. Profesor ukończył w ramach studium wojskowego Wyższą Szkołę Ekonomiczną we Wrocławiu, gdzie wyspecjalizował się w elektronicznym przetwarzaniu danych. Ukończył również kurs kandydatów na oficerów rezerwy Wojskowej Służby Wewnętrznej (poprzedniczka WSI) z opinią służbową, że nadaje się do pracy na stanowisku oficera kontrwywiadu wojskowego. Następny stopień naukowy (pomiędzy polskim magisterium a doktoratem) otrzymał od uczelni w ZSRS. Dyplom wydano mu w Moskwie. Tytuł profesora nauk ekonomicznych nadał mu Lech Wałęsa. Ze spółką związany jest także Ahmad Sameh Abu Mizer, który przy budowie serwerowni do przetwarzania danych medycznych był inżynierem kontraktu. W 

PRL-u był rozpracowywany pod kątem współpracy z wywiadem izraelskim. Od bezpieki otrzymał kryptonim Jordan. Jak wynika z akt zawartych w IPN-ie, wątpliwości SB miała podzielać także palestyńska służba bezpieczeństwa. Mizer musiał opuścić Polskę, ale wrócił po 1989 r.

Czy dane medyczne wszystkich Polaków powinny znaleźć się na serwerach prywatnej firmy? Pomysłowi przyklaskuje generalny dyrektor ochrony danych osobowych Edyta Bielak-Jomaa, która niedawno odwiedziła spółkę DTP i pogratulowała jej inwestycji. Bielak-Jomaa została powołana na swoje stanowisko za rządów Platformy na czteroletnią kadencję jako kandydatka tej partii.

 



Autor: Magda Groń




















-->