Zamordowani na Rakowieckiej (cz. 2)

POWSTAŃCY WARSZAWSCY \ Przywracani pamięci, odnalezieni na Łączce

numer 1791 - 03.08.2017Publicystyka

W katowni UB przy ul. Rakowieckiej w Warszawie komuniści represjonowali i mordowali także żołnierzy Powstania Warszawskiego. Potem zrzucali ich do bezimiennych dołów śmierci na powązkowskiej Łączce. Do tej pory udało się odnaleźć i rozpoznać szczątki mjr. Bolesława Kontryma ps. Żmudzin i ppłk. Stanisława Kasznicy, któremu ten artykuł poświęcam. Wciąż mamy nadzieję na identyfikację kolejnych, w tym rtm. Witolda Pileckiego.

Mimo że był przeciwnikiem wybuchu Powstania Warszawskiego, ppłk Stanisław Kasznica wziął w nim udział, dowodząc grupą żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych walczących na Ochocie. Ten przedwojenny prawnik i polityk narodowy walkę miał we krwi – za udział w wojnie obronnej 1939 r. odznaczony został Orderem Virtuti Militari.

Ze stolicy wyszedł razem z ludnością cywilną, przedostając się do Częstochowy, gdzie we wrześniu 1944 r. został komendantem Okręgu VIII NSZ-etu. Tam też w listopadzie 1944 r. rozpoczął współpracę z mjr. Janem Kamieńskim, cichociemnym, oficerem KG AK, którego gen. Emil Fieldorf „Nil” mianował komendantem Obszaru Zachód Organizacji Niepodległość „NIE”. Ta poakowska organizacja miała być odpowiedzią na zbliżającą się Armię Czerwoną. Kasznica został zastępcą komendanta Obszaru Zachód „NIE”. Działając w Poznaniu, powołał tam trzy nowe struktury konspiracyjne: wojskową – Armię Polską, polityczną – Obóz Narodowy i studencką – Pokolenie Polski Niepodległej.

Poszukiwany przez Berię

Od stycznia do sierpnia 1945 r. z ramienia Komendy Głównej Narodowych Sił Zbrojnych pełnił funkcję komendanta Inspektoratu „Zachód” NSZ-Organizacja Polska. Podlegały mu okręgi pomorski i poznański.

W Poznaniu zamieszkał razem z rodziną pod przybranym nazwiskiem Borowski. Już wówczas był rozpracowywany przez UB. Kasznica o tym nie wiedział, ale zdawał sobie sprawę z konsekwencji prowadzenia dalszej działalności. „To ja już wolę rozbić głowę o ten mur, niż godzić się z obecną rzeczywistością w Polsce” – tak określił swoją antykomunistyczną pracę.

W lipcu 1945 r., po rozbiciu wojskowych struktur okręgu poznańskiego NSZ-etu, Kasznica omal nie został aresztowany. Później jeszcze wielokrotnie wymykał się Sowietom i ich polskim kolaborantom. Został szefem Rady Inspektorów przy dowództwie NSZ-etu, a w sierpniu 1945 r., p.o. komendantem głównym NSZ-etu – po wyjeździe na Zachód komendanta głównego NSZ-etu mjr. Zygmunta Broniewskiego ps. Bogucki. Razem z kolegami ze studiów na Uniwersytecie Poznańskim Lechem Neymanem i Mieczysławem Paszkiewiczem objął kierownictwo Organizacji Polskiej, której działanie polegało przede wszystkim na tworzeniu siatek wywiadowczych. Na przełomie 1945 i 1946 r. wraz z częścią ocalałej kadry NSZ-OP wstąpił do Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Był jednym z najbardziej poszukiwanych przez UB i NKWD Żołnierzy Wyklętych. Za jego ujęcie wyznaczono wysoką nagrodę. Jak bardzo Sowietom zależało na schwytaniu Kasznicy, niech świadczy fakt, że raportów na temat jego ścigania domagał się ludowy komisarz spraw wewnętrznych ZSRS Ławrientij Beria.

Tortury na Rakowieckiej

Ostatni komendant NSZ-etu wpadł w ręce komunistów 15 lutego 1947 r. w Zakopanem, gdzie przebywał wraz z rodziną. Aresztowali go funkcjonariusze Departamentu III Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Jego siostra Eleonora Kasznica wspominała: „Został aresztowany pod obcym, zakonspirowanym nazwiskiem Piotrowski. Wydał go jeden z jego najbliższych przyjaciół, pan Prorok [Leszek Prorok, przedwojenny działacz ONR-u z Poznania, w czasie okupacji niemieckiej w konspiracji, później pisarz, eseista, dramaturg, pochowany na Powązkach Wojskowych w Warszawie]. Gdy byłam na widzeniu, powiedziałam mu w ostrych słowach o Proroku. Ale Stach tylko stwierdził: »Słuchaj, siostro, jedni mogą wytrzymać, a inni nie. Tobie nie wolno nikogo krytykować«. Wcześniej ojciec bardzo namawiał Stacha, aby uciekł z Polski. Jeżeli się nie mylę, to nawet organizowano transport lotniczy, by przerzucić go na Zachód. Brat jednak kategorycznie odmówił. Uzasadniał, że nie może się sam ratować i zostawić w Polsce podkomendnych”.

Po zatrzymaniu został przewieziony do Warszawy, do aresztu MBP przy ul. Koszykowej, a następnie osadzony w więzieniu przy ul. Rakowieckiej. Brutalne śledztwo trwało prawie rok. Współwięźniowie zapamiętali potworne odgłosy dochodzące z pokoju, w którym ubecy przesłuchiwali Kasznicę. Mimo tortur nie załamał się. Eleonora Kasznica opowiadała o widzeniu z bratem: „Miał pokiereszowaną twarz i nie tylko. Widoczne były liczne blizny. Był bardzo wyniszczony. Jak wiadomo, poddawano go torturom. Do tego nabawił się wówczas gruźlicy, ponieważ zimą był przetrzymywany w piwnicy z wodą. Tam przez cały czas stał lub siedział w zimnej wodzie”



zawartość zablokowana

Autor: Tadeusz Płużański


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się














#DziękujeMyZaOdwagę
reklama