Rozmawiajmy, a nie wyrzucajmy

fot. Piotr Galant
fot. Piotr Galant

OPINIE / Rozmawiajmy, a nie wyrzucajmy

Od kilku dni, dość niemrawo, ale jednak - trwa dyskusja w sieci na temat „W pustyni i w puszczy” Henryka Sienkiewicza. Maciej Gdula (polityk i socjolog) zasugerował, że należałoby - ze względu na rasizm - książkę tę wyrzucić z kanonu w szkole podstawowej i ewentualnie omawiać w liceum, wiceminister nauki i edukacji Tomasz Rzymowski pomysł odrzucił i oznajmił, że to klasyka polskiej humanistyki i nie cofniemy się w tej sprawie ani o krok. W mediach społecznościowych było, jak zwykle jeszcze ostrzej.

A ja - choć wiem, że to bardzo niedobrze, bo jak napisał mi jeden czytelnik, trzeba „być zimnym albo gorącym” (nie wiem, dlaczego akurat w sprawie Sienkiewicza, ale mniejsza o to), poniekąd zgadzam się z oboma stronami.
Nie, nie jestem zwolennikiem wyrzucenia „W pustyni i w puszczy” z kanonu, a nie jestem, bo - poza wszystkim innym - jest to piękna opowieść o dojrzewaniu, odwadze, odpowiedzialności i młodzieńczej przyjaźni. Sienkiewicz, jak to on, napisał fascynującą historię, i choć - trąci już ona nieco myszką - to nadal po prostu się czyta (tak wiem, że nie brak rodziców i nauczycieli, którzy uważają inaczej, ale takie jest moje i moich dzieci doświadczenie). Z drugiej strony trudno nie zobaczyć, że Sienkiewicz przyjmuje jednoznacznie kolonialną perspektywę, potępia powstanie wyzwoleńcze mahdystów, na Afrykanów spogląda z perspektywy rasowych i rasistowskich stereotypów. Można powiedzieć, że to była ówczesna norma, i będzie to prawda, ale nie można uznać, że teraz także jest to norma, bo nie jest.

I dlatego trzeba o tej książce, także z tej perspektywy rozmawiać. Wyeliminowanie wszystkiego, co jest sprzeczne z naszą mentalnością i naszym postrzeganiem świata - zubaża dzieci, pozbawia je świadomości, że świat się zmieniał, że ludzie myśleli niegdyś inaczej, wpisuje je w kompletnie ahistoryczną apoteozę współczesności. Zamiast tego warto z dziećmi - w domu i w szkole - rozmawiać. O tym, jakie klisze w tej książce się znajdują, dlaczego takie spojrzenie (dodajmy dość ciepłe, jak na tamte czasy) budowało kolonializm, dlaczego w istocie jest to - łagodny, ale jednak - rasizm, i jak - zachowując wartości z tej książki - krytycznie odrzucać to, co dobre w niej nie jest. I nikt nie przekona mnie, że nie da się o tym rozmawiać z dziećmi w podstawówce. Da się, tylko trzeba chcieć. Drogą nie jest zatem ani wykluczanie, ani udawanie, że nic się nie zmieniło, i że pozostaje nam tylko obrona „naszego Sienkiewicza”. Ani jedno, ani drugie nie jest postawą rozsądną.

     

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze