Rajdy wracają na wąskie drogi

fot. Orlenteam.pl/d
fot. Orlenteam.pl/d

WYWIAD \ Z KACPREM WRÓBLEWSKIM, kierowcą rajdowym i członkiem ORLEN Team, rozmawia JAN PRZEMYŁSKI

Naszym celem są mistrzostwa Polski, które składają się z 7 rajdów plus Rajd Barbórka. Plan i ambicje sportowe zakładają walkę o pierwszą trójkę MP na koniec sezonu. Co prawda będzie to ciężkie zadanie, ponieważ samochody klasyfikacji R5 zaczynają być coraz bardziej dostępne i robi się nam bardzo duża konkurencja. Z pewnością tanio skóry nie sprzedamy – deklaruje w rozmowie z „Codzienną” kierowca rajdowy Kacper Wróblewski.

Na początku chciałbym Pana prosić o wyjaśnienie zagadki nurtującej wiele osób, które chociaż raz w życiu oglądały relacje z rajdów. Chodzi o charakterystyczne komendy, które podczas wyścigu pilot przekazuje kierowcy. Możemy podać klucz do ich rozszyfrowania?

Pilot jest moimi oczami. Cały ten szyfr, który przekazuje, pozwala mi zwizualizować to, co zaraz wydarzy się na drodze. Wbrew pozorom te komendy są bardzo proste. U mnie wygląda to tak, że stworzyłem sobie skalę trudności zakrętów od 1 do 7. Jedynka oznacza najostrzejszy zakręt, tzw. hak, z kolei siódemka to łagodny łuczek, w który wjeżdża się bez zdejmowania nogi z gazu. Teraz przykładowo: „prawy, cztery, sto” oznacza, że za sto metrów będzie zakręt w prawo o trudności 4. Trudność oceniamy sami. Przed rajdem możemy przejechać jego trasę dwukrotnie. Za pierwszym razem ja przekazuję pilotowi, jak ją opisać. Za drugim przejazdem on mi ją czyta i nanosimy ewentualne poprawki. Do tego są jeszcze komendy typu: „ciąć”, „nie ciąć”, „wypuść” itp., które pomagają maksymalnie wykorzystać trasę. Reasumując, po zagłębieniu się jest to dosyć prosty system.

Przejdźmy do zeszłorocznego sezonu. Mimo pandemii rajdy całkiem dobrze odnalazły się w nowej rzeczywistości, a Pan zaliczył kilka udanych startów. Udało się wywalczyć m.in. tytuł wicemistrza Słowacji.

Na początku pandemii nikt nie wiedział, jak będzie wyglądał ten sezon. Były obawy, że zostanie on w całości odwołany. Na szczęście kilka wydarzeń się odbyło. Dla przykładu nasz główny cel, czyli Rajdowe Mistrzostwa Polski, zostały bardzo ukrócone, bo z planowanych siedmiu rajdów zorganizowano tylko trzy. Niestety, mieliśmy pecha, ponieważ dwa rajdy nie poszły po naszej myśli i wynik końcowy nie był satysfakcjonujący. W jednym ja popełniłem błąd, wpadliśmy do rowu i straciliśmy trochę czasu. W drugim mieliśmy awarię samochodu. Jednak przez pandemię zaczęliśmy szukać  alternatyw, aby pojeździć trochę więcej. Wybraliśmy Rajdowe Mistrzostwa Słowacji, gdzie przejechaliśmy cały sezon i zdobyliśmy tytuł wicemistrza Słowacji w klasyfikacji generalnej. Pojechaliśmy też w wydarzeniu Tarmac Masters. Tam rajdy są trochę krótsze, odbywają się głównie na Śląsku. Udało nam się wygrać ten cykl.

Płynnie możemy przejść do Pańskich celów na najbliższy sezon.

Bez wątpienia są nim mistrzostwa Polski, które składają się z 7 rajdów plus Rajd Barbórka. Nasz plan i ambicje sportowe zakładają walkę o pierwszą trójkę MP na koniec sezonu. Co prawda będzie to ciężkie zadanie, ponieważ samochody R5 zaczynają być coraz bardziej dostępne i robi się nam bardzo duża konkurencja. Z pewnością tanio skóry nie sprzedamy. Zakładamy, że w tym roku stanie na starcie około 15 samochodów w naszej klasie, a to bardzo dużo, więc rywalizacja będzie zacięta.

O najwyższe miejsca w MP będzie Pan walczył za kierownicą Skody Fabii Rally2 EVO. Możemy zdradzić kilka smaczków technologicznych na temat tego pojazdu?

Z klasycznej fabii, spotykanej na ulicach, to nasz samochód ma chyba tylko lampy przednie i tylne. Reszta jest zbudowana zupełnie od nowa. Co ciekawe, to jest chyba najdroższa skoda fabia na świecie, bo kosztuje ponad 1,2 mln zł. Co do specyfikacji technicznej, to dysponujemy silnikiem 1,6 Turbo. Te motory mają ok. 300–320 KM mocy. Jest też pięciobiegowa, sekwencyjna skrzynia biegów, czyli taka, która nie wymaga sprzęgła. Do setki rozpędzamy się w 3,5 sekundy, więc podobnie jak dobry ścigacz. Auto posiada też długie amortyzatory, które wybierają nierówności, i duże hamulce, pozwalające zatrzymać się niemalże w miejscu.

Od 2019 r. jest Pan członkiem ORLEN Teamu. Jakie korzyści przynosi współpraca z zespołem?

Jeszcze będąc młodym chłopakiem, marzyłem o tym, żeby trafić do ORLEN Teamu. Wówczas był w nim m.in. Krzysztof Hołowczyc, legenda polskich sportów motorowych. Dziś należy do niego wielu wspaniałych kierowców, m.in. Bartek Zmarzlik czy Kuba Przygoński. To dla mnie wielka radość i wyróżnienie, że znalazłem się w tym gronie. PKN ORLEN jest moim głównym sponsorem i bez takiego wsparcia nie byłbym w stanie rywalizować na tak wysokim poziomie w rajdach. Mogę się rozwijać i ze spokojem realizować swoje plany i założenia.

Wielu kierowców, z którymi miałem przyjemność rozmawiać, twierdziło, że rajdy uzależniają. Jak jest w Pana przypadku? Wyobraża sobie Pan kiedyś zmienić tę dyscyplinę na inną?

Do tej pory nie trafiłem na sport, który dałby mi taką dawkę adrenaliny jak rajdy. Do 18. roku życia byłem zawodowym narciarzem alpejskim, ścigałem się na zawodach różnej rangi na całym świecie. Ponadto jeździłem również w motocrossie, uprawiałem downhill na rowerze. Nic innego nie dało mi takiego kopa. Potwierdzam, że są one uzależniające i w moim przypadku nie mogę już bez nich żyć. Dla osób, które chciałyby spróbować swoich sił w tym sporcie, mam taką radę, aby nie bały się zacząć. To wpływa wyłącznie pozytywie na całe środowisko i na nas jako zwykłych kierowców.

Czy w niedalekiej przyszłości jest szansa zobaczyć Pana także na mistrzostwach Europy lub innych bardzo prestiżowych imprezach?

Za kilka lat chciałbym być czynnym zawodnikiem w mistrzostwach Europy, należeć do ścisłej czołówki. Myślę, że to jest cykl, który jest bardzo mocno obsadzony i jest w nim duża konkurencja, co daje sporo możliwości rozwoju.

     

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze