Miejsce pod nowe pomniki

Fot. Arch.
Fot. Arch.

PUBLICYSTYKA \ Wojna kulturowa trwa

Rozwija się szaleństwo cancel culture, czyli kultury wymazywania, choć tu słowo „kultura” jest bezczelnym nadużyciem. Każdemu uczniakowi zdarzało się domalowywać szacownym postaciom w podręczniku brodę czy punkową fryzurę, ale co począć, gdy zajmują się tym poważne gremia i instytucje?

W USA władze stanów najbardziej postępowych, czyli rządzonych przez demokratów, dokonują lustracji patronów szkół publicznych i odbywa się istna rzeź niewiniątek. Postępaki dopatrzyły się bowiem rasizmu już niemal faszyzmu u samych ojców założycieli, wskutek czego szkoły imienia pierwszego prezydenta George’a Washingtona czy wroga niewolnictwa Abrahama Lincolna, który zaryzykował nawet wojnę domową, by dać czarnoskórym wolność, będą musiały wymienić ich na bardziej pasujących do politpoprawności. Słynny karykaturzysta Branco skomentował to rysunkiem, na którym zasromany białas jęczy: „No to czyim imieniem nazwać tę szkołę?”, na co osobnik z kolczykiem w nosie i w rewolucyjnym różowym berecie à la Fidel Castro wylicza kandydatów na miejsce Lincolna: „Stalin, Lenin, Mao, Che Guevara...”

Gdybyż to był żart! Organ prasowy postępu „New York Times” już kiedyś uczcił rocznicę urodzin Mao bannerem na swoim budynku, a przyjaciel Radosława Sikorskiego i jego żony Anne Applebaum, często w tym piśmie publikującej zjadliwe uwagi o fatalnym stanie praworządności w Polsce, czołowy publicysta polityczny Louis Farrakhan, bez zażenowania wyrażał podziw dla chińskiego rewolucjonisty, którego rządy pochłonęły ok. 60 mln ofiar. Gdy piszemy o tej fali postępującego zdziczenia jako recydywie komunizmu, panowie symetryści śmieją się szyderczo: Co do tych ekscesów mają Marks czy Lenin? Jak mawiają Rosjanie, „słonia nie zauważyli”, bo z czerwonego przemalował się na tęczowo, a przecież sami uczestnicy burd w wykonaniu bojówek Black Lives Matter mówią o tym otwarcie, jak czarnoskóry drab znany z filmiku na TouTubIe, który zapowiada, że zaprowadzą nam „fuckin’ communism in the whole world”. To w celu wyrażenia szacunku dla takich komunistycznych bandziorów mieli klękać na Wembley reprezentanci Polski z Orłem na piersi? Bardziej by tu pasował inny gest słynnego polskiego sportowca zaprezentowany wrogiej publice na igrzyskach w Moskwie.

Angielski Uniwersytet Winchester właśnie wystawił przed swoją siedzibą pomnik głoszącej lewackie brednie nieszczęsnej Greci Thunberg i teraz już wiemy, po co było dewastować i obalać pomniki rodzimych faszystów i antysemitów, Churchillów i Dickensów. Wielbiciele Pawlika Morozowa, który zadenuncjował własnego ojca, zacierają ręce. Jego pomniki do dziś straszą w ojczyźnie światowego komunizmu.

     

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze