Trzaskowski idzie po młodzież

Fot. Zbyszek Kaczmarek
Fot. Zbyszek Kaczmarek

PUBLICYSTYKA \ Platforma i jej przywódcy

Czy należy lekceważyć fakt, że Rafał Trzaskowski zamierza obecnie zająć się młodzieżą? Trudno o jednoznaczną odpowiedź, jednak pozostawienie czytelnika z analizą brzmiącą „i tak, i nie”, to trochę za mało nawet jak na dzisiejsze standardy dziennikarstwa. Załatwmy więc sprawę inaczej. Najpierw zastanówmy się więc, dlaczego nowy pomysł Trzaskowskiego w fazie wyjściowej nie jest tak zły, a później skupmy się na tym, dlaczego prawdopodobnie i tak nic z niego nie będzie.

Prawo i Sprawiedliwość wśród najmłodszych wyborców nie jest dziś, delikatnie mówiąc, popularne. W wyborach prezydenckich wśród najmłodszego elektoratu Rafał Trzaskowski pokonał Andrzeja Dudę na tyle spektakularnie, że aż dziwi, że nie było to przesadnie nagłaśniane przez media i jego samego. W grupie wiekowej 18–29 lat urzędujący prezydent w drugiej turze zdobył jedynie 36,3 proc. głosów, reszta przypadła kandydatowi PO. Zapewne swój udział miało w tym zmęczenie pandemią i ogólny stres ludzi, których cała lub prawie cała dorosłość przypada na czasy dobrej zmiany, 500+, a wypychająca poprzednie pokolenia za granice PO to jedynie mgliście zapamiętana przeszłość.

Dlatego też włodarz stolicy mógłby podpiąć się pod hasła ekologiczne, może nawet przypomnieć sobie o młodych pracownikach i zdyskontować sukces sprzed kilku miesięcy. Trzaskowski, zapowiadając duże spotkania z młodzieżą latem w Olsztynie, mówi, że młodzi chcą rozmawiać o swoich problemach, ale nie chcą wchodzić w politykę. Co więcej, wygląda na to, że wielu z nich wciąż chce rozmawiać z Trzaskowskim. W krótkim spocie, pomimo kilku ideologicznych wstawek, wiele problemów ich pokolenia rozpoznanych jest całkiem trafnie. Dlaczego więc nie wróżę inicjatywie większego powodzenia?

Wszystko, co Rafał Trzaskowski zamierza obecnie zdziałać z młodzieżą pod szyldem „Campus Polska Przyszłości”, wcześniej planował z ruchem społecznym, angażującym całość jego elektoratu, a także ze związkiem zawodowym, który miał w swojej agendzie kilka istotnych postulatów (choćby upomnienie się o pracujących na śmieciówkach właśnie). Zamierzał robić, ale… nie zrobił. Bez żadnego konkretnego powodu, po prostu pozwolił ugrzęznąć społecznym emocjom, które wcześniej wokół siebie wygenerował. Impreza z udziałem młodzieży planowana jest na sierpień. Pierwsze reakcje na jej spot w internecie nie wskazują na przesadny entuzjazm, a od wydarzenia dzielą nas trzy miesiące, które prawdopodobnie wypełni ostra walka o przywództwo w Platformie Obywatelskiej. Trzaskowski ma więc 90 dni, by zapomnieć o młodych tak, jak zapomniał o swoim ruchu i swoim związku zawodowym.

     

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze