K**** polskie! Tu nie macie żadnych praw

Fot. Tomasz Hamrat
Fot. Tomasz Hamrat \ Manifestacja w Warszawie wspierająca Białorusinów walczących z reżimem Łukszenki

Białoruś \ Odarci z godności i torturowani. Tak Białoruś traktuje obywateli

Od momentu rozpoczęcia masowych aresztowań osób domagających się ustąpienia Alaksandra Łukaszenki i rozpisania nowych, niezależnych wyborów w sieci co jakiś czas pojawiają się doniesienia o bestialskim traktowaniu opozycjonistów w białoruskich więzieniach. Telewizja Biełsat opublikowała wstrząsającą relację jednego z mężczyzn, który przebywał w areszcie w Mińsku.

Kiedy w sierpniu ub.r. Białorusini sprzeciwiający się dyktaturze Łukaszenki zaczęli masowo trafiać do aresztu, Mińsk nie ukrywał, że będzie obchodził się z nimi z całą stanowczością i bez żadnych skrupułów. Niezależnie czy ktoś był zamknięty przez dzień, czy tydzień – wspólnym mianownikiem relacji osób, które opuściły mury białoruskich katowni, były bestialstwo, tortury i wyzwiska. Biciem i poniżaniem psychicznym, a nawet gwałtami, próbowano wymusić na osadzonych podanie nazwisk osób, które wystąpiły przeciwko reżimowi. Niektórzy pomimo upływu wielu miesięcy nadal nie odzyskali w pełni zdrowia. Są również tacy, którzy do końca życia będą nosili ślady zbrodniczych działań reżimowych służb.

W ostatnich dniach Telewizji Biełsat udało się nakłonić do anonimowej rozmowy jednego z mężczyzn, który na własnej skórze przekonał się, jak wygląda bestialstwo w wykonaniu białoruskich władz. Już sam opis celi, do której wpychani są opozycjoniści, budzi przerażenie. „W czteroosobowej celi przebywało osiemnaście osób. Gdy jedni spali, inni mogli tylko stać. W celi cały czas było zapalone światło, a strażnicy regularnie kazali więźniom meldować się, wołając ich po nazwisku” – opisuje rozmówca Telewizji Biełsat. Jak dodaje, strażnicy robili wszystko, by jak najczęściej karać więźniów. „Przewinieniem” było np. spanie na podłodze. „Na posadzkę celi wylewano wodę z chlorem w celu tzw. dezynfekcji. Niektórych więźniów kierowano do izolatek” – wskazuje.

Mężczyzna, z którym rozmawiali dziennikarze, poinformował, że karę za udział w antyrządowych protestach odbywał w mińskim więzieniu przy ul. Akreścina. Od samego początku wiedział, że to, co tam przeżyje, na długo zapadnie mu w pamięci. „Usłyszeliśmy – no co, k**** polskie! Tutaj nie macie żadnych praw! Jeśli będziecie nas w*******, czeka was karcer. Zrozumiano?” – relacjonuje. Zaraz po wejściu do aresztu osadzonym dawano prześcieradło. Odbywało się to pod okiem kamer. Tuż przy wejściu do celi służby więzienne je zabierały. Za opieszałość w odpowiedzi na pytania strażników osadzeni byli bici pałkami po łydkach. Najbardziej pobici zostawali w areszcie dłużej. Wszystko po to, by na ciele zniknęły siniaki i otarcia po torturach.

Jak wynika z informacji rozmówcy, największe bestialstwo kumulowało się na więźniach „politycznych”, czyli w większości na zwykłych obywatelach zatrzymanych podczas antyrządowych demonstracji. W przeciwieństwie do nich pospolici przestępcy częściej otrzymywali m.in. paczki od rodziny i nie musieli spać na gołych pryczach.

Osoby, które opuszczały areszt, dostawały od służb propozycję przejścia na ich stronę. Mieli oni podjąć współpracę z reżimem, inwigilować opozycjonistów i informować służby o wszystkich działaniach tego środowiska.

Przedstawiona wyżej relacja to jeszcze jeden dowód na to, co dzieje się w białoruskich aresztach. Obrońcy praw człowieka alarmują, że sytuacja stale się pogarsza. Już nie tylko sam fakt łamania praw człowieka, ale sposób, w jaki dokonują tego białoruskie służby, powinien być przedmiotem zdecydowanej reakcji Zachodu. Tym bardziej że małymi krokami zbliżamy się do momentu, w którym minie dokładnie rok od drastycznego pogorszenia się sytuacji białoruskiego społeczeństwa.

Albicla.com/KonradWysocki

     

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze