Ależ tupiemy!

Fot. Tomasz Adamowicz
Fot. Tomasz Adamowicz

PUBLICYSTYKA \ Platformy zaklinanie rzeczywistości

Ile można pisać o Platformie, Budce, Trzaskowskim, Schetynie i reszcie? Są w naszej polityce całe sekwencje wydarzeń, które na tygodnie, czasem miesiące czynią jedną siłę polityczną wyjątkowo wdzięcznym tematem do opisywania, zwłaszcza z pewnego dystansu. W swoim czasie takie zainteresowanie przyciągał PSL – próbujący stać się głównym elementem nowej koalicji konserwatywnej. Potem uwagę zaczął przyciągać Szymon Hołownia, a nie tak dawno Zjednoczona Prawica. Przede wszystkim – jej słabsi liczebnie uczestnicy, czy to z Porozumienia (a raczej – obu Porozumień), czy z Solidarnej Polski.

Dziś jednak najciekawiej dzieje się znów w Platformie i chyba prędko się to nie zmieni. Obserwujemy na przykład kontrofensywę Borysa Budki, który przedstawia się zaprzyjaźnionym mediom jako ten, który zostanie zapamiętany jako twórca silnej Platformy. Złośliwi dziennikarze piszą o oderwaniu od rzeczywistości, ale to chyba coś więcej, to wręcz jej zaprzeczanie. Budka zachowuje się przy tym jak mrówka, która w trakcie spaceru po moście mówi do towarzyszącego jej słonika „Ależ tupiemy!”. Przewodniczący Platformy nie mówi co prawda o tupaniu, ale sens jego wypowiedzi jest bardzo podobny, gdy swoim oponentom klaruje, że opozycja wspólnymi siłami może wygrać z PiS.

Oczywiście nie widzimy jeszcze w sondażach tak rażącej dysproporcji, jednak dziś Platforma cieszy się co najwyżej połową sympatii, jaką zgarnia Polska 2050. „Ale razem miażdżmy PiS, Szymon” – chwali się tymczasem Borys Budka, a równocześnie zaczyna podgryzać Rafała Trzaskowskiego. I w tym jednym jedynym zachowuje się jeszcze jak przywódca partyjny, bo Trzaskowski, chyba ostatnie cenne aktywum PO, jest zarazem zagrożeniem dla samego lidera. Przy tym przez swoje własne niezdecydowanie, któremu poświeciłem jeden z ostatnich tekstów, pozostaje w odróżnieniu choćby od Grzegorza Schetyny w jego zasięgu.

Sam Trzaskowski w partii jest popularny, ale też drażni kolegów, bo coraz mniej chętnie przyznaje się do nich i wciąż, będąc przecież wiceprzewodniczącym, na ulotkach swojej nowej inicjatywy woli mieć niemiecką fundację niż macierzystą partię. Skoro jednak Platforma jest balastem nawet dla Trzaskowskiego, czemu miałby się do niej przyznawać Hołownia?

Jeden z polityków PO w kończącym się tygodniu swój komentarz o konieczności zmian w partii zakończył stwierdzeniem, że musi ona tak pokierować opozycją, by pod jej kierownictwem udało się pokonać PiS. Widać więc, że nawet mnożące się apele o autorefleksję pokazują, że żadna refleksja się wciąż jeszcze nie pojawiła.

     

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze