Z honorem, lecz bez sprawiedliwości

Fot. Maciej Łuczniewski
Fot. Maciej Łuczniewski

PUBLICYSTYKA \ Sprawa Jolanty Brzeskiej

„Honorowe obywatelstwa Warszawy: KO zaszantażowała PiS, w pakiecie z Brzeską przegłosowali Rzeplińskiego” – to trafne oddanie sytuacji, jaka miała miejsce podczas czwartkowego głosowania Rady Warszawy nad przyznaniem honorowego obywatelstwa wymienionym dwóm osobom. Aż dziwne, że takiego sformułowania w tytule informacji użył warszawski portal stacji TVN. Może nie dało się inaczej, skoro sprawa jest tak ewidentna.

To zresztą stała praktyka, gdy PiS chciało uhonorować podobnie Jana Olszewskiego, musiało przełknąć ten sam tytuł dla Jerzego Owsiaka. Jeszcze nie tak dawno Platforma zablokowała podobny wniosek, wówczas popierany przez polityków PiS i Lewicy. PO Jolanty Brzeskiej wciąż się boi i to chyba jedyna sprawiedliwość w tej koszmarnej sprawie.

W październiku 2019 r. Naczelny Sąd Administracyjny uchylił m.in. na wniosek handlarza roszczeniami Marka M. decyzję komisji weryfikacyjnej w sprawie kamienicy przy ul. Nabielaka, w której mieszkała Jolanta Brzeska. Sama rozprawa miała dramatyczny przebieg, zwłaszcza dla strony społecznej, która kolejny raz żegnała się z nadzieją na sprawiedliwość. Córka zamordowanej, Magda Brzeska, salę rozpraw opuszczała odprowadzana śmiechem jednego z orzekających sędziów, co zostało uwiecznione na umieszczonym w sieci nagraniu. W lutym tego roku Sejm przyjął uchwałę upamiętniającą Jolantę Brzeską. Początkowo przy sprzeciwie Platformy, która jednak finalnie musiała poprzeć wniosek – zbyt duże były koszty wizerunkowe. W marcu w Warszawie, głównie z udziałem lewicowych i miejskich aktywistów, uczczono pamięć tej najbardziej znanej ofiary reprywatyzacji. W tym samym miesiącu PO nie zgodziła się na nadanie Brzeskiej honorowego obywatelstwa stolicy.

Jej twarz obecna jest dziś na muralach, plakatach i naklejkach, stając się symbolem sprzeciwu słabych i bezwzględności silnych. Po której stronie są dziś instytucje państwa polskiego? Po tylu latach nie tylko od śmierci Brzeskiej, lecz i politycznej zmiany chciałoby się napisać, że już po tej właściwej. Niestety, to właśnie sprawa podejścia do afer związanych z warszawską reprywatyzacją pokazuje, jak znakomicie mają się wszystkie patologie naszego sądownictwa. Praca komisji weryfikacyjnej jest systematycznie niszczona przez działających ręka w rękę warszawskich urzędników, beneficjentów ich reprywatyzacyjnej polityki, wreszcie sądy. Od lat jedynym skazanym, ba! skazywanym regularnie za mówienie o reprywatyzacji, pozostaje Jan Śpiewak, kiedyś, o ironio, obrońca „wolnych sądów”. Jest więc kara za wyciąganie korupcji na widok publiczny, za czyny kary nie ma. Może i dobrze, że w sądach wciąż obowiązuje doktryna Neumanna, bo jeszcze ktoś z radnych Platformy musiałby płacić grzywnę za czwartkowe głosowanie.

     

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze