Nie pozwalam!

Fot. Wikipedia
Fot. Wikipedia \ Sejm Rzeczypospolitej w 1622 r.

PUBLICYSTYKA \ Instrumenty demokracji

W peerelowskiej szkole obrzydzano nam demokrację szlachecką I Rzeczypospolitej poprzez ukazywanie absurdu jednej z jej podstaw – liberum veto. Prawo sprzeciwu jednostki – ale wszak zarazem posła reprezentującego określone interesy swojej miejscowej społeczności – przedstawiane było jako wyraz anarchii rozkładającej system władzy państwowej. Choć było to oczywiste przełożenie na język szkolny zasady, że po prostu nie wolno krytykować rządzącej partii komunistycznej, to krytyka weta nie była wynalazkiem marksistowskim, bo i wcześniej w polskiej myśli politycznej uznawano je za jedną z przyczyn upadku państwa, którego konsekwencją były rozbiory. Dlaczego zatem tak poważne zaniepokojenie wzbudziła w Polsce zapowiedź niemieckiego ministra spraw zagranicznych, że zasada weta powinna zostać zniesiona w Unii Europejskiej?

– Nie możemy już dłużej pozwalać na to, byśmy byli zakładnikami tych, którzy swoim wetem paraliżują europejską politykę zagraniczną – powiedział Heiko Maas 7 czerwca na konferencji ambasadorów w Berlinie. – Dlatego też musimy otwarcie powiedzieć: weto musi zniknąć – dodał.

Wróćmy do naszej historii – przez niecałe 200 lat stosowania weta w XVII–XVIII w. Sejm zerwano 73 razy, a próba zniesienia go przez stronnictwo Czartoryskich wywołało sprzeciw... Rosji, już wkrótce głównego sprawcy rozbiorów Rzeczypospolitej. Wszak i targowica występowała w obronie naruszanej przez Konstytucję 3 maja złotej wolności szlacheckiej, gdy odebrano prawo głosu tzw. gołocie, czyli szlachcie bez majątków sprzedającej swoje głosy magnatom.

Rzeczpospolita nie upadła z powodu „szlacheckiej anarchii”, lecz dlatego, że zaczęła reformować swoje przestarzałe prawa, co wrogie nam mocarstwa sąsiednie uznały za zagrożenie własnej dominacji. W UE zasada podejmowania decyzji jednogłośnie miała być zabezpieczeniem interesów krajów mniejszych i podobnie jak instytucja weta w I RP była wyrazem pryncypiów czysto demokratycznych, które – jak każdy inny wynalazek ludzkości – mogą być oczywiście nadużywane, ale nie świadczy to o ich błędności.

W tym konkretnym przypadku zniesienie weta oznacza oddanie pełnej i niczym nieskrępowanej władzy w UE jej najsilniejszemu członkowi – Niemcom, które najwyraźniej zmierzają w kierunku wyznaczonym przez absolutyzm pruski symbolizowany przez Wielkiego Fritza, uznającego Polaków za Irokezów wymagających ucywilizowania przez europejskie Niemcy. Jeśli taka ma być nowa Unia, to zamiast kłaść się Rejtanem, powinniśmy rzec jej auf Wiedersehen i wziąwszy się na serio za rozbudowę Trójmorza, zatrzasnąć za sobą drzwi.

     

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze