Troje zatroskanych

Fot. Wikipedia
Fot. Wikipedia \ Emblemat Trybunału Sprawiedliwości UE

PUBLICYSTYKA \ Podwójne standardy

Věra Jourová dla Andreja Babiša przeprowadzała w Czechach koncentrację mediów. Hiszpańska sędzia Rosario Silva de Lapuerta, która zdecydowała jednoosobowo o zamknięciu Turowa, teraz zaś próbuje wyłączyć Izbę Dyscyplinarną SN, przez lata wpłacała hojne datki na fundusze jednej z hiszpańskich partii politycznych.

Hiszpania bezwzględnie tłumi polityczną aktywność Katalończyków, pozbawiając ich liderów praw politycznych i obywatelskich, a niekiedy wolności. Czeski premier w rozmaitych grafikach i teatrzykach przedstawiany jest na równi z Orbánem i Kaczyńskim jako zagrożenie dla demokracji. Nie przeszkadza to jednak rozstawiać nas po kątach Hiszpance, która martwi się o niezależność polskiego sądownictwa od polityków. Ma ono ucierpieć wskutek rozwiązań prawnych, wzorowanych na tych, jakie obowiązują w jej własnym państwie. Nie ma z tym problemu także Czeszka, zatroskana dziś potencjalnymi kłopotami jednej z prywatnych telewizji na polskim rynku, a o naszą praworządność martwiąca się właściwie non stop. Można powiedzieć – dbają o nas naprawdę najlepsze kadry.

W istocie mało się to różni od lamentów nad powrotem do czasów komuny i straszenia recydywą PRL, jaką co jakiś czas częstuje nas na Twitterze Dariusz Rosati. Dawny aparatczyk, o którym dzięki PO nie można nawet napisać „emerytowany”, co pewien czas wybucha antykomunistyczną retoryką, skierowaną oczywiście przeciw PiS, a nie swoim towarzyszom, jak Belka czy Miller. „W 2019r zestaw BigMac kosztował 16 zł. Dziś jest 20 zł. Wzrost ceny o 25 proc. w dwa lata #inflacja” – pisze jeden z bohaterów „Resortowych dzieci” na Twitterze, a jeden z komentujących czujnie zauważa, że pamięta, ile dwa lata temu płacił w McDonaldzie, a już o tym, że był w partii, najwyraźniej zapomniał.

I tak to jest z pamięcią największych krytyków dzisiejszych reform. A być może to nie brak pamięci, lecz po prostu podwójne standardy. Rosario Silva de Lapuerta uważa, że kraje Europy Wschodniej są zbyt mało cywilizowane i zbyt krótko cieszą się demokracją, by dać ich obywatelom i rządom takie same prawa jak na Zachodzie. Podobne argumenty były zresztą formułowane wprost, o czym nie tak dawno wspominał Zbigniew Ziobro. A że Zachód sam nie upilnuje, potrzebuje odpowiednio zakompleksionych, a zarazem skompromitowanych elit, którym będzie mógł zlecić pewne zadania w imię jak najgorzej pojętej zasady pomocniczości. Jourová weźmie w tym udział, ciesząc się, że padło na Polskę i Węgry, a nie Czechy, więc jej mocodawcy Babišowi nikt nie będzie przesadnie patrzył na ręce, Rosati zaś przyjmie to wszystko jako oczywistą oczywistość, bo sam ma przepustkę do tych nowych elit, a Polakami gardzi nie mniej od Silvy de Lapuerty.

I tak to się będzie kręciło, dopóki w UE nie zmieni się układ sił lub nie zawali się ona pod ciężarem własnych elit, ich zepsucia i kolejnych, coraz trudniejszych dla narodów reform.

     

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze