Kontrolowany prozachodni kurs Mołdawii

Fot. Pixabay
Fot. Pixabay

KISZYNIÓW \ Rosjanie nie chcą stracić swoich wpływów

Dzięki zwycięstwu Partii Działania i Solidarności (PAS) w przedterminowych wyborach parlamentarnych w Mołdawii prezydent Maia Sandu ma więcej narzędzi do przeprowadzenia reform w państwie i skuteczniejszej walki z oligarchami oraz korupcją. Wciąż to jednak bardzo trudne zadanie. – Zwykła większość parlamentarna zdobyta przez prounijne ugrupowanie nie wystarczy do głębokiej reformy państwa. Do poważnych zmian potrzebna jest również władza sądownicza – uważa Jakub Augustyn Maciejewski, publicysta, znawca mołdawskiej sceny politycznej.

Partia Działania i Solidarności (PAS), uzyskując w wyborach wynik 52,74 proc., stała się najpotężniejszą siłą polityczną w Mołdawii. Dzięki temu wynikowi ugrupowanie prezydent Mai Sandu będzie mogło samodzielnie stworzyć rząd, gdyż dysponuje 63 posłami w 101-osobowym parlamencie.

Jest dobrze, choć miało być lepiej

Bardzo dobry wynik wyborczy ugrupowania wynika z charyzmy Mai Sandu i jej legendzie, którą stworzyła w oparciu o pracę jako minister edukacji 10 lat temu. Jako polityk, która sprawowała również inne ważne funkcje (m.in. jako doradca dyrektora zarządzającego Bankiem Światowym w Waszyngtonie), wybrała mniej płatną i prestiżową pracę dla Mołdawii. – W kuluarach mówiło się o tym, że Partia Działania i Solidarności miała cichą nadzieję na zdobycie większości konstytucyjnej, czyli 2\3 ze 101 mandatów w parlamencie, co ostatecznie się nie udało – mówi Jakub Augustyn Maciejewski. Spodziewano się, że na fali zwycięstwa Mai Sandu w listopadowych wyborach prezydenckich również w lipcu br. tłumy pójdą oddać głos na jej partię. Do osiągnięcia celu zabrakło kilkunastu tysięcy głosów.

Porażka prorosyjskich sił

Na drugim miejscu z wynikiem 27,4 proc. uplasował się prorosyjski Blok Wyborczy Komunistów i Socjalistów (BECS), który powstał z połączenia Partii Socjalistów (PSRM) kierowanej przez byłego prezydenta Igora Dodona oraz Partii Komunistów (PCRM). Wynik ten należy uznać za olbrzymią porażkę PSRM, która jeszcze dwa lata temu była największą siłą w parlamencie. Pięcioprocentowy próg wyborczy przekroczyła jeszcze partia Şor (5,75 proc. głosów). Zdaniem Maciejewskiego porażkę wyborczą socjalistów należy tłumaczyć społecznym zmęczeniem prorosyjskimi oligarchami oraz funkcjonującym układem korupcyjnym. – Nie należy zapominać także o specyficznym poparciu sił zakulisowych, środowisk wpływających na media, które zdecydowały się nie popierać socjalistów i Igora Dodona w tych wyborach – wskazuje publicysta.

Zachód chce pomóc Mołdawii

Nowe władze w Kiszyniowie będą mogły liczyć przy reformowaniu państwa na znaczne wsparcie Unii Europejskiej. Jeszcze przed wyborami parlamentarnymi Komisja Europejska poinformowała o pakiecie wsparcia dla Mołdawii, wynoszącym ok. 600 mln euro. – Fundusze będą olbrzymim zastrzykiem, na pewno nie zostaną tak zmalwersowane, jak za poprzedników Mai Sandu – mówi Maciejewski.

Prozachodni kurs Kiszyniowa wspierany jest też przez Rumunię, która uważa Mołdawię za cześć swojej wspólnoty kulturowej i narodowej. Jednak to Niemcy okazują się najsilniejszym partnerem i motorem zmian w Mołdawii. Partia Działania i Solidarności jest stowarzyszona z Europejską Partią Ludową, w której najmocniejszą pozycją mają Niemcy. Z Maią Sandu półtora roku temu spotkała się kanclerz Angela Merkel. – Wydaje się, że ten proniemiecki kurs Kiszyniowa nie zaszkodzi rosyjskim interesom, przynajmniej nie tak, jak można było się spodziewać – zauważa Jakub Augustyn Maciejewski. – Sama władza ustawodawcza i wykonawcza to jednak za mało, żeby przeprowadzić głębokie reformy w Mołdawii. Zmiany mogą zostać zatrzymane przez Trybunał Konstytucyjny – dodaje.

Cień Kremla pozostanie

Warto przypomnieć, że w 2016 r. mołdawski sąd konstytucyjny stwierdził po 16 latach funkcjonowania poprawki do ustawy zasadniczej, że wybory prezydenckie powinny być powszechne (do tej pory o wyborze głowy państwa decydował parlament). Głęboka zmiana ustrojowa, czyli danie głowie państwa mandatu bezpośredniego w wyborach ogólnokrajowych, została zdefiniowana przez trybunał przekupiony przez ludzi oligarchy Valda Plahotniuka. – Kolejnym problemem, z jakim partia Mai Sandu i ona sama muszą się zmierzyć, jest Rosja, jej agenci i akolici oraz separatystyczne Naddniestrze, a także liczne powiązania mafii i oligarchii. Często Kreml wykorzystywał Mołdawię jako pośrednika do ciemnych interesów. Rosyjskie wpływy sprawią, że gruntowna reforma, która mogłaby zaszkodzić finansom wschodnich partnerów Mołdawii, może być bardzo utrudniona – kończy Maciejewski.

Albicla.com\PawelKryszczak

     

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze