Nie róbmy dobrej miny do złej gry...

Fot. Tomasz Adamowicz
Fot. Tomasz Adamowicz

PUBLICYSTYKA \ Sojusz, który dobrze nie wróży

Przez 250 lat z okładem mówiliśmy, jak to źle dla Polski, gdy nasi sąsiedzi z zachodu i wschodu, a więc Niemcy (Prusy) i Rosja, dogadują się ponad głowami Polski. I to obojętnie, czy Rzeczpospolita jest, istnieje formalnie na mapie Europy, czy nie (w okresie rozbiorów). To przykre, że dzisiaj do tego niewątpliwego dogmatu należy dodać inną obawę: gdy Niemcy z Ameryką dogadują się ponad głowami Polski i naszego regionu Europy, to nic dobrego dla nas i naszych wschodnich i południowych sąsiadów nie wynika.

Ostatnia wizyta kanclerz Merkel w Waszyngtonie, a jednocześnie pierwsze spotkanie 46. prezydenta USA z przywódcą największego państwa członkowskiego Unii Europejskiej pokazało zarysowujący się sojusz – mimo werbalnych różnic – który dobrze nie wróży.

Jestem długo w polityce i rozumiem doskonale emocje, które nią targają. Rozumiem też prymat polityki wewnętrznej nad polityką międzynarodową praktycznie w każdym kraju na świecie. Rozumiem zatem, że Joseph Robinette Biden i demokraci nigdy nie zapomną i nigdy nie wybaczą Donaldowi Johnowi Trumpowi zwycięstw i jego upokarzania amerykańskiego establishmentu (którego zresztą był częścią). Stąd też odruch Pawłowa w Białym Domu: jak Trump publicznie sztorcował Niemców i jego administracja zwalczała Nord Stream 2, to teraz Waszyngton będzie Niemców przytulał i w praktyce zgadzał się na ukończenie Gazociągu Północnego. Skądinąd podobnie z Francją: Macron w pewnym momencie poszedł na taktyczny sojusz z Trumpem, więc dzisiaj Paryż, przecież ideologicznie bliski „wartościom”, które wyznaje Biden i jego obóz, jest traktowany przez nich „per noga”, a demokraci faworyzują Berlin. Sam J.R. Biden stał się najbardziej proniemieckim prezydentem od czasów: republikanina George’a Walkera Busha (czyli Busha juniora).

Wszystko to ciekawe i pouczające, ale mnie jako polskiego polityka interesuje dobro mojego kraju. A w naszym interesie narodowym nie jest porozumienie naszego sojusznika numer 1, czyli Stanów Zjednoczonych, z największym państwem UE, czyli Niemcami, jeśli odbywa się ono kosztem państwa polskiego. A tak się dzieje, ponieważ akceptacja przez Waszyngton Nord Streamu, niezależnie od jego intencji, godzi w nasze strategiczne interesy. Ten nowy amerykańsko-niemiecki sojusz to część geopolitycznych ruchów tektonicznych, które pojawiły się po listopadowym zwycięstwie Bidena w wyborach prezydenckich w USA.

Z Ameryką łącza nas stałe interesy, ale to nie oznacza, że będziemy robić dobrą minę do ich złej gry. Powinni to zrozumieć jak najszybciej. Powinniśmy im to jak najszybciej uświadomić...

     

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze