Feminizm na rosyjską nutę

Fot. Marcin Pegaz
Fot. Marcin Pegaz

PUBLICYSTYKA \ O wątpliwym poczuciu czasu słów kilka

Przez lata w sieci krążył mem o przeglądarkach internetowych. Odbywały one swoistą musztrę, podczas której ikona jednej zadawała pytania pozostałym czterem. „Kim jesteśmy?”, „Czego chcemy?”, „Kiedy tego chcemy?”. Trzy odpowiadały jak na komendę i tylko biedny Internet Explorer, dopiero gdy pozostałe dawno wykrzyczały, kim są, czego chcą i kiedy tego chcą, odpowiadał „Przeglądarkami”, czyli… na pytanie numer jeden.

To koszmarne opóźnienie postanowiły przebić właśnie dwie zapomniane i jedna mało znana artystka, które w ostatnich dniach lipca wypuściły singiel i teledysk, mający być w ich zamyśle hymnem Strajku Kobiet, a więc protestów społecznych, które miały miejsce jesienią zeszłego roku, z apogeum w październiku. Potem fala wytraciła dynamikę, doszło do konfliktów między organizatorkami, a frakcja szczerze radykalna rozczarowała się koleżankami, które wybrały drogę KOD 2.0, stając się maskotkami liberalnego mainstreamu. Błyskawice zostały w wielu warszawskich oknach i na murach, ale to już raczej martwa, choć krzykliwa natura.

Nie znaczy to, że aura wzburzenia przeciwniczek rządu zniknęła, co jakiś czas ktoś próbuje się po te emocje schylić, jednak z fali, która miała zmieść rząd, Kościół i cały konserwatywny ład społeczny nie zostało na razie zbyt wiele. Czasem jednak ktoś chce tamten protest zdyskontować nie tyle polityczne, ile ekonomicznie. Niekiedy bardzo bezczelnie, oferując kobietom drogą biżuterię z motywami graficznymi strajku, a niekiedy w przebraniu sztuki zaangażowanej – i to właśnie robią Mandaryna i Gosia Andrzejewicz, które swoje, wątpliwe zresztą od strony artystycznej, sukcesy sceniczne odnosiły ponad dekadę temu, wraz z bliżej nieznaną Iną. Banalny tekst, teledysk ze zmontowanych ujęć z protestów, wreszcie muzyka, zapożyczona z przeboju rosyjskiej grupy t.A.T.u. z przełomu wieków.

To ostatnie dodaje sprawie dodatkowego smaczku. Dwie Rosjanki zaczynały swoją przygodę z muzyką jako skandalizujący, zbuntowany duet, szokujący udawanym lesbijskim coming outem. Nad dziewczynami pracował sztab fachowców, miały pociągający zwłaszcza męską widownię image, na ogół niezłe teledyski i całkiem ciekawą muzykę. Na kilka lat zniknęły, teraz Julia, ta bardziej zbuntowana, popiera Putina i w ramach jego partii próbuje sił w rosyjskiej polityce. I taki to właśnie bunt, skok na kasę i wtedy, i teraz. Nigdy nie będziesz szła sama – zapewniają wokalistki i faktycznie idą razem po pieniądze bardziej naiwnych lub wyrachowanych koleżanek.

Na koniec trzeba zauważyć, że październikowy protest przyniósł kilka udanych od strony artystycznej utworów (kto nie boi się nurkować po drugiej stronie barykady, może znaleźć sobie choćby piosenkę „Na prawa się nie czeka” zespołu Criminal Tango i „Czerwona strefa” projektu Bagno, związanego z popularna Hańbą), jednak spóźniony hymn do rosyjskiej melodii na pewno do nich nie należy.

     

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze