Na podbój Wrocławia i Moskwy

Fot. Tomasz Hamrat
Fot. Tomasz Hamrat

SPORT \ Legia zaczyna maraton – siedem meczów w 23 dni

Legia Warszawa po reprezentacyjnej przerwie wraca do gry. Jej ostatnim rywalem przed meczami Ligi Europy będą piłkarze Śląska Wrocław. Trener Czesław Michniewicz przed tym meczem spotkał się z dziennikarzami. Większość wypowiedzi dotyczyła jednak nowych piłkarzy i środowego meczu ze Spartakiem w Moskwie.

Liga Europy to na dziś dobre miejsce dla nas – przyznał Michniewicz. – Jesteśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy. Nie udało się awansować do Ligi Mistrzów, ale nie gramy też w Lidze Konferencji. Myślę, że mamy satysfakcję z tego, co udało się zrobić. Graliśmy dużo meczów od lipca do sierpnia, do przerwy na reprezentacje. Przegraliśmy w pucharach tylko jeden spotkanie, z Dinamem Zagrzeb, to kluczowe jeśli chodzi o awans do Ligi Mistrzów. Budujemy swoją pozycję w Europie. Chciałbym, abyśmy w Lidze Europy pokazali się z jak najlepszej strony – powiedział Michniewicz.

Teraz przed mistrzami Polski maraton – siedem meczów w 23 dni. – Czy jesteśmy na to gotowi? Myślę, że tak. Przede wszystkim jesteśmy gotowi kadrowo. Doszło kilku piłkarzy, dwóch wróci po kartkach, ostatni mecz w lidze będą pauzować Josue i Filip Mladenović. To da nam dużo opcji, meczów będzie sporo, w trakcie pojawi się Puchar Polski.  Jesteśmy na to gotowi. Cieszę się bardzo, że nowi zawodnicy do nas dołączyli, bo było troszeczkę problemów na niektórych pozycjach. Teraz będzie rywalizacja po dwóch piłkarzy na miejsce w składzie. Nie ma lepszej sytuacji. Oczywiście, ten który nie gra, jest lekko niezadowolony. Ale z drugiej strony – ten, który gra, też musi czuć oddech przeciwnika na plecach. Dziś taką sytuację mamy – stwierdził Michniewicz.

Legia zaangażowana w walkę w Europie przegrała już dwa mecze w Ekstraklasie – na wyjazdach z Radomiakiem i Wisłą Kraków.

–  Musimy doprowadzić do tego, aby nie stracić zbyt wielu punktów w lidze? Cztery mecze, dwa wygrane, dwa przegrane – 50 procent przegranych gier. Niefortunnie przegraliśmy w Radomiu – po części ze swojej winy, bo dostaliśmy dwie czerwone kartki. Z Wisłą Kraków był wyrównany mecz. Teraz zagramy ze Śląskiem Wrocław, który jest na fali i od przyjścia Jacka Magiery zmienił oblicze. Trudne zadanie przed nami, ale liczymy na to, że zagramy na miarę naszego potencjału. Większość piłkarzy jest gotowych do gry, poza Josue i Mladenoviciem, którzy są zawieszeni. Spodziewamy się dobrego spotkania. Myślę, że to bardzo solidny zespół, który marzy o tym, aby za rok znów zagrać w pucharach. Jest to możliwe, bo w tej drużynie drzemie duży potencjał – chwalił rywali trener Legii.

W ostatnich dniach okienka do Warszawy trafiło czterech nowych graczy.

– Czego oczekuję od nowych piłkarzy? Cieszę się bardzo, że są z nami. Powiem tak: każdy z nich ma coś innego do zaoferowania. Jeśli chodzi o Jurgena Celhakę, to młody, obiecujący gracz, ma świetne parametry fizyczne. Liczymy na to, że szybko się zaaklimatyzuje. Jest to jego pierwszy zagraniczny klub. Ihor Charatin – myślę, że będzie mu łatwiej, bo już grał w dobrym klubie, w europejskich pucharach. Nawet dziś pytałem go, jak to się stało, że strzelał rzuty karne w Ferencvarosi TC, bo w meczu ze Slavią wykonywał „jedenastkę”. A on mówi do mnie: „Trenerze, nie tylko ze Slavią, bo z Barceloną też strzeliłem”. Zrobił wrażenie na stołówce, przy śniadaniu, jak powiedział, że Barcelonie też strzelił karnego. Widać, że to bardzo pozytywny chłopak. Umiejętnie posługuje się językiem, zna rosyjski, angielski, także na pewno będzie mu łatwiej. Dużo też rozumie. Jego ojciec pochodzi ze Lwowa, matka z Węgier, taka trochę mieszanka narodowościowa. Yuri Ribeiro jest z nami troszeczkę dłużej. Jego problem polegał na tym, że nie trenował z zespołem. Pracował indywidualnie i to było widać w pierwszych dniach, gdy brakowało mu troszeczkę ogłady taktycznej, technicznej, z piłką. Ma duże szanse, aby wystąpić w najbliższych meczach. Lirim Kastrati – jego akurat znamy, bo mieliśmy z nim bezpośredni kontakt, w meczu z Dinamem Zagrzeb. Pokazał szybkość, na tle naszych obrońców, gdzie Maik Nawrocki ratował się skutecznym wślizgiem. Dużo mówiliśmy o tym zawodniku, o sposobie przyjmowania piłki przez niego. Bardzo na niego liczę, bo to gracz inny niż pozostali. Przede wszystkim, to zawodnik, który daje opcje w ataku. To typowy skrzydłowy, z konieczności może występować jako wahadłowy, może też grać na dziesiątce. Można fantastycznie go wkomponować w zespół. To doświadczeni piłkarze, może poza Jurgenem. Liczę na to, że aklimatyzacja będzie przebiegała szybko. Każdy z nich ma szanse zagrać we Wrocławiu. Niczego nie wykluczam – przyznał Michniewicz.

Poza dwójką pauzującą po czerwonych kartkach i przechodzącym rehabilitację po operacji Bartoszu Kapustce reszta piłkarzy jest do dyspozycji trenera.

– Pod znakiem zapytania stoi jeszcze występ Mattiasa Johanssona. Wrócił po dwóch meczach rozegranych w reprezentacji Szwecji, wcześniej u nas nie trenował, miał różne dolegliwości. Decyzja zapadnie po treningu. Wrócił obolały, nie do końca zdrowy. Musimy się zastanowić, czy zostanie tutaj i będzie indywidualnie trenował jutro, do południa, z Przemkiem Małeckim, z Josue i Mladenem. Być może Mattias również dołączy do tej grupy i będzie się spokojnie przygotowywał do meczu ze Spartakiem. Kastrati miał spotkanie w ambasadzie. Prawdopodobnie otrzyma wizę rosyjską, nie mam jeszcze potwierdzonej informacji, zostanie dowieziony do hotelu we Wrocławiu – dodał Michniewicz.

     

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze