Ideologia dla najbogatszych

Fot. Filip Błażejowski
Fot. Filip Błażejowski

GOSPODARKA \ Czy życie w Europie stanie się luksusem?

Liberalna elita Europy oraz Zieloni powinni w końcu zderzyć się ze ścianą, by otrzeźwieć i zobaczyć, do jakiej biedy i frustracji społeczeństw prowadzą ich idee. Bo bunt w Unii Europejskiej narasta – od Berlina po Madryt.

Zieloni chcą, żeby natychmiast wszystko stało się eko – przemysł, rolnictwo, mieszkania. Nie liczą się z tym, że pod wpływem ich żądań prąd wkrótce stanie się w Europie luksusem, a mięsożercy zaczną przymierać głodem, bo „krowie beknięcia”, czyli – mówiąc bardziej uczenie – emisja metanu pochodzącego z fermentacji materii organicznej we wnętrznościach przeżuwaczy, to kilka procent światowej emisji gazów cieplarnianych.

Na skutek zielonej ideologii cena uprawnień do emisji dwutlenku węgla tylko w zeszłym roku wzrosła o 140 proc. do ponad 50 euro za tonę, co od razu przełożyło się na skok cen energii. W Hiszpanii i Portugalii hurtowe ceny za megawatogodzinę sięgnęły aż 190 euro. Tamtejsze związki zawodowe przeprowadziły wielką akcję protestacyjną. Na razie bez odzewu w Brukseli – Zieloni oczekują, że ceny uprawnień osiągną poziom 150 euro za tonę do 2030 r. Wtedy grzać się będziemy tylko przy świecach – choć i to, jak palenie w kominku, może być zabronione, bo świece też kopcą.

Przypomnijmy, że już podczas ostatniej, lekkiej zimy zarówno Hiszpania, jak i inne kraje Zachodu borykały się z ogromnymi zakłóceniami w dostawach energii. – Po raz pierwszy od wielu dekad bogate społeczeństwa Europy Zachodniej zaczęły się bać biedy i mrozu – podkreśla europosłanka PiS Izabela Kloc.

Berlińczycy, podobnie jak mieszkańcy wielu innych wielkich miast, przerażeni są natomiast szalejącymi cenami mieszkań i najmu. Dlatego też wspólnie z wyborami do niemieckiego parlamentu zostało przeprowadzone w Berlinie referendum ws. wywłaszczenia funduszy, które są właścicielami mieszkań. Aż 56,4 proc. głosujących opowiedziało się za tym rozwiązaniem. Sprawa ta jest szokująca nie tylko dla Niemców, lecz także dla całej Europy, gdzie prawo własności wydaje się święte. Eksperci krytykują niemieckie samorządy za bezmyślną, opartą na liberalnych zasadach politykę mieszkaniową. Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments, podkreśla, że przez ostatnie lata ceny mieszkań i czynsze najmu rosły w stolicy naszych zachodnich sąsiadów cztery razy szybciej niż wynagrodzenia ludności. – Wcześniej Niemcy pozwolili na szeroki dopływ kapitału inwestycyjnego na rynek mieszkaniowy. Największe fundusze posiadające mieszkania w Berlinie przez lata gromadziły portfel mieszkań, m.in. kupując je od władz lokalnych lub skupując inne podmioty – przypomina Turek. – Napływ kapitału inwestycyjnego skutkował wzrostem cen mieszkań. To powodowało, że coraz mniej osób było w stanie kupić nieruchomość, ale przecież musieli gdzieś mieszkać. W naturalny sposób grupa ta zasilała więc grono najemców. Skoro chętnych na najem było coraz więcej, a mieszkań w tym tempie nie przybywało, to prowadziło to do wzrostu czynszów – wyjaśnia. Samorząd zaproponował wprowadzenie kontroli czynszów, ale niemiecki odpowiednik naszego Trybunału Konstytucyjnego cofnął te regulacje w ramach obrony wolnego rynku.

Zdaniem Turka z podobnym problemem już za kilka–kilkanaście lat mierzyć mogą się też Polacy. – Już dziś co i rusz dowiadujemy się o spektakularnych transakcjach zawieranych pomiędzy deweloperami i najczęściej zagranicznymi funduszami inwestycyjnymi. W ich efekcie w ręce funduszy wpadają całe budynki, osiedla, a nawet całe firmy deweloperskie. To powoduje, że oferta mieszkań na sprzedaż topnieje. Przy stałym i bardzo wysokim popycie konsekwencją są rosnące ceny – mówi ekspert. Niezadowolenie społeczne zaś narasta. Pytanie, czy skończy się na referendach i propozycji wywłaszczenia, czy manifestacjach pod hasłem – wasze kamienice, nasze ulice.

     

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze