Kolejny dzień, a Liban nie płonie

numer 2026 - 16.05.2018Publicystyka

„Bejrut, Trypolis, Tyr, Sydon się palą. Kolejny rok, a Liban płonie” – tak ongiś śpiewała punkrockowa kapela KSU. Pieśń wspomnienie z przykrych lat 80., kiedy Liban niczym dzisiejsza Syria był ofiarą wielkiej polityki i lokalnych rzezimieszków. To już nie wróci, jak zapewniają Libańczycy. Wojna nikomu się nie opłaca, a najmniej zwycięskiemu w majowych wyborach Hezbollahowi.

W przemówieniu po wyborach z 6 maja lider szyickiej Partii Boga Sayyed Hassan Nasrallah zaznaczył, że należy rozpocząć intensywne prace na rzecz państwa. Nasrallah, doskonały mówca, charyzmatyczny lider i organizator, nie odniósł się w swoim przemówieniu do sytuacji w regionie. Podziękował za licznie oddane głosy, które nie były dla nikogo zaskoczeniem, albowiem masy szyickie, niczym dawne osiedla milicyjno-wojskowe w kraju nad Wisłą, zdyscyplinowanie przystąpiły do wyborów. – Zagłosowali wszyscy oprócz mnie – zakończył przebywający w ukryciu od 2006 r. sekretarz generalny Partii Boga. Zwycięstwo Hezbollahu w wyborach paradoksalnie może oznaczać utrzymanie pokoju w Libanie i całym regionie. Dla kraju cedrów każdy dzień bez wojny jest na wagę złota.

Co Nasrallah powie, to zrobi

Według nieoficjalnych danych Hezbollah dysponuje arsenałem ponad 140 tys. rakiet różnego zasięgu. Do tego posiada od 60 do 80 tys. doskonale wyposażonych, wyszkolonych, zmotywowanych oraz doświadczonych w bojach żołnierzy. Po wygranych kampaniach z Izraelem i ISIS w Syrii światowi eksperci są zgodni, że tzw. Islamski Ruch Oporu, zbrojne ramię Partii Boga, jest regionalną potęgą. Jest to siła, przed którą Izrael czuje wyjątkowy respekt, a izraelskie społeczeństwo wręcz paniczny strach. „Hezbollah przewyższa siłą ognia armię większości państw świata i dorównuje potencjałem światowym mocarstwom” – komplementują śmiertelnego rywala izraelscy wojskowi, niejako usprawiedliwiając się na wypadek kolejnego przegranego z szyitami starcia. Izrael uważa Hezbollah za swojego największego wroga, który musi być zniszczony. Partia Boga jest nie tylko irańską pięścią wymierzoną w Syjon, ale przede wszystkim naraża na szwank reputację izraelskiego oręża. „Palestyńczyków mordujecie, a nas się boicie” – słychać okrzyki szyickich wyrostków przy Bramie Fatimy dzielącej Liban z ich zdaniem okupowaną Palestyną.

Hezbollah, mimo że sam zainicjował metodologię zamachów samobójczych, jest daleki od ryzykownych działań, które mogą prędzej zaszkodzić niż przynieść korzyści. Od 2008 r. wielu znanych dowódców Partii Boga zginęło od izraelskich zamachów lub nalotów. – My wybierzemy miejsce i sposób zemsty za śmierć Imada ­Mougneja, Moustafy Badradina, Samira Kuntura – oznajmiał Nasrallah na kolejnych pogrzebach decydentów partyjnych, po czym dodawał – w swoim miejscu i w swoim czasie. A co Nasrallah powie, to zrobi. Właśnie w odpowiednim miejscu i czasie. Na razie ma być cisza.

Hezbollah nie przetrwa koalicji

Według izraelskich szacunków i zapewnień Nasrallaha szyici są w stanie zająć izraelską część Galilei, jak i dotkliwie pokiereszować wrażliwą na straty ludzkie armię izraelską. Ale jest to mało prawdopodobne, aby w ostatecznym rozrachunku utrzymali oni swoją zdobycz, która i tak jest im niepotrzebna. Szyici są w stanie doprowadzić do wielkich zniszczeń w Izraelu (bombardując m.in. składy azotu w Hajfie i robiąc desant na port w tym mieście), ale nie unikną izraelskiego odwetu wymierzonego w libańską infrastrukturę oraz ludność cywilną, a przede wszystkim w szyickie obszary kraju, które znowu zamienią się w stertę gruzów. Nie ma na to zgody w Libanie, w którym słabe łącza internetowe oraz przerwy w dostawach prądu przypominają o poprzedniej wojnie z 2006 r. niemal kilka razy na dobę.

Nasrallah od wczesnych lat 90



zawartość zablokowana

Autor: Paweł Rakowski


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się