Kolejny dzień, a Liban nie płonie

​BLISKI WSCHÓD \ Korespondencja „Codziennej”

„Bejrut, Trypolis, Tyr, Sydon się palą. Kolejny rok, a Liban płonie” – tak ongiś śpiewała punkrockowa kapela KSU. Pieśń wspomnienie z przykrych lat 80., kiedy Liban niczym dzisiejsza Syria był ofiarą wielkiej polityki i lokalnych rzezimieszków. To już nie wróci, jak zapewniają Libańczycy. Wojna nikomu się nie opłaca, a najmniej zwycięskiemu w majowych wyborach Hezbollahowi. W przemówieniu po wyborach z 6 maja lider szyickiej Partii Boga Sayyed Hassan Nasrallah zaznaczył, że należy rozpocząć intensywne prace na rzecz państwa. Nasrallah, doskonały mówca, charyzmatyczny lider i organizator, nie odniósł się w swoim przemówieniu do sytuacji w regionie. Podziękował za licznie oddane głosy, które nie były dla nikogo zaskoczeniem, albowiem masy
     
10%
pozostało do przeczytania: 90%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze