Ignorancja jako siła

ROSJA \ Polityka historyczna w służbie imperium

numer 2027 - 17.05.2018Publicystyka

Putinowska Rosja chętnie wykorzystuje historię jako narzędzie do prowadzenia polityki, a gdy trzeba – wojny. Skoro nie ma argumentów prawnych ani moralnych, by dokonać agresji wobec sąsiadów, pozostaje propaganda i odpowiednio spreparowana wersja historii. I okazuje się to zadziwiająco skuteczne, nawet część Polaków daje się na to nabierać.

W budowaniu narracji historycznej rosyjska władza stosuje metodę „nogi wsadzonej w drzwi”. Każde najmniejsze ustępstwo na rzecz ich wersji historii powoduje kolejne żądania. Tu nie chodzi tylko o sprawy symboliczne, o inne punkty widzenia, o dyskusję. W pewnym momencie historia niepostrzeżenie może się stać uzasadnieniem dla jak najbardziej współczesnych agresji.

Jednocześnie żyjemy w czasach, w których rządzi paradoks – coraz częstsze odwoływanie się przez polityków do historii idzie bowiem w parze z coraz mniejszą jej znajomością. Jest to zjawisko ogólnoświatowe i tym bardziej trzeba na nie reagować.

Polska ustawa dekomunizacyjna i inne wysiłki zmierzające do odkłamywania naszej historii wzbudzają opór i kontrofensywę propagandową Rosji. Nic dziwnego. Rosja stara się wmówić nie tylko swoim obywatelom, ale i całemu światu, że bez Związku Sowieckiego, Stalina, Armii Czerwonej, NKWD, „narodu radzieckiego” – parafrazując klasyka – nie byłoby niczego, bo to po prostu filar cywilizacji ludzkiej. Konsekwencje przyjęcia takiego punktu widzenia są bardzo poważne.

Imperium ma prawo zmieniać granice

Agresję na Ukrainę propaganda rosyjska uzasadniała tym, że Ukraina to w zasadzie Rosja (tzw. Mała Rosja), gdyby nie było ZSRS, nie byłoby Ukrainy (bo formalnie istniała Ukraińska Republika Sowiecka), a gdyby nie decyzja Chruszczowa (dodawano czasem „pijanego Chruszczowa” i przypominano, że etnicznie miał ukraińskie pochodzenie), to do Ukrainy nie należałby Krym. I wielu w to uwierzyło, nie tylko Rosjanie. Ten punkt widzenia przyjęła także część Polaków, nie zdając sobie sprawy, że to kłamstwa lub manipulacje i że nie chodzi tylko o Ukrainę, ale docelowo też o Polskę.

Wielu Polaków jest bezbronnych wobec takich perfidnych kłamstw i manipulacji. Dla kogoś, kto nie interesuje się jednocześnie historią, polityką i prawem międzynarodowym (a takich jest większość) nieuchwytny pozostaje sens i cel takiego manewru propagandowego, w konsekwencji skrajnie niebezpiecznego dla całej Europy, w tym Polski.

Tymczasem Rosja, powołując się na skomplikowany precedens kosowski (skomplikowany, bo Kosowo miało autonomię w ramach Jugosławii), zaczęła przerysowywanie granic wokół siebie. Uzasadniając, że ma do tego prawo, bo ziemie, które chce zająć, były kiedyś w składzie imperium rosyjskiego bądź sowieckiego.

Walka z nazizmem wiecznie żywa

Jeśli Rosja skutecznie zakwestionuje granice Ukrainy, to w przyszłości z powodzeniem może zrewidować granice czy podważyć prawo do niepodległości innych części byłego ZSRS, np. Litwy, Łotwy i Estonii. Granice Gruzji zresztą zakwestionowano jeszcze przed inwazją na Ukrainę, podobnie jak Mołdawii.

Rosyjska propaganda głosi też, że w krajach bałtyckich są prześladowane mniejszości rosyjskie (nawiasem mówiąc, osiedlane tam w czasach ZSRS) i trzeba ich bronić. Jednocześnie stara się propagandowo skleić, podobnie jak w przypadku Ukrainy, patriotyzm i tożsamość narodów bałtyckich ze zjawiskami kolaboracji z III Rzeszą i w ogóle z szowinizmem. A nazizm i faszyzm przezwyciężyła dopiero Armia Czerwona, choć walka z tym zagrożeniem wciąż trwa.

Owszem, na Ukrainie, Litwie, Łotwie i w Estonii były zjawiska kolaboracji z III Rzeszą i udziału części mieszkańców w zbrodniach na Żydach, Polakach, Rosjanach czy innych przedstawicielach własnych narodów o innych poglądach. Owszem, kraje te borykają się z niechlubnym dziedzictwem w tym sensie, że nie chcą do końca odrzucić przedstawicieli kontrowersyjnych nurtów, by nie zrazić części społeczeństwa



zawartość zablokowana

Autor: Marcin Herman


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się