Wierzę w Sá Pinto

Wywiad \ Z MACIEJEM ŚLIWOWSKIM rozmawia KRZYSZTOF OLIWA

numer 2103 - 16.08.2018 Sport

Vešović to bardzo dobry zawodnik, ale przy rodakach nie potrafił pokazać swoich umiejętności. Antolić też za mało z siebie daje. Trochę za bardzo wszyscy kisili się w bałkańskim sosie. A na Carlitosa od razu naskoczono – mówi były piłkarz m.in Legii Warszawa i Rapidu Wiedeń.

W czwartek Legia rozgrywa rewanżowy mecz z FC Dudelange. Gdzie szukać racjonalnych przesłanek, że mistrzowie Polski odrobią straty, przecież w Warszawie byli wyraźnie gorsi?

Najważniejsze będzie ustawienie zespołu. Zawodnicy nie są dobrze przygotowani do sezonu, ale jeśli każdy się dowie, jak trzeba się poruszać po boisku, to źle nie będzie. W drużynie jest ogromny potencjał, tylko piłkarze nie wiedzą, co mają robić na boisku. Wierzę w to, że trener Sá Pinto właściwie poustawia zawodników. Portugalczyk mówi, że widział kilka spotkań Legii i wie, gdzie leży problem.

Zmiana trenera już na początku sezonu to dowód na to, że Dariusz Mioduski pomylił się z wyborem szkoleniowca?

Oczywiście, że tak. Sam się zresztą do tego przyznał. Należało z pompą, kwiatami i orderami pożegnać po zdobyciu mistrzostwa Polski Deana Klafuricia. Jego zasługą było to, że udało się mu oczyścić atmosferę po Romeo Jozaku. Gdy Legia zaczęła nowe rozgrywki, zobaczyliśmy drużynę kompletnie nieprzygotowaną do gry. Pokazało to wyraźnie, że Klafurić jest jeszcze zbyt słabym szkoleniowcem, aby prowadzić taki zespół. Może to też kwestia doboru asystentów. Na kim on miał polegać? Potem był Vuković. OK, to fajny chłopak, ale wciąż sporo mu brakuje. Przede wszystkim w szatni ma kolegów, a nie podopiecznych. To jeszcze nie jest ten moment, aby być autorytetem dla piłkarzy. Być może tak się stanie, gdy spróbuje gdzieś samodzielnej pracy i tam się sprawdzi. Może i jest legendą klubu, ale nie trenerem pierwszej drużyny.

Słowo „legenda” jest ostatnio na czasie przy Łazienkowskiej. Chodzi o publiczne przepychanki Vukovicia z Wojciechem Kowalczykiem. Kto jest większą legendą? „Vuko” czy „Kowal”?

Nawet sobie nie żartujmy. Dla mnie wybór jest oczywisty – Kowalczyk. Vuković nie miał przede wszystkim takich umiejętności. „Kowal” potrafił w kwadrans strzelić trzy gole i zejść z boiska, bo sprawa była załatwiona. Znam Wojtka bardzo dobrze. Darzę go niesamowitą sympatią. Ma bardzo ostry język, ale jego opinie są trafne. Być może jest to zbyt trudne, zbyt dosadne, zbyt kąśliwe dla niektórych ludzi. Na miejscu Vukovicia nie obrażałbym się na „Kowala”.

Vuković wprawdzie nie wprost, ale wyzwał Kowalczyka „na solo”.

„Kowal” powiedział, co o nim myśli. Jestem zdania, że gdyby dziś Żyleta miała się opowiedzieć za którymś z nich, wszyscy stanęliby po stronie Wojtka.

Jest pan pewien?

Tak. Jego słowa pod adresem Legii nie są wprawdzie ostatnio zbyt eleganckie, być może powinien trochę ważyć słowa, ale on zawsze taki był. W czasach, gdy razem graliśmy, sytuacja była identyczna. Młody gówniarz nie odzywał się za bardzo do nikogo, ale gdy coś mu nie pasowało, nie miał problemów z tym, aby komuś coś wygarnąć. I nie były to kaprysy, tylko szczere i przeważnie trafne opinie. Zostawało to wtedy między nami. Smród się nie roznosił. Teraz Kowalczyk nie jest częścią zespołu. Nie wie, co się dzieje. Poszczególni piłkarze mogą mieć różnego rodzaju problemy. Dlatego na jego miejscu starałbym się stonować trochę język.

Czasem na jaw wychodzą konflikty z szatni



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Oliwa


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się