Śląsk traci miliardy na skutek unijnej polityki

numer 2104 - 17.08.2018

Tezy o katastrofalnym wpływie dwutlenku węgla produkowanego przez człowieka na ziemski klimat nie zostały nigdy do końca dowiedzione. Tymczasem na ich podstawie podjęto drastyczne decyzje polityczne, które już doprowadziły do likwidacji setek tysięcy miejsc pracy, upadku firm i wzrostu cen energii w Europie.

Takie wnioski można wyciągnąć z wypowiedzi ekspertów uczestniczących w konferencji pod nazwą Społeczny PRE_COP24, zorganizowanej w Katowicach przez największe krajowe centrale związkowe dla wypracowania i przedstawienia stanowiska strony społecznej oraz przemysłu przed grudniowym szczytem klimatycznym COP24 w Polsce.

– Ubiegłoroczna wielkość importu węgla do Unii Europejskiej – 173 mln ton – odpowiada pracy 57 kopalń, które mogłyby dawać na terenie UE ok. 175 tys. miejsc pracy w górnictwie i 700 tys. kolejnych w jego otoczeniu – podkreślił podczas konferencji prezydent stowarzyszenia Euracoal Tomasz Rogala, a zarazem prezes Polskiej Grupy Górniczej (PGG).

Skąd tak wielki import węgla, skoro ekolodzy i wielu zachodnich polityków tak mocno go zwalcza? Powód jest prosty: odnawialne źródła energii (OZE), na które postawiły

m.in. Niemcy, Austria i Skandynawia, nie są w stanie zaspokoić potrzeb mieszkańców i przede wszystkim przemysłu na energię. – Baterie słoneczne i wiatraki pracują w zależności od kaprysów pogody – podkreśla Bartosz Filus, ekspert energetyczny. – Mimo to trwa kampania propagandowa w Europie, by je montować nawet przy prywatnych domach. Tymczasem dziś nie ma szans, by zakup tych urządzeń się zwrócił.

Według Euracoalu w krajach o największym obecnie udziale OZE w miksie energetycznym – w Danii i Niemczech – końcowe koszty energii dla odbiorcy są najwyższe i sięgają średnio 30 eurocentów za kilowatogodzinę. W krajach, w których OZE jest mniej, jest to 10–15 eurocentów za kilowatogodzinę. Prezes Rogala wylicza, że koszt wspierania OZE, liczony jako dopłaty do megawatogodziny (w przeliczeniu), wynosi w Czechach ok. 700 zł, w Niemczech ok. 600 zł, średnio w UE niespełna 450 zł, a w Polsce prawie 280 zł. – Jeżeli dążymy w Polsce do modelu niemieckiego, to według tych wyliczeń musimy się liczyć z tym, że przy takim samym udziale OZE średnioroczna dodatkowa danina wyniesie ok. 2 tys. zł na gospodarstwo domowe – powiedział prezes PGG.

Najgorsze jest jednak to, że te potworne koszty narzucane europejskim społeczeństwom nic nie dają. Kraje, w których powstaje najwięcej CO2, nie wykładają miliardów na redukcję wytwarzania tego gazu. Podczas gdy w Europie między rokiem 2000 a 2018 konsumpcja węgla spadła o 25 proc., na świecie zwiększyła się w tym samym czasie o 56 proc. Zyskali na tym producenci węgla w Chinach, Australii, Indonezji i Ameryce Południowej



zawartość zablokowana

Autor: Andrzej Hola


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się