O braku europejskiego demosu i deficycie demokracji w UE raz jeszcze

POLSKA – UE \ Źródło sporu – podsumowanie cyklu

numer 2104 - 17.08.2018 Publicystyka

Polska jest zwolennikiem silnej Unii Europejskiej. Mając stare tradycje demokratyczne i obywatelskie oraz pamięć unii polsko-litewskiej, lepiej niż unijny mainstream rozumie zagrożenia mogące prowadzić do upadku tego typu organizmów. To doświadczenie dzieli z innymi krajami Europy Środkowej, mającymi w pamięci unie austro-węgierską, czesko-słowacką i jugosłowiańską, które upadły.

My, narody środkowoeuropejskie, znamy choroby, na które umierają unie i z niepokojem obserwujemy ich objawy w UE. Najgroźniejszą „zarazą” jest pycha wielkich i ich pogarda wobec mniejszych. To dla każdej unii choroba śmiertelna. Nie tracimy jednak nadziei, że jest uleczalna.

Gdzie leży źródło mocy Unii Europejskiej?

Siła UE w małym stopniu zależy od formalnych kompetencji przyznanych jej instytucjom, a w jeszcze mniejszym od skali, w jakiej instytucje te są zdolne do politycznych manewrów, by poszerzyć swoje uprawnienia poza ramy traktatowe (przynosi to efekt przeciwny do zamierzonego). Obywatelstwo europejskie istnieje tylko jako funkcja obywatelstwa państw członkowskich. Są obywatele UE, wciąż jednak nie ma europejskiego demosu i nie można go stworzyć na mocy dekretu. Demokracja zaś nie jest możliwa bez demosu, czyli narodu politycznego, wspólnoty ludzi posiadającej samoświadomość, połączonej wspólną pamięcią i tradycją oraz wspólną wolą ich zachowania, jak też budowania wspólnej przyszłości – innymi słowy wspólnotą poczuwającą się do dzielenia losów przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Wspólnota taka, by żyć i funkcjonować, musi być gotowa także do ofiarności na rzecz dobra wspólnego. Takie wspólnoty polityczne istnieją w Europie jedynie na poziomie państw narodowych. Państwa te zatem, wraz z ich instytucjami demokratycznymi, których rdzeniem są parlamenty, stanowią jedyną formę egzystencji politycznej, zdolną do wytworzenia rzeczywistego mandatu demokratycznego do skutecznego rządzenia. Ignorowanie tego faktu oznacza prowokowanie poważnego kryzysu w UE.

My, Polacy, chcemy i lubimy być Polakami, nie mamy problemu z tą rzeczywistością i dlatego uważamy, że siła projektu UE zależy od poszanowania suwerenności tworzących ją państw członkowskich i narodów jako jedynych wspólnot w pełni demokratycznych.

Deficyt demokracji jest rzeczywistością

Gospodarzem procesu integracji europejskiej są państwa członkowskie, a nie instytucje UE. Instytucje UE w sensie prawnym cieszą się takim tylko zakresem kompetencji i władzy, jakie zostały im przypisane przez państwa członkowskie w traktatach. Fundamentem UE powinna więc być zasada pacta sunt servanda (traktatów trzeba przestrzegać) i wynikający z niej brak zgody na uzurpowanie sobie przez jej instytucje uprawnień nigdy im nieprzyznanych. Każda próba rozszerzenia kompetencji UE poza określony traktatowo obszar jest niebezpieczną uzurpacją, która może doprowadzić do zniszczenia całego projektu integracji europejskiej. Polska podlega próbom takich uzurpacji w zakresie reform wewnętrznych, przeprowadzanych z woli posiadającej mandat demokratyczny większości sejmowej, w obszarach nieobjętych traktatowymi kompetencjami Unii. Konflikt między demokratycznym rządem, wykonującym wolę większości aktywnych wyborców, a biurokratycznym ciałem administracyjnym, poszerzającym swe kompetencje poza przyznane mu ramy traktatowe, nie może być modelem relacji między państwami członkowskimi a instytucjami unijnymi. Kontynuowanie tego modelu grozi poważnymi negatywnymi skutkami dla procesu integracji europejskiej. Deficyt demokracji w UE to nie figura retoryczna – to rzeczywistość z głębokimi konsekwencjami politycznymi



zawartość zablokowana

Autor: Przemysław Żurawski vel Grajewski


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się