„Brudne diesle” nie pójdą na niemiecki złom

numer 2152 - 12.10.2018 Gospodarka

MOTORYZACJA Niemieckie królestwo diesli – za Odrą zarejestrowano ponad 15 mln samochodów z tymi silnikami – upada. Przyczyniła się do tego afera Volkswagena, ale przede wszystkim wyroki sądów, które zezwalają niemieckim miastom zakazywać wjazdu autom z silnikami Diesla.

Niemcy wymyśli jednak sprytny sposób, by pozbyć się problemu. Tak zwane brudne diesle wcale nie pójdą w Niemczech na złom. Jak podała Deutsche Welle, tamtejszy rząd przedstawił swój program „Czyste Powietrze”, który zakłada, że od 2019 r. auta z dieslem mają zostać wyposażone w katalizatory SCR. Władze federalne są gotowe pokryć 80 proc. kosztów katalizatorów, jednak głównie w pojazdach służb komunalnych. Natomiast w 14 miastach, w których występuje szczególnie wysokie zanieczyszczenie tlenkami azotu, planowana jest akcja wymiany samochodów z silnikami Diesla normy Euro 4 i 5. Producenci mieliby odbierać od kierowców stare auta i udzielać im rabatu przy zakupie nowych. Rząd domaga się też, żeby producenci samochodów wyrównywali przy tym straty, jakie ponieśli właściciele starszych diesli, w których manipulowano przy poziomie emisji spalin.

Niemieccy dilerzy będą mogli nadal oferować „brudne diesle”, ale zainteresowanie nimi w Europie Zachodniej gwałtownie spada, więc zapewne trafią one na eksport. Nawet komisarz UE Elżbieta Bieńkowska niepokoi się, że trujące auta zaleją nasz kraj. Jej zdaniem eksport „brudasów”, które nie mogą jeździć po niemieckich drogach, powinien być dopuszczalny tylko po zamontowaniu w nich katalizatorów. Problem w tym, że niemieckiego rządu na to nie stać – dlatego robi wszystko, by wyeksportować problem. Efekt jest taki, że tylko w ubiegłym roku do Bułgarii sprowadzono 100 tys. używanych samochodów, w tym 30 tys. „brudnych diesli”.

W Polsce też trwa moda na stare diesle – stanowią one aż 43 proc. importu. – Silniki te emitują sporo zanieczyszczeń, ale jednocześnie są niezawodne i proste oraz tanie w obsłudze. Dlatego Polacy będą kupowali takie auta do momentu, aż przestaną być dopuszczane do ruchu – wyjaśnia mechanik z Katowic Marek Kuc.

Zakazu sprzedaży diesli nikt jednak w Europie nie wprowadzi. Jak bowiem oszacował monachijski Instytut Badań nad Gospodarką Ifo, zakaz używania silników spalinowych i przejście na napędy zeroemisyjne do 2030 r. mógłby zagrozić istnieniu blisko 466 tys. miejsc pracy w przemyśle samochodowym i ok. 140 tys. w powiązanych z nim branżach. To byłaby klęska branży w Europie.

 



Autor: Mariusz Andrzej Urbanke



















-->