fot. Filip Błażejowski/Gazeta Polska

Konsument nie może płacić za dekarbonizację

KONGRES 590 \ Unijna polityka klimatyczna i jej wpływ na Polskę

numer 2183 - 20.11.2018Gospodarka

Zgodnie z wytycznymi Unii Europejskiej polski sektor energetyczny dekarbonizuje się i ulega transformacji. Odbywa się to bardzo szybko, ale wymaga olbrzymich nakładów finansowych i łączy się z poważnymi kosztami społecznymi – mówili uczestnicy debaty „Polityka klimatyczna UE i jej wpływ na Polskę” na Kongresie 590 w Rzeszowie. Podkreślali też, że nie można przerzucać zbyt wysokich kosztów na konsumenta.

Polski sektor energetyczny stoi obecnie przed ogromnymi wyzwaniami. Najpoważniejszym wydaje się unijna polityka energetyczno-klimatyczna i jej wpływ na polską gospodarkę.

Zaostrzenie polityki energetyczno-klimatycznej

Rozpoczynający dyskusję minister energii Krzysztof Tchórzewski nawiązał do lat 90. ubiegłego stulecia, przypominając, że w polskiej energetyce królował wtedy w ponad 90 proc. węgiel. Minister  sięgnął do preambuły umowy akcesyjnej, w której mowa jest o przychylnym spojrzeniu Unii Europejskiej na polską gospodarkę opartą na rodzimym surowcu. Uznano wtedy, że zapóźnienia sektora energetycznego nie wynikają z winy Polski, lecz częściowo z winy państw zachodnich i decyzji jałtańskich, dlatego miało nie dochodzić do szczególnych nacisków na gruntowne zmiany w polskiej energetyce. Czasy jednak się zmieniły. W związku z dostrzeżeniem problemu zanieczyszczenia powietrza unijna polityka energetyczno-klimatyczna została radykalnie zaostrzona. Pociąga to za sobą istotne zmiany, które czekają polskie firmy. – To, jak szybko dochodzimy do poziomów narzucanych zewnętrznie, jest godne podziwu, odbywa się to szybciej, niż wynikałoby to z wcześniej przyjętych prognoz i spodziewałaby się UE – mówił Tchórzewski. – Dziś borykamy się z kogeneracją. Ustawa wygasa z końcem tego roku. Zdaniem Komisji Europejskiej nie wszyscy mogą dostać wsparcie ze strony państwa. Natomiast stoimy na wspólnym stanowisku, że to, co robimy, ma pomóc w ograniczeniu emisji, szczególnie tej niskiej, która jest groźna dla zdrowia ludzi. A wiemy, że pochodzi ona w głównej mierze z kominów budynków indywidualnych. Dlatego chcemy wprowadzać kogeneracje nawet w małych gminnych ośrodkach. Tam możliwości inwestycyjne są mniejsze, więc wsparcie musi być większe – tłumaczył minister.

Ewolucja zamiast rewolucji

Zapytany o kwestię transformacji terenów po górniczych na Śląsku Tchórzewski powiedział, że są przygotowane programy. – Transformacja jest niezbędna ze względu na wysokie koszty społeczne. Zwróciliśmy się o pomoc do UE. Jest przychylność i zrozumienie. Będzie to trochę trwało, bo proces uzgodnień nie jest krótki. Ale środki na transformację rejonów pogórniczych się znajdą – zapewnił minister. To zdecydowanie nie będzie rewolucja, ale spokojna ewolucja, bo restrukturyzacja jest bardzo kosztowna. W związku z tym będziemy oczekiwali pomocy. Będzie ona musiała przybrać inne formy niż tylko kredyty – tłumaczył Tchórzewski. Opowiedział też o kulisach negocjacji z UE. – Nic nie robimy bez akceptacji KE. Proponując rozwiązania prawne w Polsce, mamy je już omówione z KE. Także ustawa kogeneracyjna jest omówiona punkt po punkcie, dlatego będzie wprowadzana bezzwłocznie – dodał. Przyznał także, że UE przyjęła do wiadomości, że Polska będzie wdrażała energetykę jądrową, bo jest zeroemisyjna. – Pozostaje u nas na lata znaczna część energetyki węglowej, więc tę nadwyżkę emisji musimy zrównoważyć – dodał. Zapewnił też, że w związku z kończącymi się aukcjami w zakresie energetyki odnawialnej już w przyszłym roku rozpocznie się budowa nowych mocy w energetyce odnawialnej.

Huty migrują i wciąż emitują

Henryk Baranowski, prezes PGE, zwrócił uwagę na to, że trend dekarbonizacji, czyli odchodzenia od wykorzystania węgla, jest coraz silniejszy i dotyczy całej gospodarki, a nie tylko sektora energetycznego.

– Pytanie zasadnicze brzmi, ile ta rewolucja będzie kosztowała przeciętnego Kowalskiego, ponieważ cena transformacji energetyki musi być akceptowalna społecznie. Ceny energii nie mogą dotknąć poszczególnych obywateli, a to oznacza, że nie może ona znacząco urosnąć albo muszą powstać mechanizmy kompensujące ten wzrost, tak jak obecnie w Polsce.

Baranowski zauważył, że huty na świecie nie znikają, a tylko migrują tam, gdzie trendu dekarbonizacyjnego nie ma.

– Te zakłady, których pozbywa się Europa, ciągle emitują, tylko gdzie indziej: w Indiach, Indonezji czy w Chinach. Z punktu widzenia globalnego emisja pozostaje na podobnym poziomie – mówił. Polska jednak zgodnie z europejskimi oczekiwaniami już od 1989 r. dekarbonizuje się coraz bardziej. Wymagania są coraz większe, a emisja maleje. – Przez te prawie 30 lat Polska wyłożyła ogromne pieniądze, aby do tego trendu się dostosować, można powiedzieć, że jesteśmy liderem tych zmian. Szef PGE zwrócił jednak uwagę, że w Polsce kierunki, w jakich energetyka ma się zmieniać, z których technologii korzystać, nie zostały jeszcze ostatecznie określone. – Dlatego PGE przyjmując nową strategię w 2016 r., oparła ją na założeniach, że firma znajduje się w okresie transformacji, a to wiąże się z dużą zmiennością, która wymaga od nas elastyczności. I tacy staramy się być. Na przykład w 2016 r. zdecydowaliśmy, że mamy kilka opcji strategicznych. Pierwsza z nich to budowa nowych bloków węglowych, m.in. w Elektrowni Dolna Odra. Minęły dwa lata i podjęliśmy decyzję o zmianie paliwa na gazowe, czyli na bardziej przyjazne środowisku. I nie będzie to blok na 500 MW, ale dwa na 1000 MW. Druga opcja – zresztą z bardzo ambitnym celem – że mamy jako grupa być liderem na rynku odnawialnych źródeł energii (OZE). Ten cel to udział 25 proc. w roku 2030. I znów analiza megatrendów pokazuje, że aby go zrealizować, należy rozwijać energetykę wiatrową na morzu, bo to jest ten kierunek, który chroni nas przed wysokimi kosztami polityki klimatycznej w postaci obowiązkowego kupowania uprawnień do emisji CO2. Ten wybór wydaje nam się w tym momencie najbardziej perspektywiczny, bo wiatraki na morzu, chociaż kosztowne na etapie realizacji, takich emisji w trakcie eksploatacji nie mają wcale.

Naszym celem jest, żeby emisja CO2 w Grupie PGE malała. Dzięki długiej liście projektów inwestycyjnych i modernizacyjnych do 2026 r. zredukujemy emisje o 60 mln ton, a to tyle, ile przez ok. dwa lata emituje Elektrownia Bełchatów. To pokazuje, że to jest bardzo dobry wynik. I na tym nie koniec, bo to, co nastąpi po 2025 r., kiedy pracę zaczną kolejne źródła niskoemisyjne lub zeroemisyjne, sprawi, że redukcja emisji CO2 w Grupie PGE będzie jeszcze większa – zapowiedział prezes Baranowski.

Społeczeństwo w dobie transformacji

Mirosław Kowalik, prezes zarządu ENEA SA, zastanawiał się, jak naszą energetykę transformować, a nie tylko myśleć o przetrwaniu. – Chcemy się rozwijać, aby gospodarka stawała się konkurencyjna

– mówił. W jego opinii kluczowa jest stabilność otoczenia regulacyjnego. Zwrócił też uwagę, że transformacja odbywa się dość szybko. – Jeszcze w 2009 r. zainstalowana moc OZE wynosiła 4 proc., a teraz jest to 20 proc. Węgiel z kolei był na poziomie 86 proc., a teraz to ok. 70 proc. – mówił. Dodał, że w jego opinii polskie firmy spełniają jak dotąd wszystkie unijne normy.

Filip Grzegorczyk, prezes Tauronu, zwrócił z kolei uwagę na gigantyczne problemy społeczne związane z transformacją. – Jak były kopalnie i huty, to ludzie mieli pracę, a przecież usługi nie zaabsorbują wszystkich pracowników z przemysłu ciężkiego. Dlatego temat tzw. Just transition – sprawiedliwej transformacji – jest niezwykle istotny. Koszt transformacji naszej gospodarki w kierunku OZE wiatrowego to co najmniej 60 mld zł. – Potrzebne jest wsparcie dla firm, aby mogły zmieniać się w kierunku OZE, potrzebne są stabilne ramy prawne i ewolucyjnie do założonych celów – dodał szef Tauronu.

Materiał zrealizowany we współpracy z PGE



Autor: Paweł Woźniak