Gortat team

Z WIZYTĄ W „NOWYM PAŃSTWIE” \ Filantrop i ambasador Polski w NBA

numer 2225 - 11.01.2019Publicystyka

Niemal do osiągnięcia pełnoletności nie było jasne, że zostanie profesjonalnym koszykarzem. O karierze w Stanach Zjednoczonych i wielkich pieniądzach – tym bardziej. Samozaparciem i tytaniczną pracą Marcin Gortat podbił świat. A co jeszcze ważniejsze, dzieli się profitami swojej kariery z najbardziej potrzebującymi.

O najlepszym polskim koszykarzu powstanie z całą pewnością w przyszłości film. Miał zostać piłkarzem albo lekkoatletą. Wiadomo było od dzieciństwa, że Marcin Gortat podtrzyma tradycje rodzinne i będzie uprawiał zawodowo sport. Ojciec, Janusz, zdobywał brązowe medale w boksie w wadze półciężkiej na igrzyskach olimpijskich w Monachium i Montrealu. Mama, Alicja, z powodzeniem grała w siatkówkę, zdobywając mistrzostwo Polski kobiet. A syn odnosił sukcesy w innych dyscyplinach niż koszykówka. Mistrzostwo Polski w skoku wzwyż pod koniec szkoły podstawowej, powołanie do juniorskiej reprezentacji kraju, wreszcie piłkarskie treningi w ŁKS Łódź. Gortat musiał coś wybrać. Jego warunki fizyczne, wyróżniające go spośród rówieśników siła i wzrost, mogłyby paradoksalnie utrudnić karierę piłkarską. Chyba że przyszły koszykarz zostałby obrońcą lub bramkarzem, o czym marzył w wieku szkolnym. Ostatnim piłkarzem w ataku, który zrobił zawrotną karierę i przypominał posturą Gortata, był Jan Koller z Borussi Dortmund. Czeski atakujący był o 10 cm niższy (2 m i 2 cm), doskonale przepychał się w polu karnym i zdobywał gole strzałami głową. Gortat wybrał jednak koszykówkę.

Przepustka do gry w NBA

Mało kto dawał mu szansę na zrobienie zawrotnej kariery i z jednej strony trudno się dziwić – zaczął trenować na poważnie tę dyscyplinę dopiero w wieku 18 lat!

– Byłem ponoć dwa razy większy od pozostałych dzieci – wspominał Gortat. W szkole często naśmiewano się z jego wzrostu, nazywano go pająkiem. Ostatnio przyznał, że gdyby mógł, dołożyłby sobie kolejne 10 cm wzrostu – a mierzy przecież 2 m i 12 cm.

– Któregoś dnia nauczyciel wychowania fizycznego w technikum powiedział, że marnuję się w piłce nożnej. Zasugerował: przejdziesz na koszykówkę, to pomogę ci również w szkole, a nie da się ukryć, orłem nie byłem. Pomyślałem: dlaczego nie? Trenerowi od piłki powiedziałem, że rezygnuję. Na to on, że w wieku 18 lat jest za późno na zmianę dyscypliny, nic już nie osiągnę. Odpowiedziałem, że jak mi w koszykówce nie wyjdzie, to wrócę – opowiadał Gortat w rozmowie z „Newsweekiem”. Komu udaje się wybić, gdy zaczyna przygodę z koszykówką, wchodząc w wiek pełnoletni?

Koszykarz już pół roku po rozpoczęciu profesjonalnej kariery trafił do reprezentacji Polski. Dobre występy w ŁKS Łódź utorowały mu drogę do sukcesów. Trafił do niemieckiej Bundesligi, gdzie szlifował talent w Rhein Energie. Nie wykręcił znakomitych statystyk, łącznie w pierwszym sezonie spędził na parkiecie ponad godzinę. W 2003 r. nikt, chyba poza Gortatem, nie mógł się spodziewać, że dryblas z łysiną wkrótce trafi do najlepszej ligi świata. Marzenie zawodnika ziściło się w 2005 r. Skauci z NBA zauważyli go już po pierwszym sezonie gry w Niemczech, podczas obozu koszykarskiego w Treviso. Podczas draftu został wybrany z dalekim numerem, ale nie miało to dla nikogo znaczenia, a tym bardziej dla Gortata. Trzy lata po rozpoczęciu poważnej gry w kosza trzeci Polak w historii dostał przepustkę do gry w NBA. Najbardziej renomowanej, oglądanej i „kasiastej” ligi świata. Gortata wypatrzył klub Phoenix Suns, który od razu przetransferował go do Orlando Magic. I tu historia się powtarza – Gortat nie mógł liczyć od razu na częste granie. Musiał jeszcze przez trzy lata udowadniać swoje w Bundeslidze w barwach Rhein Energie i Anaheim Arsenal. Koszykarz podbił niemieckie parkiety i utorował sobie drogę na dobre do gry w NBA. Był trzecim Polakiem za oceanem w najlepszej lidze świata – po Cezarym Trybańskim i Macieju Lampem. Z papierami na większą karierę, bo w końcu coś na niemieckich parkietach pokazał.

Samokrytycznym okiem

Dalszy rozwój Gortata był etapowy – wyrywał minuty w Orlando Magic, jako pierwszy rodak w historii zagrał najpierw w podstawowej piątce, a później w wielkim finale NBA. Jego drużyna poniosła porażkę w 2009 r. z Los Angeles Lakers. Gortat podpisał pięcioletni kontrakt, który opiewał na 34 mln dol.! Chociaż jeszcze nic wielkiego w dorosłej karierze nie wygrał, to nazwisko naszego koszykarza obiegło świat. W Polsce na każdym zawodniku miliony, jakie zagwarantował sobie ponaddwumetrowy wieżowiec, musiały robić ogromne wrażenie. 2010 r. to przejście Gortata z Orlando do Phoenix Suns. Doskonała gra w obronie i w dodatku efektywne wsparcie w ataku przyniosły ogromną popularność Gortatowi w NBA. Do tego stopnia, że po dwóch latach gry w Phoenix trafił na listę najlepszych koszykarzy NBA – NBA All Stars. Na pozycji środkowego zajął piąte miejsce w głosowaniu w konferencji zachodniej. Sezon 2013/2014 upłynął pod znakiem transferu do Washington Wizards. Gortat otrzymał łącznie przez pięć sezonów gry aż 60 mln dol. W czerwcu 2018 r. zamienił Waszyngton na Los Angeles Clippers. Do „Lob City” trafił po kiepskim sezonie 2017/2018. W debiucie Gortat zdobył 12 pkt i zanotował dziewięć zbiórek. Całkiem nieźle, szkoda tylko, że koszykarzowi dokucza ból pleców, przez co nie może ustabilizować formy



zawartość zablokowana

Autor: Grzegorz Wszołek


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




















-->