Czerwony alert dla polskiej psychiatrii

SPOŁECZEŃSTWO \ Zapaść psychiatrii ma coraz gorsze skutki społeczne

numer 2237 - 25.01.2019Publicystyka

Jeśli chcemy wyciągnąć jakąkolwiek lekcję z tragedii, które ostatnio wydarzyły się w Polsce, nie pozwólmy sprowadzić ich do międzypartyjnych wojen. Są one przede wszystkim sygnałem systemowych kłopotów, które dotykają choćby polską psychiatrię.

Zabójstwo Pawła Adamowicza nie schodzi z pierwszych stron gazet. Niestety horrendalny czyn Stefana W. błyskawicznie został przemieniony w stricte polityczną sprawę. Zaprzyjaźnione z opozycją media, najpierw w półsłówkach, a nieco później już otwartym tekstem, obarczyły winą aktualną władzę. Koniecznie trzeba wyjść poza narzucaną przez nie logikę. Zabójstwo w Gdańsku bowiem, popełnione podczas kolejnego finału WOŚP, na scenie pilnowanej przez agencję ochrony Tajfun wiele mówi o kłopotliwych i mniej udanych aspektach polskiej rzeczywistości. Już tylko kolejne informacje dotyczące tej firmy ochroniarskiej dają do myślenia (kogo temat interesuje bardziej, znajdzie na Niezależna.pl mój artykuł „Rynek ochrony czy patologiczny biznes?”). Podobnie do myślenia daje niedawna tragedia w Koszalinie, gdy w pożarze escape roomu zginęło pięć nastolatek. Chwilę później okazało się, że ten segment rynku w niemałej części rządzi się najgorszymi regułami dzikiego kapitalizmu, w którym dba się przede wszystkim o szybki i łatwy zysk.

Stanowski ma rację

Z jednej strony nie ma sensu negować osobistej odpowiedzialności poszczególnych osób za tak tragiczne wydarzenia jak w Koszalinie czy Gdańsku. Z drugiej – wszystko to dzieje się w określonej rzeczywistości społecznej, gospodarczej, instytucjonalnej z jej bardzo silnymi determinantami. W tej przestrzeni jednostki często poruszają się jak w skomplikowanym labiryncie, którego drogi czasem prowadzą ku najgorszym pułapkom. Może to dla kogoś zbyt mocna teza. Jednak Krzysztof Stanowski w swoim cotygodniowym felietonie dla Weszło.com opisał to nie mniej mocno: „Jeśli rozłożymy tragedię z Gdańska na czynniki pierwsze, to okaże się, że po prostu musiało do niej dojść. Sumiennie wszyscy na nią zapracowaliśmy”.

Stanowski zwraca uwagę na trzy kwestie. Pierwsza to wysoce prawdopodobny kryzys polskiego systemu penitencjarnego (przepełnione więzienia, mocno kulejąca resocjalizacja). Druga i trzecia wiąże się z jasno już stwierdzonym kryzysem polskiej psychiatrii. Nie pisałem nigdy o więziennictwie, więc nie będę robił za okolicznościowego eksperta. O kryzysie polskiej psychiatrii i szerzej – opieki zdrowotnej – pisałem natomiast często, również na łamach „Codziennej”. Zwykle w tonie alarmistycznym, po prostu inaczej się nie da. W wypadku psychiatrii negatywnie warunkują się przynajmniej dwie przyczyny. Pierwsza wynika z ogólnego pogarszania się zdrowia psychicznego Polaków i Polek. To długofalowe skutki przemian społecznych i demograficznych: problemy wynikają z większej atomizacji społecznej, rozpadu rodzin i pogłębionych więzi międzyludzkich, zmniejszonej ilości wolnego czasu oraz coraz większej presji czynników ekonomicznych na jednostkę przy równoczesnym wzroście społecznych oczekiwań (walka o prestiż!).

Na Pomorzu jest najgorzej

Trzeba też pamiętać, że – podobnie jak w wypadku chorób somatycznych – w pewnej liczbie przypadków decyduje biologia, czyli geny. Poza tym osoba ciężko chora psychicznie potrzebuje innego wsparcia i leczenia niż człowiek z pogłębionymi zaburzeniami nastroju. Ale dla jednego i drugiego problem zaczyna się, gdy ograniczony dostęp do efektywnej terapii psychologicznej lub leczenia psychiatrycznego mniej lub bardziej utrudnia funkcjonowanie



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Wołodźko


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się





















-->