Akwizgran i brexit, czyli co grozi nam wszystkim

UNIA EUROPEJSKA \ Co łączy eurosceptyków i euroentuzjastów

numer 2239 - 28.01.2019Publicystyka

2019 rok rozpoczął się w Europie dwoma politycznymi trzęsieniami ziemi. Pierwsze przetoczyło się nad Kanałem Angielskim – przez Europę kontynentalną uparcie zwanym kanałem La Manche – i dotyczyło brexitu. Drugie miało miejsce w jednym z najstarszych miast Europy, w słynnym Akwizgranie, gdzie odnowiono zawarty przed 56 laty Traktat elizejski.

Ciekawe, że o ile pierwsze wydarzenie raczej łączy polityków i ekspertów (poza Wielką Brytanią oczywiście), bo panuje zgodna opinia, że brexit fatalnie wpłynie na gospodarkę i polityczny image Starego Kontynentu, o tyle drugie wydarzenie ekspertów dzieli.

Europoseł Dariusz Rosati (Europejska Partia Ludowa − Platforma Obywatelska) publicznie uznał odnowienie Traktatu elizejskiego za rzecz bardzo pomyślną – mimo że Polska, jako jedyny kraj Trójkąta Weimarskiego, został w nim pominięty. Ja z kolei uznałem, że owe porozumienie tandemu M., czyli kanclerz Merkel i prezydenta Macrona, oznacza wzmocnienie swoistego duopolu w Unii Europejskiej, co w naturalny sposób będzie powodowało dążenia odśrodkowe. Trudno bowiem sobie wyobrazić, aby pozostałe państwa Big Five (Włochy, Hiszpania i Polska) przyjęły ten berlińsko-paryski układ za dobrą monetę.

Ryzyko Londynu, upór Brukseli

Co – o paradoksie! − łączy brexit z jego pośrednim skutkiem, czyli Traktatem elizejskim 2.0? Jakkolwiek obrazoburczo to zabrzmi, mamy tu do czynienia ze skrajnym euronegatywizmem. Nie, nie eurosceptycyzmem, ale właśnie z całkowitą niewiarą w projekt Unii Europejskiej jako wspólnoty blisko 30 państw, w której każde z nich ma poczucie wpływu – proporcjonalnie do swoich aktywów demograficznych i gospodarczych – na politykę całej organizacji.

Londyn, może nawet nieracjonalnie, pokazał, że ma dość bezceremonialnego narzucania mu pomysłów płynących z Brukseli, które nierzadko były realizacją politycznych interesów największych krajów Unii Europejskiej. Z kolei Berlin z Paryżem uznały, że po referendum ws. brexitu należy szarpnąć europejskimi cuglami i wziąć eurotowarzystwo za twarz, bo Unia będzie słabła w oczach, a co gorsza, może przestać być pasem transmisyjnym największych płatników netto.

Porównując dalej te dwa, wydawałoby się, mało porównywalne fakty, czyli brexit i porozumienie z Akwiz­granu, warto pokusić się o tezę, że o ile brexit dla Europejczyków (a więc Polaków, Hiszpanów, Włochów, Duńczyków itd.) rodzi niemało negatywnych konsekwencji „na teraz”, w życiu codziennym, o tyle Akwizgran przyniesie je w perspektywie długoterminowej. Minusy brexitu nie mają tylko charakteru geopolitycznego i nie oznaczają wyłącznie wizerunkowej katastrofy dla UE w wymiarze globalnym. Oczywiście można też − poza skazą na wizerunku Unii − dodać istotną dekompozycję polityczną wewnątrz Wspólnot Europejskich, która zachwiać może i pewnie zachwieje spoistością U-27 (jak wspominałem duopol niemiecko-francuski może zaowocować tendencjami odśrodkowymi, a zatem wzrostem fundamentalnego eurosceptycyzmu).

Brexit: geopolityczne szachy i problemy dla obywateli

Brexit będzie też miał daleko idące konsekwencje w życiu codziennym obywateli krajów Unii



zawartość zablokowana

Autor: Ryszard Czarnecki


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się