Kariera z planem od Boga

BOKS \ Z ADAMEM KOWNACKIM, jednym z 10 najlepszych na świecie zawodników wagi ciężkiej, rozmawia KAMIL NIERADKA

numer 2246 - 05.02.2019Sport

Pracował na budowie, przygarnął pitbulla, a żeby mógł trenować boks, jego żona musiała pracować na dwa etaty. – Teraz spełniam swój American Dream – mówi „Gazecie Polskiej Codziennie” pięściarz Adam Kownacki. Po ostatniej walce z Geraldem Washingtonem eksperci wymianią Polaka wśród 10 najlepszych na świecie zawodników wagi ciężkiej. Chłopak z Łomży, wychowany na Greenpoincie, stał się nadzieją Polski na mistrza świata.

Co dziś łączy Pana z rodzinnym miastem? Oprócz marki piwa, które Pan pije, co widziałem, obserwując media społecznościowe.

Przede wszystkim mam tam dużą rodzinę, dziadków, ciocie. Jak jestem w Polsce, zawsze odwiedzam Łomżę, żeby z każdym chociaż na chwilę się spotkać. Jeżeli chodzi o piwo, to prawie w ogólnie nie piję. Dwa razy do roku, szczególnie po wygranej walce.

Mieszka Pan w Stanach od 7. roku życia. Czuje się Pan bardziej Amerykaninem czy Polakiem?

Zawsze się czułem Polakiem. Kocham ten kraj. Jestem katolikiem. Wiem, że Bóg ma plan na moją karierę. Poza tym w Nowym Jorku wychowywałem się na Greenpoincie, czyli w polskiej dzielnicy. A na moich gadżetach dla fanów, np. na koszulkach, jest piękny orzeł z koroną. Przyznam, że po ostatniej wygraniej sprzedaż wzrosła.

Teraz przedstawia się Pan jako zawodowy pięściarz. A jakie były początki?

Wszystko zaczęło się od Andrzeja Gołoty. To on był moim pierwszym pięściarskim idolem. Polak, który sprawiał radość rodakom. Na jego walkach w moim domu gromadziło się mnóstwo osób. W okolicy nie było jednak salki bokserskiej. Był za to klub karate i od tego zacząłem. Nie było tam bójki, ale trzeba było skupić się na dyscyplinie. To nie było to. czego szukałem. Pamiętam jak dziś, że salkę bokserską znalzałem, jak jechałem do kina z kuzynami, i jakimś cudem się udało namówić mamę, żeby pozwoliła mi tam chodzić.

Zdarzyło się Panu sprawdzić umiejętności poza ringiem?

Było parę bójek na ulicy, ale ten etap jest już zakończony w moim życiu, teraz biję się już tylko za pieniądze. Jestem zawodowym pięściarzem i mam dwa pitbulle!

Jak się wabią i jak się u Pana znalazły?

Pepsi i Honey. Jak pracowałem na Bronxie na budowie, mój kuzyn znalazł bezdomnego pitbulla. Psina była tak wdzięczna, że wziąłem ją do domu. Później dopuściłem i zostawiłem sobie jeszcze jednego szczeniaka.

Nie zrezygnował Pan z boksu, chociaż w USA trudno było się przebić...

Miałem wsparcie od rodziny, od żony Justyny. Ona nie pozwoliła mi się nigdy poddać. Zawsze mnie wspierała. Jak mieszkaliśmy w New Jersey, to pracowała siedem dni w tygodniu na dwa etaty, żebym mógł skupić się na boksie. Złota kobieta



zawartość zablokowana

Autor: Kamil Nieradka


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się